Gorący temat

Stranger Things, sezon 4, cz. 2 – niemal decydujące starcie [recenzja]

Jeśli po jakimkolwiek współczesnym serialu można spodziewać się, że jest w stanie doprowadzić do awarii swojego macierzystego serwisu streamingowego, to tylko po „Stranger Things”. Produkcja Matta i Rossa Dufferów to oczywisty fenomen od momentu premiery pierwszego sezonu – a mimo to nadal potrafi wprawić w osłupienie nawet tych fanów popkultury, którym wydawało się że widzieli już wszystko.

Choć o tym, czy podział czwartej serii na dwie asymetryczne części był decyzją dobrą można trochę podyskutować, trudno sprzeczać się co do tego, że pierwsze siedem odcinków swoje zadanie wykonało z nawiązką. Wywindowanie na pierwsze miejsce list przebojów „Running Up That Hill” Kate Bush i fantastyczna, kipiąca emocjami scena z Max czy wielce oczekiwany powrót do horrorowych korzeni razem składały się na rzecz która nie tylko na nowo potrafiła rozbudzić u odbiorców wewnętrznego dzieciaka, ale i sprawnie kładła grunt pod nadchodzącą kulminację w dwóch ostatnich epizodach. Trudno dziwić się zatem, że w trakcie dwóch tygodni oczekiwania na ich premierę, oczekiwania wobec nich urosły wręcz do gigantycznych rozmiarów. Wszelakie modły, prośby i groźby milinów fanów ostatecznie spełnione zostały – choć nie obyło się przy tym bez kilku potknięć.

Jak można się spodziewać, druga cześć czwartego sezonu startuje dokładnie w tym momencie gdzie zakończyła się pierwsza. Podczas gdy Jedenastka pod okiem doktora Brennera desperacko usiłuje odzyskać swoje moce, reszta młodych bohaterów przygotowuje się do ostatecznego pojedynku z rosnącym w siłę Vecną, a Hopper wraz z Joyce i Murrayem – do ucieczki z niegościnnego imperium za żelazną kurtyną. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że kluczową kwestią jest czas… a w zasadzie jego brak, bowiem cienka zasłona oddzielająca rzeczywistość naszą i odwróconego świata może zerwać się w każdej chwili, powodując katastrofę na niespotykaną dotąd skalę.

Ostatnie dwa epizody czwartego sezonu globalnego hitu Netfliksa to łącznie imponujące cztery godziny seansu. O ile sięgająca pełnego metrażu ilość materiału na odcinek może wydawać się wręcz przytłaczająca, ilość rozpoczętych wcześniej wątków jakie serial musi domknąć powoduje, że w pewnym momencie można wręcz zastanawiać się, czy owe cztery godziny to nie przypadkiem zbyt mało. Braciom Duffer mimo wszystko udaje się uniknąć pozostawienia rażących fabularnych dziur, ale trudno nie ulec wrażeniu, że pewne elementy historii – jak choćby kwestia związana ze ścigającym Jedenastkę wojskiem, czy starcie outsiderów ze szkolnymi gwiazdami sportu – siłą rzeczy zostają tu jednak potraktowane nieco po macoszemu. Na szczęście niekoniecznie wpływa to na emocjonalną jakość opowieści. Wypracowana w pierwszej połowie sezonu stawka całego starcia pozostaje niezwykle wysoka, a twórcy świadomie przeciągają moment kulminacji i fabularnych fajerwerków na rozpinający się na ponad dwie i pól godziny wielki finał.

Ten potrafi z kolei wywrzeć wrażenie nie tylko ilością zastosowanego CGI i iście blockbusterowym rozmachem niektórych sekwencji (epickie „Master of Puppets” w wykonaniu Eddiego to spełnienie marzeń każdego miłośnika ciężkich brzmień), ale też umiejętnym poprowadzeniem losów poszczególnych bohaterów na tyle, by w kilku momentach zadrżeć o ich los. Nawet jeśli nie wszystkie związane z nimi decyzje podjęte przez Dufferów będą się nam podobały, tak czy inaczej to o tyle godne pochwały, że „Stranger Things” nigdy nie aspirowało do miana drugiej gry o tron w apekcie nieprzewidywalności, a znaczna większość postaci była tu od zawsze otulona bezpieczną warstwą plot armoru. Całość prezentuje się zatem niezwykle solidnie, bez większego problemu osiągając jakość doinwestowanych produkcji kinowych i jeśli coś w całym tym morzu dobra może budzić pewne obawy… to paradoksalnie zapowiadana skala ostatniego sezonu show.

Mam nadzieję, że twórcy nie zapomną, że „Stranger Things”  to przecież niekoniecznie orgia zniszczenia i bombastyczne CGI rodem z „Avengers”, a tak naprawdę rzeczy małe, jak relacje między bohaterami, czy nostalgiczne mrugnięcia okiem do ejtisowych dzieciaków. Jeśli tego nie zabraknie, możemy na zamknięcie historii Hawkins już na tym etapie czekać z wypiekami na policzkach.

Foto © Netflix

Stranger Things, sezon 4, cz. 2

Nasza ocena: - 80%

80%

Obsada: Millie Bobby-Brown, Finn Wolfhard, Sadie Sink, Winona Ryder, David Harbour i inni. USA, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

The Devil’s Hour, sezon 1- mało diabła, dużo tajemnic [recenzja]

“The Devil’s Hour” najłatwiej określić jako serial z gatunku mistery, bo mimo że znajdziemy w …

Leave a Reply