Gorący temat

Świerszcze w soli – gorzki obraz nas samych w przypowieściach o przemijaniu [recenzja]

„Świerszcze w soli” Agnieszki Hałas to zbiór ułożony bardzo starannie. Nie ma tu tekstów przypadkowych, niepotrzebnych, bo wszystkie finalnie łącza się w większą opowieść. A najbardziej uderza ich – czasem zakamuflowana, czasem brutalnie bezpośrednia – aktualność w komentarzu do współczesnego świata. Współczesnej Polski. Bo nie takiej byśmy chcieli. Przynajmniej większość, ta wrażliwsza.

Ostrzyłem sobie na ten tom zęby, odkąd zauważyłem jego zapowiedź, doświadczony wcześniejszymi dokonaniami Hałas na pisarskim poletku. Cóż mogę powiedzieć, trafia do mnie jej mroczna, ale subtelna poetyka i poruszanie się na obrzeżach tego, co śmiało można by określać mianem realizmu magicznego. I to nie tak, że się Hałas w jakiś sposób wstydzi fantastyki. Ona po prostu uwielbia literacko balansować na krawędzi i łączyć fantastyczność kreacji z osadzeniem jej w boleśnie rzeczywistym świecie, o którym nie daje nam ani na chwilę w trakcie lektury zapomnieć. I to chyba stanowi najsilniej o wyrazistości jej prozy, ta bezpośredniość w sugerowaniu, że nasz świat wcale nie jest nazbyt przyjemny. A ta wspomniana fantastyczność stanowi swojego rodzaju ucieczkę. Najgorsze, że nie tak rzadko ostateczną.

Bo „Świerszcze w soli” to zbiór smutny. Przejmująco smutny, podkreślający szarość naszej rzeczywistości, którą taką na wskroś szarą często sami tworzymy. Jest tu moc odniesień eschatologicznych, wszak pierwsze skrzypce gra przemijanie człowieka i to, co czeka go po drugiej stronie. Nie mniejszą rolę grają Anioły, te niebiańskie, jak i te upadłe. A także kolejne spersonifikowane Śmierci, pełniące rolę zastępczą dla tej pierwszej, pierwotnej, która porzuciwszy swój fach odeszła, pozostawiając swoje zadania innym. A pracy jest dla nich aż nadto. Może dlatego Śmierci jest aż dwadzieścia jeden?

Pozornie ze sobą niepowiązane, kolejne historie niespodziewanie łącza się w pełną, większą całość, zapoczątkowaną tajemniczym z początku Prologiem, który staje się w pełni zrozumiały dopiero w finale lektury. To niezwykłe układanie magiczno – realistycznych puzzli, obnażających nam widzenie świata przez autorkę, jej postrzeganie tematów egzystencjalnych i rozważań, od których tak naprawdę nie da się uciec. Tych związanych z ludzkim przemijaniem, czy z niezrozumieniem mechanizmów kierujących światem. Ale też rozważań religijnych, osadzonych na podwalinie wiary, która zdaje się przeczyć w trzonie doktrynalnym temu, co widzimy wokół. I temu, co na co dzień czynią ludzi, pozornie głęboko wierzący. Jesteśmy wszak – jako społeczny ogół – krajem chrześcijańskim (przynajmniej w swojej nowożytnej genezie), tą chrześcijańską ostoją, czym szczycimy się w Europie. Ale w praktyce nasza codzienność przemodelowuje tę argumentację, obnażając ludzkie przywary i zafałszowanie, jakie wypacza sedno wiary, czyniąc z niej mało śmieszną, skarłowaciałą, groteskową karykaturę.

Jest w tym zbiorze trochę stylu Hałas z „Olgi i ostów”. Ale jednocześnie Hałas dojrzalszej, bardziej – nie tylko pisarsko – doświadczonej. Nie chcę pisać, że bardziej zgorzkniałej, bo to by brzmiało krzywdząco. Może lepiej – zawiedzionej? Rozczarowanej? Ale jednak nadal z pewną iskrą nadziei, że to wszystko, to co wokół, ma jakiś sens, jest ułożone podle większego planu. Prowadzi do – może niezrozumiałego dla nas, ale jednak określonego – celu.

Otwierające – tuż po krótkim i tajemniczym Prologu – opowiadanie „Szatański plan” przywodzi na myśl prozę Radka Raka (z powieści „Baśń o wężowym sercu albo Wtóre słowo o Jakóbie Szeli”) i chyba najbardziej odstaje stylistycznie od całego zbioru, nadal pozostając osadzonym w głównym fabularnym kontekście całości i będąc wciąż dobrą – samą w sobie – historią. Podobne, pewnego rodzaju niedopasowanie rzuca się w oczy również w – mimo wszystko właściwie dokomponowanym – opowiadaniu drugim, „Laura, która nie była Laurą”. Tutaj na myśl przychodzi proza Anny Kańtoch, ale ta spod znaku literatury młodzieżowej, z trylogii „Tajemnica diabelskiego kręgu”. To opowiadanie jest już zdecydowanie bliższe temu, jak wybrzmiewa reszta zbioru, choć dopiero kolejne historie pozwalają Hałas rozwinąć myśl przewodnią do pożądanych rozmiarów i wymaganej przez trzon fabularny estetyki.

I wtedy jest co najmniej znakomicie. Ponuro, depresyjnie, smutno. Czasem przerażająco, czasem wzruszająco. To historie, które wzbudzają cały wachlarz emocji, odmalowując świat realny w gorzkich odcieniach szarości oraz pozwalają zajrzeć za podszewkę rzeczywistości, aby zobaczyć to, co czeka po tej przysłowiowej Drugiej Stronie.
Szukając kolejnych tropów i popkulturowych skojarzeń nie sposób nie wspomnieć – ze względu na silnie obecną, choć mało klasyczną angelologię – o dorobku śp. Mai Lidii Kossakowskiej, która wszak podejmowała zbliżoną, anielską tematykę, choć czyniła to w sposób bardziej bezpośredni gatunkowo (ciążąc ku typowemu fantasy) i z pewnością o mniejszej wadze samego przekazu.

Mnie przychodzi jeszcze na myśl nawiązanie do dwuznacznego ujęcia boskiego antagonisty, jakie wspaniale nakreślił (rozbudowując kreację Neila Gaimana) Mike Carey, w komiksowej serii „Lucyfer”. Tam też przeciwnik Boga, najważniejszy z Upadłych stara się ocalić ludzkie dusze, ofiarowując im własne stworzenie. W jego mniemaniu doskonalsze niż to boskie, bo nieobciążone manią doskonałości cechującą Najwyższego, której brak surowo jest karany.

Dalej odnajduję w tym zbiorze echa takich autorów, jak Tomasz Bochiński („Złe ulice. Opowieści praskie”, czy Paweł Ciećwierz („Blues o krwi i trawie”). Oczywiście w tym przypadku to echa odległe, subtelne skojarzenia, ale pobrzmiewające – by użyć muzycznej metafory – podobną, bluesową narracją.

„Świerszcze w soli” nie są zbiorem typu „lekki, łatwy i przyjemny”. To bardzo dobrze napisana, choć przejmująco smutna proza, stanowiąca jednocześnie ciekawy – acz gorzki – komentarz do współczesnego świata. Im późniejszy tekst, tym i dosadniejszy, bardziej bezpośredni ów komentarz. Bardziej brutalny. Szczerszy. Ale nadal to poetyka prozatorska, jaką Hałas zaprezentowała już we wspominanej wcześniej „Oldze i ostach”. Zarówno w warstwie warsztatowej, jak i – miejscami – fabularnej, bo powracają tutaj również echa tego niezwykłego świata, obok naszego, dostępnego dla oczu tylko wybranych (jak w „Pod skórą”). Dla fanów autorki – pozycja obowiązkowa, bo niejako powracająca do źródeł – po świetnym cyklu klasycznej fantasy „Teatr węży” – a to zawsze cenne, kiedy twórca / twórczyni nie zapominają o swoich literackich korzeniach. Ale to także zbiór ważny, bo aktualny w warstwie przekazu, poruszający problematykę nie tylko tą filozoficzną, eschatologiczną, związaną z przemijaniem człowieka, ale też bardziej przyziemną, dosadniejszą, boleśnie aktualną, odnoszącą się do tego, jakimi na co dzień – wszyscy bez wyjątku – jesteśmy ludźmi. A zawsze warto co jakiś czas zrobić sobie taki wewnętrzny rachunek sumienia. „Świerszcze w soli” skutecznie potrafią o tej konieczności przypomnieć.

Świerszcze w soli

Nasza ocena: - 80%

80%

Agnieszka Hałas. Wydawnictwo SQN 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Przeprawa – połowiczna dekonstrukcja gatunkowego westernu [recenzja]

„Przeprawa” Jacka Ketchuma to nie tylko powrót pisarza na polski rynek (co jeszcze niedawno wydawało …

Leave a Reply