Gorący temat

Tajna Inwazja – superbohaterska szamotanina [recenzja]

Wydawnictwo Egmont wypuściło na rynek “Tajną Inwazję” tuż przed premierą nowego serialu Marvela o tym samym tytule. Jak wypada ten jeden z najbardziej znanych, superbohaterskich eventów XXI wieku?

Kilka lat temu “Tajna Inwazja” pojawiła się w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela i miała bardziej mroczną, bardziej tajemnicza okładkę – możemy zobaczyć tę grafikę w niniejszym albumie tuż przed pierwszą planszą pierwszego zeszytu tegoż eventu. Natomiast okładka Egmontu jest można powiedzieć bardziej rozrywkowa i dynamiczna, pokazująca nam superbohaterów i ich przeciwników w samym sercu walki. Takich scen zobaczymy jeszcze w tym komiksie mnóstwo, choć szczerze mówiąc wolałbym, żeby cała historia była bardziej jak przywołana okładka z WKKM – tajemnicza, niepokojąca i bardziej zaostrzająca apetyt na fabułę. Kiedy rozpoczynamy lekturę, właśnie od takich niepokojących i niejednoznacznych scen, wszystko jeszcze jest ok. Ale “Tajna Inwazja” to niestety historia cierpiąca na rodzaj fabularnego rozdwojenia jaźni, jakby jej scenarzysta, Brian Michael Bendis nie mógł się zdecydować, czy ma być bardziej mrocznie, czy jednak bardziej spektakularnie.

Amerykański scenarzysta w pierwszej dekadzie XXI wieku był na fali, zresztą to wtedy powstały chyba te najpopularniejsze eventy Marvela, na czele z “Wojną domową”. To nieustanne podkręcanie stawki zmuszało twórców do wymyślania coraz bardziej epickich fabuł prowadzących do równie epickich rozstrzygnięć. Inwazja Skrulli na Ziemię miała być zapewne dziełem popisowym, dającym fanom pole do nieustannych domysłów, kto jeszcze wśród superbohaterów, oprócz pokazanej na początku Elektry okaże się być zielonym najeźdźca z kosmosu. Zastajemy ziemskich herosów w sytuacji, w której nikomu nie można ufać, a co więcej nie ma żadnej technologii, dzięki której można zidentyfikować podszywającego się pod człowieka zmiennokształtnego Skrulla. Tak zaczyna się wybuchowa opowieść prowadząca do dramatycznego finału, z którego tak naprawdę nikt nie wyjdzie zwycięsko. 

Czytając tę nieco chaotyczną historię bardziej niż na samą fabułę zwracałem uwagę na prowadzenie jej przez Briana Michaela Bendisa. O ile wspomnianą wyżej “Wojnę Domową” (ze scenariuszem Marca Millara) można było spokojnie i z dużym funem czytać bez serii pobocznych, o tyle w przypadku “Tajnej Inwazji” nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystko jest tu potraktowane po łebkach, oby tylko dojść do kolejnej sekwencji, w której superbohaterowie będą mogli urządzić widowiskową nawalankę. Być może w ten sposób wybrzmiał już casus twórczego przeciążenia u Bendisa, bo nawet dialogi nie są tu takie, z których ów twórca zasłynął. 

Różne perspektywy, z których obserwujemy inwazję zaczynają w pewnym momencie nużyć i nawet się mieszać, a ilość występujących w evencie superbohaterów wyraźnie przeszkadza w płynności narracyjnej. Są momenty, kiedy jest naprawdę dobrze,  jak w wątkach Reeda Richardsa, którego wyeliminowanie jest dla Skrullów kluczowe, czy w momencie kiedy do akcji wchodzi Jessica Jones, czyli bohaterka wymyślona wcześniej przez Bendisa, ale to są momenty, które znikają w ogólnej szamotaninie. Wytłumaczenie na to jest – bo rzeczywiście mamy do czynienia z szamotaniną, w której uwidocznia się bezradność superbohaterów wobec złowieszczego planu Skrulli. I być może Bendis chciał oddać właśnie w tej skaczącej narracji takie właśnie położenie herosów, kiedy ich umiejętności zdają się na nic. Jednak koniec końców i tak musi dojść do tej największej nawalanki, która rozstrzygnie, czy Skrulle będą rządzić Ziemią, czy też superbohaterowie ją obronią 

Oglądamy tę historię na planszach narysowanych przez  Francisa Leinila Yu, którym już daleko jest do pstrokatości lat dziewięćdziesiątych. To dwudziestopierwszowieczna opowieść superbohaterska pełną gębą, z nowocześnie podaną narracją, pisanymi na poważnie dialogami i warstwą graficzną pełną rozmachu, zapowiadającą nadchodzące, kinowe uniwersum Marvela. Niezły album, z ciekawymi pomysłami, po którego lekturze jednak ma się wrażenie, że z różnych powodów potencjał tej historii został zmarnowany. Ale i tak ciekawi, jak “Tajna Inwazja” zostanie przedstawiona w nadchodzącym serialu.

 

Tajna Inwazja

Nasza ocena: - 55%

55%

Scenariusz: Brian Michael Bendis. Rysunki: Francis Leinil Yu. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Mity Cthulhu wg Lovecrafta – kolejna mistrzowska interpretacja komiksowa klasyki grozy [recenzja]

Choć przyznaję, bywa ostatnio tak, że psioczę na wszechobecność Lovecrafta na polskim rynku – bo …

Leave a Reply