Gorący temat

Batman. Stan Strachu, tom 5 – traumy w wielkim mieście [recenzja]

“Batman. Stan Strachu” to pożegnanie scenarzysty Jamesa Tyniona IV z Mrocznym Rycerzem. I chyba zarazem najciekawszy z ostatnich runów poświęconych obrońcy Gotham. 

W ostatnich latach za główną opowieść o Batmanie w uniwersum DC odpowiadali aktualni topowi scenarzyści, którzy zamiast zbierać pochwały, częściej zbierali od fanów słowa krytyki. Scott Snyder po początkowych sukcesach gdzieś po drodze zgubił sens tworzonej historii, a run Toma Kinga to już kompletny galimatias ciekawych fabularnych pomysłów, których rozwiązania mocno zgrzytały. Na tym tle run nowej, scenopisarskiej gwiazdy, czyli Jamesa Tyniona IV jawi się jako najbardziej stabilny, ze spójną historią, która nawet jeśli nie była porywająca, to potrafiła dać czytelnikom nowych, ciekawych bohaterów i spowodować wiele istotnych zmian w życiu tytułowego bohatera. 

Jego dwa główne punkty to “Wojna Jokera” – event niespecjalnie udany, ale z ciekawymi konsekwencjami (i kontynuowany w bardzo dobrym “Jokerze. Polowaniu na klauna” tegoż scenarzysty) oraz “Stan Strachu”, czyli pojedynek Batmana ze Strachem na Wróble z bardzo ciekawą otoczką w postaci nowych organizacji na mapie Gotham, czyli Magistratu i Kolektywu Nadpoczytalności. Pierwsza z organizacji nadal gra w fabule ważną rolę z jej technologicznie wspieranymi funkcjonariuszami (Peacekeeperzy), którzy zamiast chronić Gotham przejmują nad nim kontrolę. Druga została dosłownie zepchnięta do podziemi, znajdując schronienie na obszarze kontrolowanym przez Poison Ivy, ale jej przedstawicielka, Miracle Molly nadal będzie niezwykle istotna dla całej historii.

Po wydarzeniach z “Zabobonnej zgrai”, w której niemal cały czas widzieliśmy Batmana torturowanego przez Stracha na Wróble superbohater wraca do gry. Ma jednak bardzo wymagających przeciwników i nie chodzi tu tylko o Jonathana Crane’a, czy zarządzającego magistratem Simona Sainta, ale o Seana Mahoneya, który jakiś czas temu wyrósł na bohatera Gotham i potem został Peacekeeperem nr1. To on oraz Miracle Molly stają się najważniejszymi postaciami “Stanu strachu” i to zaledwie dzięki dwóm zeszytom poświęconym przeszłości obojga bohaterów. 

Przygody Batmana w tym tomie tak naprawdę nie pokazują nic, czego już byśmy wcześniej nie widzieli. Wielka stawka, wielkie zmagania, upadki i wzloty, to było przerabiane już mnóstwo razy. Ważniejsze w opowieści Jamesa Tyniona IV stają się różne poboczne historie, które wzmacniają główny trzon fabuły. Być może inny scenarzysta nie bawiłby się w zgłębianie psychiki, motywacji i przeszłości ważnych, ale jednak pobocznych bohaterów, natomiast Tynion IV uznał, że będzie to istotne dla pełnego obrazu eventu oraz dla portretu udręczonego miasta i dał nam świetne historie, określone w tym tomie jako “Batman Secret Files”.

O ile ostatnia z nich, ta o Ogrodniczce nie ma aż takiego ładunku emocjonalnego, to zeszyty poświęcone Peacekeeperowi 1 i Miracle Molly są wielkim pokazem talentu scenarzysty, talentu, który ewoluował na naszych oczach od czasu startu Nowego DC. Od tych początków wiele się zmieniło, Tynion IV z pomocnika Scotta Snydera wyrósł na świetnego, pierwszoligowego twórcę i to właśnie czuć w “Stanie Strachu” – na przykładzie nie samej głównej historii, ale po sposobie w jaki jest za pomocą takich specjalnych zeszytów dopowiadana i rozbudowywana. Z wielkiego superbohaterskiego łubudu tworzy się wówczas kameralna opowieść o traumach, które co i rusz spotykają ludzi w wielkim mieście, traumach, które możemy rozpoznawać jako nasze własne. A że jest to jeszcze narysowane w odmiennym stylu, który wydobywa na wierzch różnorodne  niuanse, tym większe robią one wrażenie (za rysunki do opowieści o Peacekeeperze odpowiada przypominający stylem Seana Philipsa Joshua Hixson, za opowieść o Miracle Molly Dani, której rysunki wyglądają niczym te Eduardo Risso ze “Stu Naboi”.).

Tak chyba jeszcze nie było, żebym polecał grubaśny album o Batmanie ze względu na jego dwa poboczne zeszyty, ale taka jest prawda. Dzięki nim “Stan Strachu” nabiera większej głębi i wpisuje się w rzeczywiste, współczesne i powszechne strachy. Traumy stają się wspólnym doświadczeniem bohaterów, prowadząc do momentu, kiedy trzeba zacząć z nimi na poważnie, już nie tylko na pięści, walczyć. O tym opowiada zamykający ten tom zeszyt “Batman. Stan Strachu. Omega” stanowiąc godne zakończenie runu Jamesa Tyniona IV.

Batman. Stan strachu, tom 5

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Jorge Jimenez i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Pewnego razu we Francji tom 2 i 3 – prawdziwe historie nigdy nie są jednoznaczne [recenzja]

„Pewnego razu we Francji” to znakomita seria, która w udany sposób miesza fakty historyczne i …

Leave a Reply