Gorący temat

Tomasz Duszyński – piszę historie, które mnie fascynują [wywiad]

Zdjęcie: Magda Lassota
Zdjęcie: Magda Lassota

Z Tomaszem Duszyńskim, autorem serii “Glatz” rozmawiamy o literackich fascynacjach stolicą, trudach fachowego reaserchu, tęsknocie do pisania fantastyki i oczywiście o najnowszej powieści pt. “Fenomen z Warszawy“. 

 

Znudziło Ci się Kłodzko? Zrobiło się za ciasne? I dlatego przeniosłeś się (literacko) do Warszawy?

Nie lubię ograniczeń, a wizytę w stolicy, także w roli pisarza, uważam za obowiązkową. Warszawa mnie fascynuje, zwłaszcza ta z okresu międzywojennego. Budynki, restauracje, podłe knajpy, w których można było dostać nie tylko papu ale i w papę, ludzie tamtej epoki. To niesamowity kolaż, którego już nie jesteśmy w stanie doświadczyć, próbuję więc odtworzyć go w trakcie pisania kryminału retro. W ten sposób odbywam podróż w czasie, której, niestety, nie mogę odbyć w naszych realiach.

Więc seria „Glatz” nie jest zamknięta? To tylko chwila odpoczynku?

„Fenomen z Warszawy” powstawał na przemian z kolejnymi odcinkami cyklu „Glatz”. Warszawska seria jest trylogią. Wszystkie trzy części zostały już napisane i będą się sukcesywnie ukazywać w papierze dzięki wydawnictwu SQN i w wersji audio, czytanej w znakomitej interpretacji Adama Ferency, przy współpracy ze Storytelem. Będą to kolejno „Człowiek z celuloidu” i „Człowiek bez przyszłości”. Do Warszawy w kryminale retro zapewne w formie powieściowej już nie wrócę. Cykl „Glatz” natomiast będzie kontynuowany, choć będzie ewoluował. „Glatz. Goliat”, którego premierę zapowiadamy z wydawnictwem na 8 czerwca rozgrywa się w Kłodzku, ale w kolejnych tomach i mnie i czytelników czeka dalsza podróż. Gdzie? Tego na razie nie zdradzę.

Jak dobrze znasz Warszawę? Łatwo było ci się odnaleźć w jej dawnej wersji?

Tej dawnej wersji Warszawy nie zna tak naprawdę większość jej aktualnych mieszkańców. W Warszawie bywam częściej, niż w wielu innych miastach Polski. Rodzina od strony mojego taty pochodzi ze stolicy. Burzliwe dzieje drugiej wojny światowej sprawiły, że moja babcia po łapance została wywieziona do Niemiec, stamtąd zawędrowała do Kłodzka. Nie wróciła do stolicy, bo nie miała do czego już wracać. W Warszawie, pod gruzami wysadzonej w powietrze kamienicy, zginęła cała jej rodzina.

Jej opowieści pobudzały moją wyobraźnię. Warszawę poznawałem później już sam, choćby w czasie studiów, zajmując się dokumentami posła brytyjskiego Maxa Mullera. W tamtym czasie pochłaniałem mnóstwo literatury związanej z międzywojniem. Obraz stolicy tamtego okresu wyłaniający się ze wspomnień, biografii, listów i książek mocno mnie zafascynował. Rozbudowałem wiedzę o Warszawie, a wyobraźnia zrobiła swoje i w końcu podsunęła pomysł na kryminał retro osadzony w tamtej epoce.

To był najtrudniejszy etap przygotowań?

Kwerenda jest etapem chyba najprzyjemniejszym, bo jej wyniki potrafią mocno zaskakiwać. Gdy już raz wsiąknie się w czyjeś wspomnienia, spojrzy na świat mieszkańca stolicy, który podróżuje od knajpy do knajpy, zahaczy o teatrzyk rewiowy, choćby Qui Pro Quo czy opowie o premierze filmowej, widzi się to dawne miasto oczami wyobraźni. Oczywiście w pracy nad „Fenomenem z Warszawy” musiałem pilnować realiów, sprawdzać repertuar kinowy czy teatralny w tamtym okresie, podróżować w sposób rzetelny po ulicach dawnej stolicy. Varsavianistów, którzy mają niesamowitą wiedzę dotyczącą miasta nad Wisłą jest wielu, jestem świadom, że łatwiej mogą wychwycić nawet drobne nieścisłości. Dlatego chciałem, żeby powieść miała solidne podstawy poprzedzone wcześniejszymi przygotowaniami. Pozwoliłem sobie jednemu z takich specjalistów od dziejów Warszawy wysłać powieść przed publikacją. Varavianista, pisarz i dziennikarz Grzegorz Kalinowski ma o Warszawie wiedzę niesamowitą. Pomógł mi ustrzec się kilku błędów.

Na kartach „Fenomenu z Warszawy” pojawiają się liczne postacie historyczne. Która z nich okazała się najciekawsza? Najbardziej cię zaintrygowała?

Niewątpliwie postać inżyniera Stefana Ossowieckiego, nazywanego Fenomenem z Warszawy jest najbardziej frapująca. Celebryta tamtych czasów, człowiek bezinteresowny, który dzięki swoim zdolnościom potrafił odczytać myśli Marszałka Piłsudskiego, ale i uratować reputację Wedla podczas bardzo trudnego kryzysu wizerunkowego. To człowiek, który przewidział własną śmierć, ale nie potrafił jej uniknąć.

Tych intrygujących postaci dawnej Warszawy jest mnóstwo. Gwiazdy filmowe tamtych czasów, Eugeniusz Bodo, Mieczysława Ćwiklińska, literaci, artyści, ale i przedsiębiorcy, którzy otwierali swoje interesy i interesiki rozpoczynając kariery bliskie tym Nikodem Dyzmy. Chciałem, żeby jak najwięcej takich postaci pojawiło się w powieści. Komisarz Wróbel prowadzący śledztwo związane z brutalnymi morderstwami młodych kobiet na te postaci często się na swojej drodze natyka.

Na ile kreacja literacka postaci Ossowieckiego jest zgodna z jego historycznym biogramem?

Oprócz głównego wątku, który powstał w mojej głowie, wszystkie wątki poboczne związane z Ossowieckim są autentyczne. Opisywane w jego książce, w relacjach świadków i w warszawskiej prasie. Tak było ze sprawą prowadzoną w Wedlu, gdy w czekoladach tej firmy znajdowano sprasowane gwoździe i z eksperymentami z bilokacji czy w sprawach śledczych, które inżynier podejmował ze stołeczną policją. Tych rzeczy nie wymyślałem, nie musiałem, wystarczyło zaczerpnąć z biografii tego nietuzinkowego człowieka.

A Czyński? Słynny „Czarny Adept”? Naprawdę cieszył się tak złą sławą?

Sprawą Czyńskiego żyła niegdyś cała Polska. Oddawanie czci synkretycznemu bóstwu Baphometowi nie przeszło bez echa. Orgie, rytuały w gronie studentów, których Czyński przyciągnął do siebie, spowodowały tragiczne skutki. Kilku z jego podopiecznych popełniło samobójstwo, inni nigdy do siebie nie doszli po tym jak Czyński omamił ich swoim wizjami. Jednak nie on jeden cieszył się zła sławą. Tych mistrzów wiedzy tajemnej było wielu. Warszawę tamtych lat postrzegamy zazwyczaj romantycznie. Wpływ może mieć na to kino tamtego okresu, które jeszcze czasem oglądamy i to, które powstało już po wojnie, w serialach przedstawiającą Polskę międzywojnia. Lata dwudzieste i trzydzieste w stolicy i nie tylko w Warszawie były jednak mroczniejsze. Sutenerstwo, wymuszanie haraczy, morderstwa, szajki przestępcze, jak choćby ta z Kercelaka, na którym rządził Tata Tasiemka, były codziennością.

W „Fenomenie z Warszawy” pojawiają się elementy fantastyczne. Miediumizm, zjawiska nadprzyrodzone. To wpisuje się z jednej strony w realia czasów, ale czy nie obawiałeś się, że niekoniecznie spodoba się czytelnikom kryminałów?

Gdybym zastanawiał się, co się spodoba jednym czytelnikom, a co drugim i gdzie będzie ta większość, która pozwoli mi zapewnić większą sprzedaż tytułu, to pewnie nie pisałbym książek. Piszę historie, które mnie fascynują. Robię to uczciwie wobec siebie, ale mam nadzieję także wobec odbiorców. Gdy piszę o Fenomenie z Warszawy, czyli Stefanie Ossowieckim trudno, żebym pominął wątki metafizyczne, jego eksperymenty czy relacje z niewytłumaczalnych zjawisk, które były jego udziałem. Ossowiecki współpracował ze stołeczną policją, z detektywami, dziennikarzami. Pomagał w śledztwach, szukał zaginionych, wskazywał miejsca zbrodni… Skoro zafascynowała mnie ta postać i zjawiska, które jej dotyczą, trudno byłoby, żebym całkowicie się od nich odciął. Wtedy ta powieść nie miałaby sensu.

Zdjęcie: Monika Łukasik Duszyńska

Sprawdź, gdzie kupić:

Tęsknisz za pisaniem fantastyki?

Nie. Nie mam nic do powiedzenia w tym gatunku, nic co uznałbym za odkrywcze czy wartościowe. Fantastyka młodzieżowa, a właściwie połączenie kilku gatunków w powieści młodzieżowej pociąga mnie bardziej.

A inny gatunek? Ostatnio Wojciech Chmielarz wydał swoją wczesną powieść „Królowa głodu”, będącą mieszanka postapo i horroru, która wcześniej publikowana była tylko w formie e-booka. Czy jako autor kryminałów czujesz się na na tyle mocnej pozycji, by pozwolić sobie na podobne literackie „eksperymenty” z czytelniczym odbiorem?

Nie szukam gatunków, w których chcę pisać. Historia jakimś przedziwnym sposobem odnajduje mnie sama. W ostatnich moich pomysłach pojawiło się kilka trupów i zagdaka dotycząca ich śmierci. Niechybnie prowadzi to do gatunku, który określa sie mianem kryminału. I ten gatunek jest u mnie ostatnio na pierwszym miejscu. Pojawiają się co jakiś czas zalążki pomysłów w innych gatunkach. Muszę do nich jednak dojrzeć, albo one same muszą dojrzeć we mnie i zechcieć wydostać się na świat. Nie będzie to raczej horror, fantastyka czy… romans.

Poza pisaniem, twoje pasje? Także te czytelnicze, to?

Chciałbym zobaczyć jeszcze kawałek świata. Może więc podróżowanie to moja pasja? Innych pasji, oprócz tej pisarskiej, chyba nie mam.

Jako pisarzowi, zdarza ci się recenzować, opiniować książki innych pisarzy? Wielu autorów uznaje to za zachowanie niewłaściwe, inni z kolei nie mają z tym problemu. Jak to jest u ciebie?

Nie czuję się krytykiem, który w sposób wystarczająco dobry warsztatowo byłby w stanie napisać recenzję książki. Niewielu takich zresztą jest w Polsce. Ja na tym po prostu się nie znam. Mogę wyrazić raz na jakiś czas swoją opinię, odczucie subiektywne dotyczące danej powieści. Tak robię, zwłaszcza, gdy przeczytam powieść znajomego autora i chcę mu w ten sposób dać znać, że jego książka mi się podoba.

Kogo z polskich twórców cenisz? Na kimś się wzorujesz?

Cenię wielu, nie będę ich wymieniał z nazwiska, bo zapewne pominąłbym kilkunastu. Na nikim się nie wzoruję. Chciałbym pisać jak Brdečka czy Hrabal.

Jest jakiś autor – niekoniecznie polski – z którym chciałbyś napisać powieść w duecie? Czy pisanie w tandemie to temat zupełnie nie dla ciebie?

Nie dałbym rady pisać z kimś innym. W moim wypadku to proces, który wymaga skupienia, zamknięcia się w swoim świecie, a właściwie przeniesienie się do niego. Widzę swoje powieści w sekwencjach obrazów, nie byłbym w stanie przeniknąć do umysłu współautora, by wyczytać z niego jak on widzi świat powieści. Może podjąłby się tego, gdybym miał zdolności takie, jak jasnowidz Ossowiecki.

A śledzisz polski rynek kryminału? Zwracasz uwagę na nowe nazwiska? Czytujesz debiutantów?

Nigdy nie lubiłem kryminałów, niewiele się tu zmieniło. Czytam tytuły znajomych autorów, którzy wysyłają mi swoje powieści w prezencie. Nie zawiodłem się na tych powieściach. Czytam także książki autorów, z którymi prowadzę spotkania autorskie podczas Strzelińskiego Festiwalu Literatury. Jeśli po coś sięgam, to po fantastykę, powieści młodzieżowe podrzucone przez córkę, czeską literaturę.

Dużo mówi się w ostatnim czasie o ustawie o jednolitej cenie książek. Co ty – jako twórca – o tym sądzisz? To szansa na poprawę sytuacji? A może wręcz przeciwnie?

Nie widzę w tym działaniu większego sensu. Inne zagadnienie wydaje mi się bardziej problematyczne. W ciągu roku wydawanych jest w Polsce blisko 400 kryminałów. Wszystkich wydawanych w Polsce książek jest wielokrotnie więcej. To ogromna ilość. W tym natłoku nowych tytułów książka żyje na księgarskiej półce i w świadomości czytelnika nie więcej niż dwa, może trzy miesiące. Dobre tytuły w większości pozostają niezauważone. To z kolei powoduje, że autorzy wydają już po trzy, cztery i więcej książek rocznie. Jakość tych powieści siłą rzeczy musi się obniżyć. Moim zdaniem więc nie ma tu decydującego znaczenia cena jak pojawi się na okładce, ale to jakiej jakości literatura trafia do czytelników. Ja zacząłem czytać nałogowo za dzieciaka, bo trafiłem na dobre książki, gdybym trafił na słabe, pewnie nie byłbym skłonny do pochłaniania kolejnych powieści. Teraz czytelnik ma większą procentowo szansę trafić na minę, niż ja wtedy.

Na zakończenie naszej rozmowy, jakie masz najbliższe literackie plany? Nad czym pracujesz?

Czwarta część „Glatz” będzie miała premierę 8 czerwca. Zaczynam więc pracę nad częścią kolejną tego cyklu. Zaczynam także przygotowania do powieści młodzieżowej, która pojawi się w wydawnictwie SQN pt „Franek i Księga Cienia”.

A co ze spotkaniami, festiwalami? Gdzie będzie można cię zobaczyć w najbliższych tygodniach?

Zapraszam na Warszawskie Targi Książki. W niedzielę 29 maja odbędzie się tam spotkanie ze mną, tego dnia będą także podpisywał książki na stoisku SQN. 3 i 4 czerwca pojawię się na Gostyńskim Festiwalu Retro, Kryminalny Magiel, a w niedzielę 5 czerwca na targach Książki w Opolu. Okazja do spotkania znajdzie się i we Wrocławiu. Będę obecny na Targach Książki Silesiana w dniach 19-22 maja.

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Jake Adelstein: gazety w Japonii są trochę jak yakuza [wywiad]

Z Jakiem Adelsteinem, autorem książki „Tokyo Vice” i zarazem bohaterem serialu wyprodukowanego przez HBO MAX, …

Leave a Reply