Gorący temat

Fenomen z Warszawy – spirytystyczna opowieść warszawska [recenzja]

Tomasz Duszyński porzuca – na czas bliżej nieznany – duszne zaułki dawnego Kłodzka i wybiera się z podróż do stolicy. I to podróż nie byle jaką, bo i najnowsza sprawa komisarza Wróbla jest tęgiego kalibru, a i sama Warszawa nie szczędzi bohaterom zarówno uroków jak i niebezpieczeństw wielkiego miasta. Miasta, jakiego już nie ma – wszak to retro kryminał – ale za jakim, mimo wszystko, w trakcie lektury niejednemu łezka się w oku zakręci. Bo to Warszawa, którą sam chętnie bym odwiedził, zamiast współczesnego, powszechnie dostępnego blokowiska (sorry, Warszawiacy!)

Nie jestem z Warszawy, jestem z prowincji, bliżej mi ciałem i sercem do Krakowa, więc nie odniosę się w pełni do elementów topograficznych, jakich nie szczędzi nam Duszyński w „Fenomenie z Warszawy”. Nie da się jednak autorowi odmówić konsekwencji i wytrwałości, z jaką portretuje ówczesne oblicze stolicy, w najdrobniejszych – jak się zdaje – niuansach. I wyłania się z tego obraz bardzo szczegółowy, czyniący Warszawę jednym z pełnoprawnych bohaterów powieści. Momentami ma się nawet wrażenie, że najważniejszym. Jest tu miasto zróżnicowane, złożone, jakby wielki, samodzielny, żywy organizm, w którego krwiobiegu przepływają masy różnorakich osobowości, a wszystko to unurzane w międzywojennym klimacie, oparach okultyzmu, szemranych interesów i wielkiej polityki, biorącej się za bary z agenturalnymi podchodami w kuluarach. I takie miasto, jak je odmalowuje Duszyński jest Warszawą, jaką śmiało mógłbym pokochać. Miastem frywolnym, artystycznym, nieokiełznanym. Mimo pozoru konwenansów z początku wieku miastem śmiałym, odważnym, patrzącym dalece poza horyzont racjonalizmu, byle tylko odchylić, choć odrobinę zasłonę tajemnicy, jaką owiana jest mityczna „druga strona”, cały świat ducha, stojący w kontrze do materii.

Bohaterami powieści – prócz samej, jak wspomniałem, stolicy – jest wzmiankowany już komisarz Antoni Wróbel, który staje przed nie lada wyzwaniem: koniecznością schwytania seryjnego mordercy młodych dziewczyn, który ofiarom ucina głowy i zaszywa usta… Czemu dokonuje makabrycznych zbrodni? Jakie szaleńcze instynkty go determinują? Kim jest i gdzie się ukrywa? Te wszystkie pytania są punktem wyjścia dla śledztwa, któremu bacznie przygląda się cała miejska wierchuszka. Wszak ostatnią z ofiar była córka znanego na całą Warszawę (i nie tylko) przemysłowca i filantropa Biernackiego! Jako że policji poszukiwanie sprawcy idzie jak po gruzie, władze zwracają się o pomoc do inżyniera Stefana Ossowieckiego – znanego i szalenie popularnego jasnowidza. Choć sam Wróbel deklaruje się jako na wskroś racjonalista, to jednak rozkazy są jednoznaczne i musi on poprosić o wsparcie niezwykłą warszawską personę. Co wyjdzie z konfrontacji tak skrajnie różnych osobowości? I – co ważniejsze – czy przełoży się to na wynik śledztwa?

Udało się Duszyńskiemu nakreślić dwie ciekawe postaci, mocno zróżnicowane, kierujące się zupełnie różną metodologią działań, ale podobnie postrzegające prymat pomocy innym. Choć obydwaj panowie podążają różnymi ścieżkami, zmierzają ku temu samemu celowi, ku wsparciu społeczeństwa, ku pomocy tym, którzy owego wsparcia potrzebują. I chociaż Wróbel to człowiek mocno zgorzkniały, oswojony z tym, że raczej – mimo nieśmiałych prób – niewiele go już w życiu czeka, zwłaszcza w sferze emocjonalnych uniesień, różni się od Ossowieckiego tym łaknieniem życia, to jednak ich współdzielona samotność zaskakująco zbliża ich do siebie. Mimo mocno okazywanej szczególnie przez policjanta niechęci. Obydwaj poświęcili – w imię idei wynikających z pracy i społecznej roli, jaką przyjęli – osobiste szczęście dla pracy na rzecz dobra ogółu. I pal sześć, że postrzegają środki zupełnie inaczej. Cel pozostaje dla nich jednaki.

I to – ta ich charakterystyka, ich rys psychologiczny, pozostają drugim – po kreacji portretu ówczesnej stolicy – najmocniejszym punktem powieści. Bo obydwaj – każdy na swój sposób – wrośnięci są w miejską tkankę, stanowią jeden z jej – jak by nie patrzeć – charakterystycznych elementów, budujących całościowy obraz społecznego życia stolicy tamtego okresu. Zresztą, są dobrani adekwatnie zarówno dla konwencji kryminału, jak i sposobem na spenetrowanie jak najszerszego spektrum środowiskowego miasta.

Sama kryminalna historia zdaje się być elementem w całości najsłabszym. Prostota rozwiązania, okraszona solidnym zakotwiczeniem w nadprzyrodzonych fascynacjach ówczesnego społeczeństwa okazuje się być chyba tylko elementem uzupełniającym dla niezwykle skrupulatnego odmalowania warszawskiego fresku. I nie, żeby to jakoś przeszkadzało, bo całość czyta się znakomicie, właśnie przez ten szeroko zakrojony obraz społeczno – obyczajowy, to udatne odmalowanie realiów różnych grup społecznych, to tchnięcie w miasto życia i energii. Mamy tu obce wywiady, mamy gangsterów i artystyczne środowiska. Mamy prominentnych obywateli i szemrane towarzystwo a wszystko to przenika się w zaskakujących niejednokrotnie konfiguracjach. I choć – osobiście – dużo bardziej doceniam kryminalne fabuły z serii „Glatz”, to „Fenomen z Warszawy” doceniam z zupełnie innych przyczyn. To powieść znakomicie portretująca miasto swoich czasów i chyba głównie na tym skupił się autor. Dobrze odnalazł się w ukazaniu stolicy międzywojnia, z całym społeczno – kulturowym bagażem, odpowiednio okrasił historycznymi postaciami (choćby sam Ossowiecki, ale i otoczony mroczną sławą Czesław Czyński czy mogący pochwalić się doprawdy niezwykłym, mocno politycznym życiorysem Łukasz Siemiątkowski – Tata Tasiemka) i to sprawia, ze czytamy najnowszą powieść autora serii „Glatz” z wypiekami na twarzy. Ujawnia się też sentyment Duszyńskiego do fantastyki, bo cały mediumizm, okultyzm etc. był owszem, nie tylko obecny, ale i niezwykle popularny w tamtym czasie także w stolicy, to jednak miejscami autor ucieka od surowego realizmu, pozwalając sobie na więcej w fabularnej kreacji. I to z jednej strony trochę jednak upraszcza rozwiązanie finalne, trochę odziera z suspensu finalne rozwiązanie (przynajmniej dla tych czytelników, którzy obyci są bardziej z fantastyką i grozą), a jednocześnie zdaje się być ruchem dość ryzykownym, w dość sztywnych ramach gatunkowych kryminału.

„Fenomen z Warszawy” to cudownie dopracowana, sugestywna kreacja miasta i to największa zaleta nowej powieści Duszyńskiego. Jest w niej potężny potencjał na rozwinięcie. Zwłaszcza, że – mam wrażenie – autor tak mocno skupił się na portretowaniu stolicy, że nieco zaniedbał samą kryminalną intrygę. Nie tyle jest kiepsko poprowadzona, co okazuje się finalnie – mimo zaskakującego rozwiązania – dość prosta w swojej istocie. Mam wrażenie, że zwyczajnie „Fenomen z Warszawy” wymyka się ze sztywnych ram kryminalnej konwencji – która okazuje się dla niego zbyt wąska – i stara się być czymś więcej, ciążyć stylistycznie choćby w kierunku twardochowego „Króla”. Ale to można tylko uznać za korzyść zarówno dla powieści, jak i jej czytelnika.

Fenomen z Warszawy

Nasza ocena: - 80%

80%

Tomasz Duszyński. Wydawnictwo SQN 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rodzeństwo – emocjonalny rollercoaster [recenzja]

Wydawnictwo Szelest ma dobrego nosa do mocnych debiutów. Po “Nie zwalaj winy na blond” Agi …

Leave a Reply