Gorący temat

Fear Agent, tom 4 – kosmiczne delirium [recenzja]

Czwarty tom serii “Fear Agent” to spore zaskoczenie. W trzecim tomie historia Heatha Hustona dobiegła przecież końca, o czym miałby być zatem kolejny tom? Wyjaśnienie jest najprostsze z możliwych, to po prostu antologia różnych przygód Heatha, które przeżywał podczas swoich kosmicznych wojaży, najczęściej wspomagając się butelką mocnego alkoholu.

Scenarzysta Rick Remender prawdopodobnie tak mocno uwierzył w swoje moce twórcze, że przy udziale swoim i kolegów z branży postanowił uraczyć czytelników kolejną porcją przygód swojego bohatera. I wszystko byłoby ok, gdyby ów bohater i sama seria na to zasługiwała, czytaj – zapisała się złotymi głoskami w historii komiksu. Tymczasem “Fear Agent” to seria niezła, z fajnymi niekiedy pomysłami, bohaterem-straceńcem, która jednak nie zawładnęła wyobraźnią odbiorców aż w takim stopniu, by uważać Fear Agenta za postać (i serię) kultową. I te braki odbijają się bardzo wyraźnie w niniejszej antologii, która została stworzona, jak to się kolokwialnie mówi – na jedno kopyto.

Heath dostaje zlecenie. Heat leci je wykonać. Heath najczęściej podczas wykonywania zlecenia jest pijany. Heath na swojej drodze najczęściej spotyka kosmiczne (czasem humanoidalne) robale. Zarówno w małych i dużych rozmiarach. Heath często wymiotuje. Heath zazwyczaj znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Heath, prawdopodobnie dzieki pijackiemu łutowi szczęscia, zazwyczaj wychodzi cało z opresji. Na przykład prosto przez odbyt żyjącego księżyca.

Akurat ostatni przykład to jedna z ciekawiej narysowanych i scenariuszowo zaaranżowanych historii. Jednak kiedy już skończymy lekturę albumu, niewiele z tego co przeczytaliśmy, zostaje w pamięci. Być może taki właśnie był zamysł Remendera i spółki, by poczuć się dokładnie tak jak Heath, który z tych swoich wojaży i desperackich akcji raczej niewiele pamięta. Jeśli taki był twórczy plan, to ów zamysł się udał. Niewiele pamiętamy po zakończeniu lektury, żałujemy że w większości zmarnowała się kupa fajnych planszy o różnej, mniej lub bardziej karykaturalnej stylistyce (choćby ta ostatnia z “Oka chaosu” która nawiązuje do jednego z najsłynniejszych kadrów w historii kina). Szkoda, bo potencjał był, wystarczyłoby większe, scenariuszowe zróżnicowanie. Niestety tak nie jest i prawda jest taka, że ów album z większą przyjemnością oglądamy, a nie czytamy. Może zatem trzeba było stworzyć  opowiesci bez dymków dialogowych?

Cóż, łatwo się pastwić nad niedorobionym i nie do końca przemyślanym dziełem. Ale niestety Remender sam jest sobie winien. Najpierw stopniowo zbudował postać tytułowego Fear Agenta, pokazując, że jest on bardziej skomplikowanym bohaterem, niż wyglądało to na pierwszy rzut oka, a potem, w niniejszej antologii jakby wrócił do punktu wyjścia. Tak, wiemy, to był okres w życiu głównego bohatera pomiędzy wielkim dramatem, a powrotem do życia, taka powiedzmy wprost kosmiczna maligna, a nawet delirium  i trochę w ten sposób trzeba traktować tę antologię. Całkiem obiecująco to brzmi i momentami taka konwencja się sprawdza,  ale w praktyce, jako całokształt, nie wyszło to najlepiej, mówiąc bez ogródek, tak sobie. Szkoda. 

Fear Agent, tom 4

Nasza ocena: - 50%

50%

Scenariusz: Rick Remander i inni. Rysunki: Francesco Francavilla i inni. Non Stop Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Jedzenie / Picie – wszystko, co ważne, ukryte pomiędzy słowami [recenzja]

„Jedzenie / picie” duetu Filipe Melo i Juan Cavia to komiks bardzo skromny objętościowo, co …

Leave a Reply