Gorący temat

Urbex – subskrybuj albo umieraj [recenzja]

Lajki, kliki, wierna baza fanów i ta spędzająca sen z powiek kwestia zasięgów… życie zawodowego youtubera usłane różami bynajmniej nie jest, a czasem wymaga nadzwyczajnych poświęceń. Nawet takich z narażeniem życia.

Dokładnie w takiej sytuacji znajduje się bohater „Urbexa”. Kariera Shawna trzęsie się w posadach, a widzowie niechętnie oglądają jego materiały. Ten kolejny ma być jednak prawdziwym game changerem – oto bowiem mężczyzna ma spędzić noc w rzekomo nawiedzonym domu, według kontraktu ze sponsorem będąc zmuszonym do sprawdzenia wszelakich podejrzanych sytuacji na jakie się natknie. Relacja na żywo jaką Shawn zamierza przeprowadzić, to dla gościa zaprawionego w dostarczaniu podbijających adrenalinę materiałów nie pierwszyzna, ale jak wkrótce się przekona, czasem miejskie legendy skrywają w sobie znacznie więcej prawdy niż można by przypuszczać, a popularność wcale nie musi być warta podjętego ryzyka.

Jakkolwiek nie zastanawiać by się co decyduje określaniu konkretnej produkcji mianem niezależnej, „Urbex” ma wszelkie szanse by wypełnić zadane kryteria za każdym razem. W istocie bowiem mamy w tym przypadku do czynienia z przedsięwzięciem w skali mikro – odpowiedzialne za scenariusz i reżyserię małżeństwo Vanessy i Josepha Winterów pełni tu rolę współproducentów, a Joseph zajął się również skomponowaniem ścieżki dźwiękowej… i odegraniem roli głównej. Jeśli w takim wypadku można nieco pobłażliwie mówić, że wszystko zostało w rodzinie, tak już jakość materiału powoduje, że szyderczy ton ustępuje miejsca uznaniu – „Urbex” to może i bowiem film skromny w założeniach, ale realizujący je co najmniej dobrze.

Wspomnianego szyderstwa i satyry bynajmniej jednak mu nie brakuje – a te wycelowane są, skądinąd całkiem skutecznie, w stereotypy i kontrowersje narosłe wobec specyfiki twórców youtube’owych treści. Powierzchowność emocji czy oczywisty fałsz w deklarowaniu swoich przemyśleń byle spodobać się jak największej grupie fanów jakie skumulowane zostają w osobie Shawna, punktowane są tu raz za razem i bez najmniejszej litości – zamiast pluć jadem jednak, „Urbex” kieruje się jednak w stronę czarnego humoru. Momenty w których bohater zaczyna uświadamiać sobie, że dostanie dokładnie to (i znacznie więcej) o co prosił, nie tylko powodują więc złośliwy uśmiech satysfakcji pod nosem, ale potrafią autentycznie rozbawić – co przy oczywistych ograniczeniach produkcji, jest na wagę złota.

Te ujawniają się przede wszystkim w formie – całość filmu zamyka się właściwie tylko w kilku zdezelowanych korytarzach, a konwencja zamkniętego w found footage streamu na żywo (z nieustannymi komentarzami widzów) nie tylko urozmaica seans, ale pozwala też sprytnie ograniczyć wydatki na potencjalne efekty specjalne. Wraz z takim pomysłem na realizację, idzie też kwestia straszenia. Nawet jeżeli ze względu na prześmiewczy ton całości, o szczególnie pokaźniej dawce napięcia mówić tu nie sposób, posiłkujące się w zasadzie tylko dźwiękami otoczenia, występujące w sporych ilościach jumpscare’y zazwyczaj trafiają w tarczę. Trudno też w kwestii realizacji zarzucić cokolwiek aktorstwu. Choć tak naprawdę aktorów mamy tu jedynie dwójkę, ich występy wpisują się w przyjętą konwencję na tyle, by trudno znaleźć było w nich fałszywe nuty.

„Urbex” wielkim filmem nie jest, bo i nigdy nie miał zamiaru nim być – natomiast umiejętności dostarczania sporych dawek rozrywki odmówić ani trochę mu już nie można. W roli poprawiacza posępnego nastroju i zarazem celnej satyry na dominującą wśród twórców społecznościowych treści pozę, będzie zatem zdecydowanie trafnym wyborem na seans.

Foto © Velvet Spoon

Urbex

Nasza ocena: - 70%

70%

Reżyseria: Vanessa Winter, Joseph Winter. Obsada: Joseph Winter, Melanie Stone. USA/Wielka Brytania, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Wilkołak – triumf kina gatunkowego [recenzja]

Siedem lat od premiery „Daas” musiało minąć, by srebrne ekrany w Polsce po raz kolejny …

Leave a Reply