Gorący temat

Rio – mroczny obraz brazylijskiej faveli w świetnym sensacyjnym frankofonie [recenzja]

O brazylijskiej faveli popkultura powiedziała już dużo. By przywołać dla przykładu choćby komiksy Andre Diniza (m.in. „Olimpio Tropical”), czy głośną powieść „Miasto Boga” Paula Linsa, rozsławioną słynną ekranizacją w reż. Fernando Meirellesa i Kátii Lund. Komiks „Rio” Luise Garcii i Corentina Rouge dorzuca do tego obrazu kolejny kamyczek. I znów jest to pigułka gorzka, pełna beznadziei i brutalności, co czyni ją zgoła trudną do przełknięcia. Ale taka zdaje się być favela i zmuszeni jesteśmy przyjąć ją z całym „dobrodziejstwem inwentarza”.

Rubeus i jego młodsza siostrzyczka Nina to typowe dzieci jednej z favel w Rio de Janeiro. Miasto, które nam kojarzy się często przede wszystkim z plażami Copacabany i bajecznie kolorowym karnawałem ma swoją bardzo mroczną stronę, ziszczającą się właśnie w granicach faveli, dzielnicy biedoty, otoczonej murem i izolowanej od „porządniejszych” dzielnic. Mieszkańcy żyją tam nie tylko w skrajnej biedzie, ale także niejako poza granicami prawa, bo nawet policja boi się zapuszczać w te rejony, okupowane przez liczne, silne i bezwzględne gangi.

Kiedy matka rodzeństwa ginie zamordowana przez skorumpowanego policjanta, dzieci – pozostawione same sobie – dołączają do ulicznego, młodzieżowego gangu utrzymującego się z okradania turystów. Jednak takie życie to proszenie się o kłopoty, więc w krótkim czasie Rubeus trafia postrzelony do szpitala, a Nina do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Jednak po jakimś czasie los się do nich uśmiecha i obydwoje zostają adoptowani przez wysokiego amerykańskiego przedstawiciela ONZ w Brazylii oraz jego małżonkę. Karta dla młodych bohaterów na chwilę się odwróciła. Ale czy na pewno? I na zawsze?

Od pierwszych stron komiksu oczywistym jest, że scenarzystka (wspierana w pracach nad scenariuszem przez rysownika) nie zamierza tutaj przysłowiowo „brać jeńców”. Nie planuje obrazu faveli łagodzić, czy zmiękczać. Nie usiłuje ubarwiać przedstawianego przez siebie portretu dzielnicy. Od początkowych scen jest brutalnie, mrocznie, całość przesycona jest tragizmem wynikającym z urodzenia bohaterów, które na starcie skreśla jednostki, nie dając im zbyt wielkich nadziei na wyrwanie się z wyniszczającego środowiska. Co warto podkreślić, scenarzystką komiksu jest urodzona właśnie w stanie Rio de Janeiro Luise Garcia, która niejako z autopsji poznała tamtejsze środowisko. Żyła w cieniu faveli, w mieście Niteroi (naprzeciw Rio), gdzie uczęszczała do międzynarodowego francuskiego liceum. Ten fakt z pewnością dodaje pewnej dozy autentyzmu jej portretowaniu faveli. Choć można zakładać, że nie zetknęła się bezpośrednio z tamtejszym gorzkim życiem, to wychowywała się niejako w cieniu owianej mroczną sława dzielnicy i chłonęła w pewnym stopniu jej atmosferę, żyjąc w bezpośrednim sąsiedztwie.

„Rio” to historia w założeniu sensacyjna, pełna dynamizmu i nakreślona z potężnym rozmachem kreacji, rozgrywająca się na przestrzeni lat i pokazująca powikłane i tragiczne od swoich początków losy dwójki bohaterów. Od ich wczesnego dzieciństwa, po okres dojrzewania i brutalnego wkraczania w dorosłość, które następuje za wcześnie i zbyt gwałtownie, by nie pozostawić skazy.

Garcia portretuje favelę w sposób zapewne nieco przejaskrawiony, uwypuklony, ale nie tak znów do przesady. Akcentowanie pewnych elementów służy jej za ich uwypuklenie, zwrócenie naszej, czytelniczej uwagi. I trzeba przyznać, że to działa. Przemyca zresztą scenarzystka nie tylko gorzki obraz samej dzielnicy, jakby z istoty własnego charakteru skazanej na potępienie, a wszystkich swych mieszkańców ciągnącej w dół za sobą. Bezpośrednio wskazuje też ewidentny fałsz świata Zachodu (z akcentem na USA), który pod pozorem działań humanitarnych i walki z biedą rozgrywa własne, twarde, kapitalistyczne interesy. Nie brak tu hipokryzji przyjezdnych, dla których pomoc humanitarna, czy fundacyjna działalność jest tylko zgrabną, chwytliwą medialnie otoczką, wykorzystywaną do budowy własnego wizerunku, przy jednoczesnym pławieniu się w nieprzyzwoitym luksusie. Kiedy ich „podopieczni” umierają na ulicach bez dachu nad głową, oni w pełnych przepychu, gigantycznych apartamentach pławią się w szampanie.

Jest w komiksie spora pokaźną dawka okultyzmu, wiary w nadprzyrodzone, w czarną magię, sięgającą korzeniami jeszcze dawnych wierzeń afrykańskich. I choć kreowana jest raczej jako element tła, sposób ubarwienia opowieści, podkreślenia religijno – zabobonnej natury Brazylijczyków z biedniejszych warstw społecznych, to dobrze wkomponowuje się w obraz tamtejszej mentalności, gdzie mieszanka chrześcijaństwa i mrocznych kultów przodków jest ze sobą nierozerwalnie połączona i funkcjonuje w zaskakującej swym charakterem symbiozie. I udziela się to postrzeganie świata także bohaterom. I tym głównym, jak Rubeus i bardziej drugo – czy nawet trzecioplanowym. Wszyscy żyją w wierze, że ich losem sterują potężniejsze od ziemskich siły i od ich łaskawości i przychylności zależy, jak potoczą się ich losy.

„Rio” to opowieść smutna, tragiczna w wymowie, ale wciąż wspaniale opowiedziana. Mimo całej rozpaczy, jaką ze sobą niesie, niezmiennie fascynuje. I choć przeczuwamy ponury finał, to jednak nie sposób oderwać się od lektury, bowiem cały czas, gdzieś wewnątrz, mamy nadzieję na jakikolwiek, choćby skromny happy – end w tej rozpaczliwej narracji.

Za rysunki (i, jak wspominałem, za wsparcie w przygotowaniu scenariusza) odpowiada francuski grafik Corentin Rouge, który polskim czytelnikom może być znany z tomu 10 serii „XIII. Mystery” pt. „Calvin Wax”. Jego bardzo klasyczna, frankofońska kreska udatnie radzi sobie tutaj ze szczegółowością konieczną do zaprezentowania w pełnej krasie krajobrazu faveli, ale dobrze prezentuje się również w dynamicznych kadrach pełnych akcji i ruchu. Całość warsztatowa rysunku dotrzymuje tempa prowadzonej w szalonym tempie historii opowiadanej przez Garcię.

Rouge – co ciekawe – nie boi się kadrować zbliżeń twarzy, z których szkicowaniem nie ma najmniejszych problemów. A ten zabieg pozwala nam z kolei bardzo uważnie śledzić emocje bohaterów, wyrażane silnie w ich mimice i spojrzeniach. Ciekawy zabieg, mocno skupiający uwagę odbiorcy na szczegółach, nie tyle lekceważący tło – bo to jest zwyczajowo u Rouge dopracowane – ale bardziej, by mocniej trafić w nasze własne emocje i uwypuklić tym samym taki, a nie inny odbiór komiksu. Zresztą, kolejną charakterystyczną dla warsztatu rysownika cechą jest specyficzna perspektywa kadrów, często skupiona na fragmentach obrazu, na patrzeniu nie na wprost ale z dołu, z boku, na ukos. Czasem kadry operują obrazem w zbliżeniu, niejako przypadkowym ujęciem, niekompletnym, niczym zdjęcia z ręki niewprawionego fotografa (wystarczy spojrzeć na okładkę). Ale takie odwracanie uwagi od tego, co – zdawałoby się – winno być na pierwszym planie pozwala nam dostrzec szczegóły, elementy, które inaczej moglibyśmy przegapić. Przez zaburzoną, inną od spodziewanej, perspektywę, zwyczajnie, dostrzegamy więcej.

„Rio” mnie zaskoczyło. Spodziewałem się kolejnego, klasycznego frankofona, z którymi co prawda mi po drodze, ale które nierzadko trącą schematycznością i nie zaskakują jakoś przesadnie (mimo przyjemności płynącej z lektury). „Rio” okazało się ożywcze, oryginalne, mroczniejsze i bardziej brutalne, ale zarazem, przez to zaskakująco intensywne i realistyczne, na swój sposób. Czytane u schyłku roku, zaskakująco wspina się do mojej subiektywnej, tegorocznej komiksowej „topki”. Czasem komiksy, po których nie spodziewamy się przesadnej wyjątkowości, najmocniej (pozytywnie) nas zaskakują.

Rio

Nasza ocena: - 90%

90%

Louise Garcia, Corentin Rouge - Rio. Tłumaczenie: Olga Mysłowska. Non Stop Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Giacomo C.: Maska w mrocznej paszczy / Upadek anioła – kryminalne przygody niejakiego Casanovy [recenzja]

„Giacomo C.” to francusko – belgijska seria komiksowa, zamykająca się w piętnastu tomach i opierająca …

Leave a Reply