Warrior Nun – lepiej, niż można było się spodziewać [recenzja]

Od jakiegoś czasu coraz wyraźniej słychać głosy, jakoby Netflix na dobre stracił markę wyznacznika serialowej jakości. A jednak jak wciąż potrafi udowodnić, gigant VOD nawet z najbardziej oczywistego schematu potrafi wyciągnąć zupełnie przyzwoitą rozrywkę.

Fabuła „Warrior Nun” jest w założeniach… dość śmieszna. Ciężko bowiem na poważnie traktować show o walczących z demonami, uzbrojonych po zęby w broń białą zakonnicach. O ile jednak główny koncept zdaje się chwiać w posadach jeszcze na etapie haseł promocyjnych, kiedy przychodzi do zagłębienia się w historię, okazuje się, że twórcy całkiem nieźle sobie to wszystko poukładali. Główną bohaterką serialu jest Ava – sparaliżowana od dziecka dziewczyna, która całe swoje życie spędza pod opieką sióstr zakonnych. Nasza bohaterka wkrótce umiera… po czym w zagadkowy dla niej samej sposób wraca do życia. Drugą szansę postanawia wykorzystać najlepiej jak umie – tyle, że beztroska zabawa wkrótce się skończy. Wraz z nowym życiem, Ava otrzymała bowiem niezwykły dar. Jeden z takich które nie tylko gwarantują umiejętności przewyższające zdolności zwykłego człowieka, ale wymuszają odpowiedzialność i podjęcie odpowiedniej ścieżki.

Jednym co można z pełną świadomością stwierdzić o showrunnerach „Warrior Nun”, jest to że nie bawią się w jakiekolwiek subtelności. Przekaz serialu jest diablo prosty, nie znajdziemy tu też rozbudowanych metafor i refleksji nad istotą istnienia, a zamiast tego, znacznie więcej akcji, strzelanin i wymachiwania mieczami. Łopatologiczny przekaz nie znaczy jednak, że jest to serial całkowicie wyzuty z pomysłów. Wręcz przeciwnie – znajdziemy tu kilka równoległych wątków, postaci z nieoczywistymi motywacjami, kilka przewidywalnych, ale wciąż mile widzianych fabularnych twistów, czy w końcu prosty, skutecznie przemawiający do widza morał.

Nie braknie również w „Warior Nun” sporej ilości żartów i sytuacyjnych gagów – ale na szczęście twórcy nie idą w całkowite „głupkowanie na ekranie”, a każdy ironiczny komentarz bohaterki równoważą odpowiednio poważnym podejściem do nakreślonych wątków. Takie podejście do serialu to w zasadzie rozwiązanie najlepsze z możliwych. Z jednej strony otrzymujemy bowiem rzecz atrakcyjną i dynamiczną na tyle, by umilić nam wieczór, z drugiej nie jest to naczynie puste do stopnia który wywoływałby w nas poczucie zmarnowanego czasu.

Równie ciekawie co scenariuszowo, „Warrior Nun” prezentuje się od strony technicznej. I znów, ze świecą szukać tu audiowizualnej orgii dla zmysłów pokroju „Westworlda” ale to co się dzieje na ekranie wystarcza by nie odwracać wzroku z niesmakiem. CGI w większości wypadków wypada zupełnie nieźle, twardo na nogach stoją też dynamiczne ujęcia kamery, dobrze oddające choreografię walk. Trzeba przyznać też, że twórcy wyjątkowo dobrze trafili z obsadą. Na pierwszym panie mamy nieopierzoną jeszcze, ale zdecydowanie wzbudzającą pozytywne odczucia Albę Baptistę. Portugalska aktorka wbrew pozorom wcale nie ma tak łatwego zadania jak mogłoby się wydawać, ale w roli Avy skutecznie balansuje pomiędzy naiwnym urokiem i pyszałkowatością, niezbędnymi by stworzyć podstawy dla postaci która ma ewoluować. Wspomagana przez bardziej doświadczone koleżanki i kolegów po fachu, pokroju  Joaquima de Almeidy czy Thekli Reuten szybko rozwiewa zatem obawy o dźwignięcie materiału.

Choć nada można zżymać się, że ze świecą szukać w „Warrior Nun” poważniejszych uniesień, ale oczywistym wydaje się, że nie taka jego rola. W tej za to do której serial Netflixa został przysposobiony – bezpretensjonalnej, ale nie-tak-całkiem-głupiej rozrywce –  sprawdza się za to zupełnie dobrze. Warto zatem z historią Avy się zapoznać, szczególnie jeśli na oku nie macie nic ambitniejszego.

Foto © Netflix

Warrior Nun

Nasza ocena: - 65%

65%

Twórca: Simon Barry. Obsada: Alba Baptista, Toya Turner, Thekla Reuten i inni. USA, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

The Boys, sezon 2 (odcinki 4-8) – Homelander forever [recenzja]

Po wyemitowaniu drugiego sezonu “The Boys” można już w pełni zrozumieć decyzję włodarzy Amazon Studios, …

Leave a Reply