Gorący temat

Willy’s Wonderland – Nick Cage kontra zabójcze zabawki [recenzja]

Siedem lat temu na wiodących platformach zadebiutowało „Five Nights at Freddy’s”, ciekawe połączenie klasycznych przygodówek z survival horrorem, w którym gracz musiał stawić czoła armii demonicznych zabawek. A teraz ktoś stwierdził, że podobny pomysł można zaadaptować na film. I do odtwórcy głównej roli zaangażować Nicolasa Cage’a.

„Willy’s Wonderland” od schematu przedstawionego w grze co prawda nieco odchodzi, przyoblekając wyjściową ideę w inne fabularne zakręty, ale co do istoty, jest całkiem podobnie. Mamy więc zamknięty przed laty przybytek, który niegdyś funkcjonował jako ulubione miejsce rozrywki dla dzieciaków. Po tragedii sprzed lat, teraz niszczeje – choć istnieją też ku temu inne powody. To właśnie tam, do tytułowego „Willy’s Wonderland”, trafi milczący z usposobienia, a twardy ze spojrzenia bohater Nicolasa Cage’a. Powód jest dość prozaiczny – przebite opony w aucie, które miejscowy mechanik naprawi jedynie gdy nieznajomy odpracuje równowartość, spędzając noc na sprzątaniu w budynku. Nie mając wielkiego wyboru, mężczyzna przyjmuje ofertę – ale szybko zorientuje się, że z pozoru proste zadanie wkrótce ktoś… a może raczej coś spróbuje mu wydatnie utrudnić.

Parający się do tej pory produkcjami z niskim budżetem, reżyser całego przedsięwzięcia Kevin Lewis ani przez moment nie zamierza udawać, że w jego filmie będzie chodziło o cokolwiek więcej ponad tony głupkowatej zabawy. To ma być film który od pierwszych scen ma przypominać nam o B-klasowych perełkach ery VHS, z marnym aktorstwem, wątpliwymi efektami specjalnymi i dziurami fabularnymi wielkości leju po bombie atomowej. Z wzbudzania tego typu nostalgicznych uczuć, „Willy’s Wonderland” wychodzi zdecydowanie obronną ręką – ciężko jakiekolwiek wydarzenia w filmie traktować na poważnie, nawet jeżeli autor scenariusza G.O. Parsons usiłuje w pewnym momencie wprowadzić nieco emocjonalnego dramatyzmu. Niewiele potrzeba żeby stwierdzić, że filmowi ani to potrzebne, ani tym bardziej dlań wymagane.

Z dwóch dominujących w tym nietuzinkowym horrorze wątków –  spuszczającej zabawkom bezlitosny łomot jednoosobowej armii w postaci Nicolasa Cage’a i młodej dziewczyny, która wraz z przyjaciółmi postanawia zemścić się za traumę z przeszłości – ten drugi ma za zadanie jedynie dostarczyć antagonistom mięsa armatniego. Cała obietnica dobrej zabawy spoczywa więc na barkach aktora-mema i specjalistę od przeszarżowanych ról w paskudnych (choć z czasem coraz lepszych, jak „Mandy”, bądź „Kolor z innego wszechświata”) produkcjach. Na szczęścia Cage nie zawodzi, konsekwentnie podtrzymując wizerunek ekranowego szaleńca i ekscentryka w jednym. Krótkie spojrzenie, zacięty wyraz twarzy i grad bezładnych ciosów skutecznie nadrabiają to, że w trakcie całego filmu nie wypowiada ani słowa. Nie musi – to twardziel, kozak i zabijaka, którego nawet mordercze zabawki muszą się bać i który w trakcie przerwy między uszczuplaniem ekipy złoli, oddaje się szalonej rozgrywce na flipperze, zapijanej wielkimi haustami alkoholu.

W nieunikniony sposób czeka nas cała seria efektownych pojedynków w których jucha (czy też raczej olej) tryska na cztery strony świata, a adwersarzom Cage’a oczy szeroko otwierają się ze zdumienia. Cały problem z „Willy’s Wonderland” polega jednak na tym, że chciałoby się takiej groteski po prostu więcej, zwłaszcza, że film nie ma prawie nic na poparcie reszty czasu ekranowego. Otoczka fabularna jest bardziej niż pretekstowa, a gdy na ekranie pojawiają się inni bohaterowie przewracamy oczyma, z niecierpliwością czekając na powrót weterana absurdu. Szkoda też niewykorzystanej szansy na większą ilość gore, która sprowadziłaby film Smitha w regiony jeszcze bliższe kilkudziesięcioletnim hitom.

Ostatecznie więc „Willy’s Wonderland” nie co zawodzi jednak oczekiwania, szczególnie jeśli po obejrzeniu zwiastuna, ktoś nastawiał się na totalną jazdę bez trzymanki. To ten rodzaj zabawy, który powinien dryfować jak najdalej od głównego nurtu, a w kilku aspektach na siłę próbuje się do niego zbliżyć – i w tych momentach jest najsłabszy. Mógł wyjść więc współczesny klasyk kiczu, a wyszedł jedynie niezły film, który po latach zapamiętamy, jako kolejny pomysł na „Cage-rage”. To po prostu trzeba było zrobić lepiej.

Foto © Screen Media Films

Willy's Wonderland

Nasza ocena: - 55%

55%

Reżyseria: Kevin Lewis. Obsada: Nicolas Cage, Emily Tosta, Beth Grant i inni. USA, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Monster Hunter – Milla Jovovich i wielkie bum [recenzja]

Paul W. S. Anderson to obok Michaela Baya I Rolanda Emmericha jeden z tych reżyserów, …

Leave a Reply