X-Men: Era Apocalypse’a, tom 1: Świt – solidna i fachowa robota [recenzja]

Trzymając w rękach pierwszy tom “Ery Apocalypse’a” można poczuć się jak w wehikule czasu, który przenosi do lat 90., wprost do epoki gumy Turbo, lizaków z trąbką i komiksowej hegemonii TM-Semic.

Ostatnim semicowym numerem polskiej edycji “X-Men” był ślub Jean Grey i Cyclopsa, który odbył się na łamach zeszytów “Uncanny X-Men #310” i “X-Men #30”. Byliśmy zatem o włos od publikacji jednego z najważniejszych i najciekawszych koncepcyjnie wydarzeń w historii mutantów, bowiem już osiem numerów później rozpoczęła się droga do “Ery Apocalypse’a”. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Po dwudziestu trzech latach czekania wreszcie możemy cieszyć tym zgrabnie skonstruowanym crossoverem.

Można by przypuszczać, że opowieści z głębokich lat 90. to klasyczne paździerze: przegadane, upchane akcją, rozerotyzowane i pozbawione większego sensu. “Era Apocalypse’a” jest chlubnym wyjątkiem od tej reguły, a przynajmniej pierwszy jej tom. Owszem, jest w tej historii mnóstwo niepotrzebnych dialogów i monologów, ale, szczęście w nieszczęściu, nie przyprawiają one o zawroty głowy. Większość z nich to płynne rozmowy, całkiem często unikające patosu, w trakcie których nie czuć znużenia i irytacji. Akcji jest sporo, ale i ma ona sens. Pierwsze pięć zeszytów klarownie wyjaśnia jak doszło do zmiany rzeczywistości i jak En Sabah Nur wszedł w buty mutanckiego Hitlera. Główny wątek to czysta adrenalina pompowana efektownymi bijatykami i manifestacjami mocy, ale znalazło się też sporo miejsca na refleksje i uczuciowe podbudowanie postaci. Zaraz potem zostajemy wrzuceni w sam środek piekła, a akcja spowalnia na rzecz ekspozycji bohaterów i świata, które przeszły kompletną metamorfozę. Scenarzyści w ogóle się w swojej wizji nie piórkali. Rozpieprzyli pół świata i wybili połowę ludzkości, a przy okazji zrobili nieoczekiwane przetasowania w drużynach i frakcjach. Wszystko to jest diablo interesujące i nawet nie przeszkadza fakt, że kolejne rozdziały to ledwie zaczątki kolejnych wątków, które zostaną rozwinięte w dalszych tomach.

Fabularnie “Era Apocalypse’a” to solidna i fachowa robota za którą odpowiadają Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza. Nawet przyrównując ją do dzisiejszych standardów nie ma wstydu, choć narracyjnie mogło być dużo lepiej – ale to po prostu znak tamtych czasów. Podobnie zresztą jak rysunki: rozbuchane, przeładowane niepotrzebnymi detalami, pełne pokracznych poz i czasami naddo eksponujące kobiece wdzięki. Tak się wtedy rysowało, tak zwracało uwagę nastoletnich czytelników. Ma to swój urok, zwłaszcza jeśli czytało się komiksy TM-Semic i ma się sentyment do lat 90.

X-Men: Era Apocalypse’a, tom 1: Świt

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza, Jeph Loeb, Larry Hama. Rysunki: Andy Kubert, Adam Kubert, Chris Bachalo, Joe Madureira, Tony Daniel. Mucha Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Paweł Deptuch

Avatar
Redaktor, publicysta, autor kilku opowiadań i scenariuszy komiksowych. W latach 2004-2010 redaktor naczelny portalu Carpe Noctem. Od 2006 r. współpracuje z miesięcznikiem Nowa Fantastyka, a w latach 2018/2019 z polską edycją magazynu Playboy, gdzie pisał o nowych technologiach. Publikował też w zinach (Ziniol, Biceps) i prasie specjalistycznej (Czachopismo, Smash!). Od 2008 r. elektor Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, a od 2019 r. juror Nagrody Nowej Fantastyki w kategorii Komiks Roku. Tata dwóch przepełnionych energią chłopaków.

Zobacz także

Mercy, tom 1: Dama, mróz i diabeł – Wild Weird West [recenzja]

“Mercy” to nowy tytuł sprawdzonej już w ofercie Non Stop Comics autorki. Czy komiks Mirki …

Leave a Reply