„Zamawiacz” Franciszka M. Piątkowskiego to nowy cykl od autora bestsellerowego „Powiernika”, który stał się solidnie rozpoznawalną marką w obrębie słowiańskiego urban fantasy w Polsce.
„Zamawiacz” to tak naprawdę kolejna odsłona tego gatunkowego sztafażu, który jest Piątkowskiemu szczególnie bliski. Eksplorowanie słowiańskiej mitologii jest jego zajęciem i pasją nie tylko w obrębie literackim, więc zdaje się naturalnym uzupełnieniem pisarstwa. A pierwszy tom „Zamawiacza” to wręcz sztandarowy przykład klasycznego urban fantasy, posadowionego na naszej, rodzimej mitologicznej podwalinie.
Sama fabuła – w zarzewiu akcji – okazuje się aż do bólu oczywista. Miłosz Siemion, boleśnie przeciętny, zarówno w oczach własnych, jak i wszystkich innych, nagle znajduje sobie dziewczynę. I coś jakby zaczęło mu się w życiu układać. Ale radość nie trwa długo, bo jego partnerka ginie w sposób równie brutalny, co tajemniczy, a sam bohater trafia w wir zdarzeń iście nie z tego świata. Przynajmniej nie z tego, jaki zna i do jakiego się przyzwyczaił. Bo – rzecz w urban fantasy oczywista – poza naszym, realnym, ułożonym światem jest coś więcej, coś bardziej. Ogólnie, jest wiele rzeczy wykraczających poza pojmowanie zwyczajnego śmiertelnika. Z tym że Siemion ponoć wcale taki zwyczajny nie jest. Mówią o nim wieszczby, mówią stare słowiańskie legendy, znane tylko istotom magicznym, których zresztą nie ma w naszym kraju tak mało (lub wcale). One zwyczajnie nie obnoszą się ze swoją obecnością. Ale istnieje, równolegle do naszego, niejako uzupełniając tę naszą przestrzeń, świat bogów, bożków, demonów, potworów i całej maści innych stworzeń, które dotąd można było oglądać najwyżej na kartach słowiańskich bestiariuszy od Zycha i Vargasa.
A tu, proszę! Są, żyją, a często okryte złą sławą, okazują się zgoła inne, niż nas do tego przyzwyczaiły babcine opowieści. Siemion zdobywa więc wpierw sprzymierzeńców, później przyjaciół, a na koniec – co nie będzie przesadnym spoilerem – odkrywa trochę prawdy o swojej wybrance i o sobie samym też. A to dopiero pierwszy tom!
Udało się Piątkowskiemu. Napisał powieść lekką, z polotem. Niby tendencyjną opartą na kliszach, ale nadal sprawnie poprowadzoną, chwytliwie uzupełnianą słowiańskim bestiariuszem i snującą kolejny mit „od nieudacznika do Wybrańca”. Niby nie jest to schemat nowy, bo przecież, choćby w obrębie urban fantasy, doskonale ograł ten motyw Neil Gaiman w kultowym „Nigdziebądź”, ale sięgał po niego też czy to (słusznie obecnie zapomniany) Siergiej Łukjanienko, w cyklu „Patrole”, czy też Wadim Panow, w pierwszym i jedynym wydanym w Polsce tomie cyklu „Tajne Miasto” – „Wojny produkują nieudacznicy”. Ale nawet już ikona współczesnego cyberpunka, jakim jest równie kultowy „Matrix”, opiera na koncepcji wywindowania przeciętniaka do roli wybranego, bohatera, który zbawi świat. Widać więc, że bazuje Piątkowski na schemacie niby do cna ogranym, ale który nadal w swojej konwencyjnej niszy pozostaje nośnym i atrakcyjnym. Bo całe urban fantasy opiera się przecież na takim właśnie podważaniu znanej nam, oswojonej rzeczywistości, na zanegowaniu faktu, iż to, co widzimy, jest wszystkim, co istnieje. Konwencja z gruntu zakłada istnienie czegoś pod / nad / obok, lub pomiędzy. Przestrzeni, która przenika się z naszą, która ją uzupełnia, która nie tyle zniekształca nasz świat (jak czyni to np. weird fiction), ale splata się z nią, poszerza, zazwyczaj sięgając po uniwersum mniej lub bardziej baśniowe czy mitologiczne. Autor „Zamawiacza” doskonale tę zasadę rozumie, i wg niej buduje swoje nowe uniwersum, nie tak znów wiele różniące się od uniwersum Powiernika. Zwłaszcza przez solidne zakotwiczenie w linii fabularnej wspominanej słowiańszczyzny, która stanowi kwintesencję tego drugiego, niewidocznego dla większości świata, przenikającego się z naszym.
To – typowo dla urban fantasy – dość lekka proza, podszyta miejscami delikatną grozą, nieco okraszona humorem i w jakiś sposób ugładzona, co akurat może poszerzać grono jej odbiorców i wpasowywać się w zbudowany już przez Piątkowskiego wokół „Powiernika” fandom, co akurat jest ruchem i dość rozsądnym i zachowawczym, nawet (a może, przede wszystkim) przy próbie szukania nowej – nienowej ścieżki artystycznej ekspresji.
Zapowiada Piątkowski „Zamawiacza” jakoś coś w swoim wykonaniu świeżego, nowego, innego. Ale nie do końca takie jest. To nowi bohaterowie, owszem, ale sztafaż świata przedstawionego dość bliski do tego już znanego z jego prozy. Czy to wada? Bynajmniej. Jest ciut inaczej, ale nadal ze swadą, nadal w klimacie słowiańszczyzny, nadal z elementami, które pozwoliły wyrobić autorowi markę „Uniwersum Powiernika”. Więc mamy cykl poniekąd nowy, ale łatwo wtłaczany w stare, dobrze rozjeżdżone koleiny. Co akurat zapewnia nam z gruntu komfortową przejażdżkę.
Mnie osobiście podobał się „Zamawiacz”. Dałem się ponieść tej historii. Choć wiele jej aspektów łatwo mi było przewidzieć, to – o dziwo – nie odbierało to frajdy z czytania. Wiedząc z grubsza, co winno się wydarzyć, mogłem skupić się na tym, jak swoje uniwersum urban fantasy buduje autor. A to, samo w sobie, też było doświadczeniem ciekawym i zajmującym. Przyznaję, historia – mimo swojej przewidywalności głównej osi fabularnej, uwodzi wątkami pobocznymi, kusi przede wszystkim szansą na poznanie świata, na to zespalanie obeznanych kodów kulturowych ze słowiańszczyzną, której nie znam aż tak dobrze i którą przy okazji takiej literatury mam szanse poznać. A taka wartość poznawcza jest zawsze w cenie.
Fanom Piątkowskiego zdecydowanie polecam. Spodoba im się z pewnością. Innym miłośnikom urban fantasy także proponuje spróbować, bo Franciszek M. Piątkowski to autor bardzo interesujący, który pewnie z czasem jeszcze mocno namiesza na naszym rodzimym rynku. Jeśli przyjąć, że jeszcze dotąd tego nie zrobił.
Sprawdź, gdzie kupić:
Zamawiacz
Nasza ocena: - 85%
85%
Franciszek M. Piątkowski. Samowydawca. 2025
Badloopus W pętli popkultury