Gorący temat

Lazarus – kryminalne zagadki fantastycznego Kijowa [recenzja]

Pierwsze zetknięcie z prozą Switłany Taratoriny było nad wyraz udane za sprawą tytułowego opowiadania w antologii „Język Babilonu”, wydanej przez Stalker Books. Jednak to „Lazarus”, niniejsza powieść w gatunku urban fantasy pokazał pełnię możliwości i talentu ukraińskiej autorki. I nie dość, że pozycja ta od razu wskakuje do mojej tegorocznej topki książkowej, to w dodatku sama autorka okazuje się jednym z najciekawszych literackich odkryć ostatnich lat.

Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi w zakresie charakterystyki „Lazarusa” to przyrównanie do jednego z moich ulubionych pisarzy, który zresztą doskonale czuje się w urban fantasy – Neila Gaimana. Jednak nazywanie Taratoriny „Gaimanem w spódnicy” byłoby trochę dla autorki krzywdzące. Bowiem sugerować by mogło manierę kopiowania, wzorowania się na brytyjskim autorze, próbę wejścia w jego buty. A proza Taratoriny wyróżnia się przede wszystkim bardzo silną narodową, kulturową tożsamością. Tożsamością, która w obecnych czasach samej Ukrainie i jej mieszkańcom zdaje się być szczególnie potrzebna.
W przeciwieństwie do licznego grona bardzo dobrych ukraińskich autorów, Taratorina nigdy nie pisała i nie publikowała w języku rosyjskim, co wcześniej było dla twórców korzystne ze względów komercyjnych, a obecnie nie tylko stało się passe (co zrozumiałe), ale dodatkowo zaniechanie rosyjskojęzycznych publikacji jawi się jako wyraz swoistej manifestacji przynależności i świadomości narodowej. Dobrze więc w tym kontekście wypada Taratorina, tu nie ma wątpliwości. Ale ważniejszym jest, że nawet bez doszukiwania się polityczno – narodowego manifestu w jej prozie, sama literatura doskonale się broni.

„Lazarus” to swoisty zbiór opowiadań, który rozrósł się do rozmiarów powieści. Poszczególne historie, niegdyś publikowane jako samodzielne historie, niczym swego rodzaju mozaika składają się, strona po stronie, w o wiele większą, iście epicką historię, bardzo mocno osadzoną w mitologicznym bestiariuszu ziem ukraińskich.
Kijów (i okolice) z roku 1913 w „Lazarusie” – w myśl standardów urban fantasy – zasiedla cały wachlarz stworzeń znanych z folkloru i legendarza wschodniej Słowiańszczyzny, jednak nie sama kreacja świata przedstawionego ma tu pierwszorzędne znaczenie (co bynajmniej nie oznacza jej lekceważenia), ale skupienie się na czysto kryminalnych historiach. W każdym rozdziale doświadczony detektyw Ołeksandr Petrowycz Tiuryn prowadzi śledztwo związane z kryminalnymi zdarzeniami na terenie Kijowa. Jednocześnie nasz bohater zmaga się z własnymi, osobistymi problemami, ze wspomnieniami o tragicznie zaginionym ojcu, z brzemieniem własnej tożsamości (i odmienności). A jego rola w całej historii okaże się – co na swój sposób oczywiste – o wiele bardziej znacząca, niż można by się z początku spodziewać.

Plusem powieści jest bardzo staranne osadzenie planu wydarzeń na mapie rzeczywistego, historycznego Kijowa. Wiele zdarzeń z fabuły rozgrywa się w rzeczywistych miejscach na planie miasta, a dodatkowo wydanie powieściowe wzbogacone zostało o szczegółową mapę Kijowa oraz zestaw zdjęć kluczowych obiektów z epoki, co pozwala łatwiej zwizualizować teatr zdarzeń. Dodatkowo na końcu książki znalazło się miejsce na komentarze dot. najważniejszych postaci i organizacji historycznych, co dla niezaznajomionych w pełni z ukraińską historią okazuje się nad wyraz pomocne.

„Lazarus” to fascynująca, porywająca rozmachem powieść, która wpasowuje się w klasykę podjętego gatunku, jednocześnie będąc mocno osadzoną w mało eksplorowaną na taką skalę mitologią wschodniosłowiańską. Dotychczas urban fantasy, zazwyczaj zachodniej proweniencji, podejmowało tematykę folkloru syntezując rozmaite wierzenia z różnych stron świata ( np. N. Gaiman), albo kreując obraz oparty o zewnętrzne, zachodnie spojrzenie na słowiańszczyznę (C.M. Valentine). A wciąż brakowało spojrzenia wewnętrznego, wyrosłego na pochodzeniu i kulturowej tożsamości z tamtego rejonu świata. I Taratorina – warto to podkreślić – doskonale tę lukę wypełnia, jednocześnie zwracając uwagę na fakt, jaki potencjał posiada współczesna, ukraińska fantastyka. A osobiście – przyznam szczerze – ostatnio mam coraz większy przesyt zachodnią urban fantasy, zwykle powielającą te same tematy, te same szablony kreacyjne. A wschodnia fantastyka – zawsze mi w pewnym stopniu bliska ze względu na bliższy kulturowy, słowiański rdzeń tożsamościowy – fascynowała od zawsze nie tylko świeżością spojrzenia, ale i swojskością podejmowanych odniesień kulturowych i folklorowych.

Taratorina świetnie radzi sobie na równi w kreacji świata przedstawionego, co w budowaniu historii kryminalnej. Każda prowadzona przez Tiuryna sprawa jest ściśle osadzona w wykreowanym świecie i zależna od jego specyfiki. A sama przestrzeń kreacji miasta na swój sposób obcego, odmiennego, fantastycznego – bo zasiedlonego przez stworzenia rodem z legendarza, ale i z rozbudowannym własnym, fantastycznym zarysem dziejów – ale też tożsamego jednocześnie z Kijowem rzeczywistym, znanym, realnym, powoduje, że tym łatwiej nam jest wejść w wizję świata oferowaną przez autorkę. I się nią zachwycić, bo to obraz staranny, dopracowany, syntetyzujący w stopniu imponującym realizm z fantastycznością w sposób niezwykle wprawny, a zarazem zdecydowanie niewymuszony.
„Lazarus” to opowieść kryminalna, przygodowa, fantastyczna. To specyficzny miks gatunkowy, który sprawia, że niemożność określenia sztafażu gatunkowego w sposób jednoznaczny świadczy tylko o jakości i wszechstronności niniejszej prozy.

W „Lazarusie” łatwo zatonąć. Łatwo dać się ponieść fantastycznej wizji, gdzie na jednej płaszczyźnie współistnieją zarówno postacie znane z historii, jak i czysto mitologiczne: upiory, wampiry, rusałki i utopce, a każde z nich ma miejsce w starannie rozplanowanej kijowskiej społeczności. Taratorina oprócz umiejętności kreowania zaskakującego, zachwycającego świata ma niezwykły zmysł gawędziarski, który powoduje, że sama opowieść, losy głównego, jak i pobocznych, drugoplanowych bohaterów są zajmujące i potrafią solidnie przykuć uwagę.

„Lazarus” Switłany Taratoriny to przykład tego, jak znakomita potrafi być wschodnia fantastyka. Nie tylko bliższa nam kulturowo, niż twórczość autorów z Zachodu, ale też – przede wszystkim – wcale nie gorsza. A może nawet ją przewyższająca? Bo budowana na własnej kulturowej tożsamości, bez zapożyczeń, bez sięgania po utarte, ograne już literacko schematy? Trudno w fantastyce współczesnej o coś rzeczywiście oryginalnego, całkowicie świeżego. I choć nawet tutaj główna oś fabularna „Lazarusa” w dużym stopniu opiera się na klasycznym motywie Wybrańca, mającego zrealizować przedwieczną przepowiednię, naruszającą lub całkowicie burzącą zastane status quo i ogólny porządek wszechświata, to jednak cała obudowa tego pomysłu jest na tyle nowatorska, a zarazem dopracowana, że nie sposób określić tego tytułu inaczej, niż: znakomity!

Jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną powieść fantastyczną tego roku, wybierzcie „Lazarusa”. Niewiele lepszego może się wam na koniec tego roku przytrafić. Polecam bardzo!

Lazarus

Nasza ocena: - 100%

100%

Switłana Taratorina. Tłumaczenie: Iwona Czapla. Wydawnictwo Stalker Books 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Po zbutwiałych schodach – realizm magiczny w najlepszym wydaniu [recenzja]

„Po zbutwiałych schodach” to najnowsza powieść wywodzącej się z estetyki grozy, utalentowanej autorki Anny Musiałowicz, …

Leave a Reply