Gorący temat

Zew nocnego ptaka – gorzka karta z czasów narodzin Nowego Świata [recenzja]

„Zew nocnego ptaka” to chlubny powrót na literacki rynek jednego z najciekawszych pisarzy popularnych – Roberta McCammona. Choć zwyczajowo autor ten przyzwyczaił nas w swojej twórczości do sięgania po wszelkie odmiany fantastyki i grozy (nawet obyczajowo – kryminalne „Magiczne lata” zawierają pewne elementy niesamowitości), to w przypadku najnowszej publikacji rezygnuje on z fantastyki na rzecz świetnie skrojonej mieszanki obyczajowej powieści historycznej i kryminału. I zdecydowanie, także w tej konwencji radzi sobie świetnie.

Historia jest stosunkowo prosta i oscyluje wokół procesu pięknej wdowy Rachel, posądzanej o konszachty z Szatanem, morderstwo pastora oraz własnego męża, a także o rzucanie licznych klątw, niszczących uprawy i zakłócających codzienność bogobojnych mieszkańców Fount Royal. Wezwany z Charles Town sędzia Isaac Woodward, w towarzystwie młodego sekretarza Matthew Corbetta przybywa do osady na proces. I kiedy dla starego sędziego sprawa jest prosta, a całość działań skupia się na dopełnieniu wymaganych literą prawa procedur, tak dla Matthew nic nie jest tak oczywiste i jednoznacznie. Będący pod niewątpliwym urokiem pięknej Rachel, rozpoczyna on własne śledztwo, przeświadczony o niewinności oskarżonej. Przeciw sobie ma jednak nie tylko zeznania świadków, ale też ogólną niechęć mieszkańców, od założyciela Fount Royal, Bidwella, po najskromniejszych mieszkańców…

McCammon jest urodzonym gawędziarzem. I „Zew nocnego ptaka” tylko tę tezę potwierdza. Posądzany o podkradanie pomysłów samemu Stephenowi Kongowi („Pragnienie” miałoby być parafrazą do „Miasteczka Salem”, a „Łabędzi śpiew” odpowiedzią na „Bastion”), to nie da się ukryć, że – mimo częstej zbieżności podejmowanych motywów autor „Zewu nocnego ptaka” radzi sobie doskonale w tworzeniu rozbudowanych, wielowątkowych opowieści. Mam wrażenie, że nawet lepiej, niż przywołany wcześniej King. McCammonowi udaje się zwykle unikać dłużyzn, swoistego przegadania, co często okazuje się być nierzadko kingowską bolączką. Ma może ciut prostszy, mniej wyszukany styl, jednak całość robi wrażenie bardziej skondensowanej (mimo pokaźnej – niejednokrotnie – objętości) i lepiej przemyślanej fabularnie. W nowej książce także wszystko zdaje się dokładnie rozplanowane, poukładane wg z góry przyjętego planu, a całość linii fabularnej konsekwentnie realizowana. I choć z początku wątek z karczmą zdawał mi się wciśnięty ciut na siłę, to jednak koniec końców znajduje on swoje dopełnienie w finale powieści.

Całość „Zewu nocnego ptaka” otwiera właśnie motyw ze wspomnianą karczmą na pustkowiu, który przywodzi na myśl słynne opowiadanie Honoriusza Balzaka „Czerwona oberża”, czy pomysły rodem z nowel Wilkie’ego Collinsa lub Sheridana LeFanu. Trudno określić, co inspirowało McCammona, ale warto wspomnieć, że także u nas „funkcjonowała” oberża tak niecnie obchodząca się z podróżnymi, a znajdowała się w Wymiarkach w Borach Dolnośląskich. I – jak twierdzą niektórzy, to ona zainspirowała Balzaka do stworzenie jednego ze swoich najsłynniejszych opowiadań.

Udało się autorowi „Zewu nocnego ptaka” udatnie uchwycić klimat prozy w duchu XIX – wiecznej literatury, z jednoczesnym uniknięciem przesadnej stylizacji językowej. Dzięki czemu nadal pozostaje przyswajalna dla współczesnego czytelnika. Co nie znaczy równocześnie, że McCammon jest wtórny, czy kopiuje czyjeś pomysły. Podjął temat procesów o czary, który wciąż pozostaje nośny, i co jakiś czas powraca w kolejnych dziełach popkultury – jak choćby w filmie „Czarownica. Bajka z ludowa Nowej Anglii” w reżyserii Roberta Eggersa. Jednak o ile działo filmowe oscylowało w obrębie gatunkowym weirdowego horroru, tak u McCammona grozy nie uświadczymy – przynajmniej tej klasycznej, nadprzyrodzonej. Choć scen mrożących krew w żyłach tu nie braknie, to jednak autor stawia na powieść obyczajową, mocno osadzoną w historycznych realiach i ze znacząco rozbudowanym wątkiem kryminalnym.

Co niezwykłe, tak naprawdę krótki czas trwania i mocno ograniczone miejsce akcji, jaki obejmuje ta ponad 900 – stronicowa powieść ani na chwilę nie nuży, nie wydaje się na siłę rozciągnięta. Być może dlatego, że McCamonnowi udaje się bardzo precyzyjnie wycyzelować poszczególne wątki, by każdy wybrzmiał należycie, jednocześnie nie dominując pozostałych.

Uderza surowe, dosadne sportretowanie realiów społecznych tamtego okresu. Nakręcana przez religijnych bigotów psychoza strachu przed wszechobecnymi wiedźmami, często stawała się narzędziem do załatwiania prywatnych porachunków, drogą do zemsty, albo sposobem na uzyskanie konkretnych korzyści materialnych. Osoba, której zarzucano uprawianie czarów nie miała wielkich szans, by się bronić, bowiem u podstaw oskarżenia często legały niepotwierdzone nijak, słowne zeznania, choćby nie wiem, jak fantasmagoryczne, albo nawet czyjeś sny i przeczucia! A wszystko to odbywało się pod pozorem przestrzegania prawa! Szokujący obraz ówczesnej, fałszywej obyczajowości, jaki kreuje w swojej powieści McCammon wciąż przeraża i choć może zdawać się nieprawdopodobny, jest realistycznym sportretowaniem mrocznego okresu dziejów, kiedy setki, jeśli nie tysiące ludzi (zarówno kobiet i mężczyzn) oskarżono o konszachty z diabłem i zgładzono, czy to przez spalenie na stosie – jak w powieści, czy przez powieszenie, lub utopienie.

McCammon kreśli gorzki obraz ówczesnej epoki, posługując się niewielkim wycinkiem tamtej rzeczywistości. Pokazuje czarną kartę historii rodzącego się Nowego Świata, będącego ówcześnie jeszcze zlepkiem brytyjskich, bądź hiszpańskich kolonii. Nowego Świata, który już toczył rak zepsucia, któremu przeszczepiono to, co najgorsze ze starego kontynentu. I nie szczędzi w ramach owego swoistego rozliczeniowego portretowania gorzkich słów, jednoznacznych ocen. Uwidacznia absurdy ówczesnych „procesów” o czary, ale też próbuje ukazać tragizm jednostek zderzających się z bezlitosnym, odczłowieczonym systemem, jaki – w imię religijnej i człowieczej sprawiedliwości – pozbawiał godności, torturował i mordował, zwyczajnych, niewinnych ludzi.

Monumentalna objętość książki niech Was nie przeraża – powieść świetnie się czyta, przez historię zdajemy się płynąć, zwłaszcza, kiedy już przywykniemy do delikatnie stylizowanej narracji. McCammona opowiada w sposób, który bezustannie podtrzymuje uwagę czytelnika i wystarczająco często zarówno mnoży pytania i zagadki, jak i podsuwa strzępki odpowiedzi, byśmy nie chcieli lektury przerywać. To bardzo dobry przykład publikacji oscylującej na krawędzi gatunków, nie tyle niezdecydowanej co do własnej gatunkowej przynależności, ale sprawnie czerpiącej z tych kilku wybranych. I żadnego z nich nie traktujący po macoszemu.

„Zew nocnego ptaka” – ze swoim, jakby nie patrzeć, słodko – gorzkim zakończeniem ma stanowić pierwszą z cyklu powieść o przygodach Matthew Corbetta. I mam nadzieję, że kolejne (ukazało się już siedem, kolejne w przygotowaniu) także ukażą się na naszym rynku. Ta powieść, przez swoją niejednoznaczną przynależność gatunkową ma szanse trafić do szerokiego grona odbiorców. Nie powinien bać się lektury „Zewu nocnego ptaka” nikt, kto zwyczajowo stroni od horroru czy fantastyki. To powieść wykraczająca poza typową klasyfikację gatunkową, pozostając jednocześnie literaturą na bardzo wysokim poziomie. I potwierdzającą, że trudno odmawiać Robertowi McCammonowi statusu literackiego mistrza.

Zew nocnego ptaka

Nasza ocena: - 80%

80%

Robert McCammon. Tłumaczenie Maciej Machała. Ilustracje Maciej Kamuda. Wydawnictwo Vesper 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks – od raka do nieśmiertelności [recenzja]

„Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks” to świeżutka i jeszcze ciepła premiera dla wszystkich wielbicieli literatury faktu. …

Leave a Reply