Gorący temat

The Walking Cat, tom 1-3 – kolejna wariacja na temat żywych trupów [recenzja]

Trzytomowa manga „The Walking Cat. Apokalipsa zombie oczami kota” to historia nie grzesząca oryginalnością, ale jednocześnie mająca swój urok. Spodoba się jednak głównie miłośnikom zombie… i – obowiązkowo – kotów. Bez tego, lepiej po lekturę nie sięgać.

Świat pogrąża się w chaosie w wyniku apokalipsy zombie. Kolejni ludzie giną, lub przekształcają się w żywe trupy w wyniku ugryzień. My śledzimy zaś całą opowieść z perspektywy tytułowego kota – Yukiego, na którego postaci opiera się trzon historii. To on, przemierzając świat owładnięty apokaliptycznym regresem trafia co rusz w ręce kolejnych właścicieli. A raczej – towarzyszy. Bowiem to kocur sam wybiera, kogo zaaprobuje, do kogo się przyłączy. Jak to w prawdziwym życiu zresztą. Ko miał kiedykolwiek kota, ten wie.

Oryginalny tytuł, „The Walking Cat”, w pełni oddaje ducha inspiracji, jaki przyświecał kreacji samego pomysłu. Nawiązanie do bodaj najsławniejszej historii o zombie ostatniej dekady (która bardzo niezdrowo zaczęła zjadać własny ogon) zdaje się być bardzo bezpośrednie i oczywiste. Na całe szczęście, twórca nie ciągnie opowieści na siłę, zamykając ją (choć nie ostatecznie, mimo wszystko) w trzecim tomie. Może kiedyś do niej wróci? Ale, patrząc ogółem, sama w sobie historia niewiele nowego wnosi do gatunku, grając bardzo sprawdzonymi kliszami. Robi to, owszem, zgrabnie, nie powiem. Jednak niezdolna jest pretendować ponad miano lekkiego czytadła na trzy wieczory max. Czy to źle? Niekoniecznie. Stanowi fajną odskocznię, pozycję do czytania dla relaksu. Wprowadza elementy, jakie z pewnością docenią miłośnicy kociego towarzystwa. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, napiszę tylko, że jego ludzcy towarzysze często nie kończą zbyt dobrze, a nasz koci bohater w każdym kolejnym tomie trafia między nowe grono postaci. Ale to akurat charakterystyczne dla zombiestycznego motywu – nigdy nie wiadomo, kto przetrwa kolejny dzień / kilka stron.

Miejscami w mandze trzeszczy mocno logika i prawdopodobieństwo (ucinanie ręki maczetą, by potem samemu ją sobie prowizorycznie obandażować i to przeżyć), ale są też zgrabne momenty usiłujące poszerzać perspektywę rysu psychologicznego i emocjonalnego postaci. Niewiele dowiemy się o samej genezie zombie, ale też nie rzecz w tym, by od podstaw konstruować tutaj wizję świata, co bardziej wykorzystać znany schemat dla opowieści eksponującej kociego bohatera właśnie.

To raczej średnio zaawansowana wariacja nt uwielbianego przez wielu motywu motywy żywych trupów, który popkultura przeżuła z pozoru już o wiele za dużo razy, ale w którego ramach można czasem trafić na całkiem interesujące nowalijki. Jak ta, na przykład. Niby nic odkrywczego, ale – jednocześnie – opowieść potrafiąca na chwilę, na czas lektury przykuć uwagę. I może co bardziej obeznani z horrorem nie będą jej czytać z wypiekami na twarzy, ale za posiadacze futrzanych, miauczących przyjaciół powinni koncept i wydźwięk całości docenić jak najbardziej.

„The Walking Cat. Apokalipsa oczami kota” to trzytomowa zabawa znanym motywem grozy, poddanym w pewien sposób odświeżającej terapii, która jednak mocno zawęża grupę odbiorców. Jest miejscami infantylna, miejscami zbyt przesłodzona, a miejscami z kolei wpada w zbyt melodramatyczne tony. Ale momentami to całkiem nieźle nakreślona – choć konstrukcyjnie bardzo prosta – historia dla jasno wskazanego grona czytelników. Mało tu prawdziwej grozy; to bardziej historia obyczajowa, akurat osadzona w takiej, a nie innej estetyce. Chwilami możemy się bliżej związać emocjonalnie z postaciami, by w kolejnym przypadku czuć do nich zupełnie ambiwalentne uczucia. Ale może być to spowodowane szerokim wachlarzem zmieniających się jak w kalejdoskopie bohaterów, z których zwyczajnie nie każda przypadnie nam do gustu.

Na pochwałę zasługuje całkiem zgrabna kreska. Scenarzysta i ilustrator Tomo Kitaoka, potrafi z dużym wyczuciem nakreślić dynamizm poszczególnych scen, a osadzenie w roli głównej kota wymusza też częste manewrowanie kadrem, dla uzyskania spojrzenia z jego perspektywy.

„The Walking Cat. Apokalipsa oczami kota” to przyjemna, trochę straszna, trochę wzruszająca opowiastka, która w trzech tomach udowadnia, że koty można kochać, mimo, że często są wredne i wolą chadzać własnymi ścieżkami. Miłośnicy kotów zrozumieją i docenią. Reszta śmiało może sobie odpuścić.

Apokalipsa zombie oczami kota. tom 1-3

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz i rysunki: Tomo Kitaoka. Tłumaczenie: Amelia Lipko. Wydawnictwo Waneko 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Assassin’s Creed. Valhalla – Ukryta księga – niezbyt udany mariaż komiksu i gry [recenzja]

„Assassin’s Creed. Valhalla. Ukryta księga” nie jest z pewnością komiksem wybitnym. Ale, tak jak sama …

Leave a Reply