Gorący temat

Armaggedon House – literacki eksperyment [recenzja]

„Armageddon House” to krótka, niewiele ponad 100 – stronicowa powieść, która okazuje się jedną z najciekawszych, ale zarazem najtrudniejszych w interpretacji książek, z jakimi miałem okazję kiedykolwiek się zetknąć. I po lekturze nadal nie jestem do końca pewien, nawet nie tyle, czy moje dywagacje na jej temat są słuszne, ale czy jednoznaczna interpretacja w przypadku szerszego grona czytelników jest w przypadku książki Griffina w ogóle możliwa.

Podziemny, wielopoziomowy bunkier. Miejsce na równi zagadkowe, co samowystarczalne. Oparte na codziennej rutynie, na powtarzalności, na schematach, powtarzanych raz po raz, codziennie, bez ustanku. I jego mieszkańcy. Czwórka osób. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Połączonych w pary, choć sami do końca nie są przekonani do samodzielności owych wyborów wzajemnych relacji. Tak, jak nie mają pojęcia, jak w ogóle znaleźli się w bunkrze, kim byli i czym zajmowali się wcześniej, ani co tak naprawdę jest poza ich ograniczoną przestrzenią. Ich izolacja z gruntu nie ma sensu. Nie wykonują żadnych konkretnych czynności, oprócz powtarzalnych zajęć mających wypełniać dzień, redukować poczucie rutyny i utrzymywać ich w zadowalającej kondycji. Ich społeczne niedookreślenie towarzyszy nam od pierwszych stron powieści, wzmagając uczucie odrealnienia i niepokoju, ale też ciekawości, która skupia się przede wszystkim na dociekaniu, co rzeczywiście znajduje się poza bunkrem, na zewnątrz. To oczywiście tylko wierzchołek góry wątpliwości, jakie mamy względem świata przedstawionego. Równie intrygujące, jak obraz zewnętrznego świata, jest sam sens istnienia bunkra, celowość umieszczenia w nim bohaterów, ich przeszłość, obecna rola etc.

Griffin nie daje nam w trakcie lektury zbyt wielu odpowiedzi, choć trzeba przyznać, że potrafi w niezwykle sprawny sposób kreować napięcie. Jego styl jest oszczędny, ale też bardzo przyswajalny. Brak tu dłużyzn i przeintelektualizowanych wywodów, jest surowość zarówno opisów, jak i dialogów, będących tak naprawdę głównym źródłem informacji, jakie otrzymuje czytelnik. Jakie potrafi wyłowić z kreowanego przez autora obrazu, z opowiadanej fabuły.

Odpowiedzi na to, czy jest bunkier tak naprawdę nie dostajemy. Musimy odszukać ją sami. Kluczem do zrozumienia jest kreatywność przedstawionej rzeczywistości. Która zmienia się na naszych oczach, na oczach bohaterów. Bunkier, jego wewnętrzna rzeczywistość zdaje się nie być stałą. Wydaje się zmieniać, przekształcać w trakcie własnego trwania, w trakcie kolejnych dni, kiedy zarówno przestrzeń, jak i samopostrzeganie bohaterów się zmienia, przekształca. Aberracje, jakie się pojawiają są tajemnicze, niespodziewane. Rezonują z coraz bardziej narastającą w mieszkańcach frustracją, wynikającą po części z izolacji, po części z niewiadomych, z jakimi muszą się mierzyć, co staje się obciążeniem psychicznym nie do zniesienia. Im bliżej odpowiedzi, im bliżej wyjścia, tym mniej tak naprawdę rozumieją oni z otaczającego ich mikroświata. A zarazem tym mniej rozumiemy my.

To jedna z najbardziej interesujących kreacji weird, gdzie przedstawiona rzeczywistość wpierw opiera się na boleśnie nudnej wręcz stagnacji i powtarzalności, z jednoczesnym niedookreśleniem jej w szerszym aspekcie w miejscu i czasie (nie wiemy, co jest poza bunkrem, nie wiemy, w jakim okresie dzieje się akcja). Możemy domniemywać postapokaliptyczną wizję – ze względu na charakter izolacji, jaki zresztą był już wcześniej chętnie przez popkulturę wykorzystywany w wielu konfiguracjach, jednak nie mamy żadnej konkretnej przesłanki, by swoje przypuszczenia potwierdzić. Autor stawia nas w sytuacji, kiedy cała nasza wiedza o realiach świata przedstawionego pochodzi tylko i wyłącznie od bohaterów.

Aberracje, odkształcające świat bunkra są wpierw powolne, kryją się za prozaicznymi niuansami, odchyleniami od codziennej rutyny, by finalnie zaburzyć nie tylko delikatną strukturę relacji pomiędzy mieszkańcami, ale też nawet obraz przestrzenny samego bunkra.

Mam nieodparte wrażenie, że to swego rodzaju alegoria rozwoju ludzkiej świadomości. Początkowe, szczątkowe postrzeganie otaczającego świata wynika z wewnętrznego ograniczenia mieszkańców, które zmienia się wraz z ich samorozwojem, z poszerzeniem się ich świadomości. Im bardziej rozwija się ich umysł, intelekt, świadomość, im więcej wiedzy – pochodzącej z analizy otoczenia z rozważań na temat otaczającej ich struktury rzeczywistości – gromadzą, tym więcej są w stanie dostrzec, tym więcej elementów owej rzeczywistości zdają się zauważać. I w efekcie możemy przyjąć wniosek, że to nie rzeczywistość bunkra się zmienia, nie w sensie materialnym. To jego mieszkańcy dostrzegają to, czego wcześniej – poprzez własne ograniczenia – dostrzec nie byli zdolni. Bunkier w tym kontekście zaczyna jawić się jako swoisty, bliżej niedookreślony społeczny eksperyment, mający wyzwolić w zaangażowanych jednostkach możliwości umysłowego rozwoju. A autor ukazuje nam, jak zmienia się widzenie świata, rozumienie otaczającej nas rzeczywistości, wraz z umysłowym, intelektualnym progresem. Świat otaczający – z początku prosty i schematyczny – kiedy dostrzegamy jedynie jego wierzchnią warstwę – zaczyna obnażać przed nami własne skomplikowanie, złożoność swoich struktur, co wynika z naszego poszerzenia wiedzy, świadomości, głębszego zrozumienia mechanizmów jego działania.

W domyśle więc, każdy z nas żyje w podobnym „bunkrze”, a współmieszkańcami są osoby nam najbliższe światopoglądowo i emocjonalnie, nasza społeczna bańka, którą się otaczamy i w obrębie której żyjemy. I dopiero poszerzanie wiedzy, samorozwój pozwala nam dostrzec to, co jest poza. Szerszy obraz, głębszą perspektywę. I nagle zaczynamy widzieć to, co było wcześniej niedostrzegalne, co tak naprawdę nie odkształca otaczającej nas rzeczywistości, ale zwyczajnie pozwala nam „dostrzec zakryte”, uzyskać pełniejszy obraz. To jakby patrzeć na szkiełko mikroskopowe z próbką wpierw gołym okiem, a później przez okular mikroskopu.

„Armageddon House” to nie tylko interesująca lektura, pod względem literackim. To także intelektualna przygoda. Rodzaj twórczości, który zostaje z nami jeszcze długo po przeczytaniu, zmuszając do analizy, szukania możliwych interpretacji, rozbudzający chęć zrozumienia zagadek ukrytych na powieściowych kartach. To książka, która nie spodoba się każdemu. Literatura na wskroś hermetyczna, trafi z pewnością do miłośników weirdu, ale czytelnicy klasycznej prozy mogą poczuć się nadmiernie zagubieni, zawiedzeni zbyt otwartym zakończeniem, całościowym niedookreśleniem fabuły. W formie warsztatowej nie jest to proza eksperymentalna, przez swój oszczędny, klasyczny styl, przez brak zmian samej formy. Jednak w warstwie fabuły to z pewnością interpretacyjny eksperyment, gdzie końcowych wniosków może być tyle, ilu czytelników. I żadnego z domniemanych rozwiązań nie da się jednoznacznie podważyć, co czyni „Armageddon House” idealnym przyczółkiem do licznych literackich dyskusji.

Armageddon House

Nasza ocena: - 85%

85%

Michael Griffin. Wydawnictwo IX 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Kuklany las – nowatorska forma klechdy miejskiej [recenzja]

Biorąc do ręki „Kuklany las” Anny Musiałowicz miałem dość sprecyzowane oczekiwania, podparte jej wcześniejszą książką …

Leave a Reply