Gorący temat

Serca twego chłód – gorzki obraz współczesnego społeczeństwa [recenzja]

„Serca twego chłód” to powieść o seryjnym mordercy. Ale takie postawienie sprawy spłyca i treść i przekaz tej książki. Bo opowieść Przemka Corso to coś więcej, niż zwyczajny thriller o psychopacie. Literatury w takim schemacie mamy na naszym rynku mnogość. Ale takiej jak ta z pewnością jeszcze nie było.

Kuba jest bezwzględnym, seryjnym mordercą. Takim, który działa od lat, który nie zostawia śladów i nigdy nie został nawet zauważony, bowiem wszystkie swoje zbrodnie starannie aranżuje jako wypadki i naturalne śmierci. Jednocześnie Kuba ma szwagra – policjanta, dawniej świetnego śledczego, z wręcz nadnaturalnym instynktem, doskonałego „łowczego seryjnych”, który obecnie boryka się z depresją, uzależnieniem alkoholowo – narkotykowym i długami. Szwagra, który jest do głębi przekonany o tym, że w Kubie czai się zło i który za wszelką cenę pragnie to udowodnić…

Skrótowy opis fabuły przywodzi na myśl prostą sensacyjną historię o psychopacie, policjancie i ich wzajemnej grze, w której chodzi o to, by dobry złapał złego. Jednak takie powierzchowne spojrzenie bardzo odbiega od tego, co oferuje nam powieść Corso.

To historia dużo mniej szablonowa, o wiele bardziej złożona. Postacie nie są tak sztampowe, jak może się z początku wydawać, ich relacje są o wiele bardziej skomplikowane. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły, by nie odbierać czytelnikom tego nerwowego podniecenia towarzyszącego poznawaniu kolejnych fabularnych twistów. Jednak trzeba przyznać, że „Serca twego chłód” zdecydowanie odbiega od klasycznego modelu fabularnego, jaki zwykle znajdujemy w thrillerach.

Dwie główne płaszczyzny narracji to perspektywa Kuby właśnie i jego szwagra, Andrzeja. Patrzymy na świat oczami to jednego, to drugiego, poznajemy ich odczucia i myśli. Kuba okazuje się być jedną z najciekawszych kreacji seryjnego mordercy, z jaką spotkałem się w literaturze. Głównie dlatego, że autor bardzo umiejętnie kreśli jego portret psychologiczny. Zresztą, robi tak z każdym z kluczowych dla powieści bohaterów, ale to właśnie obraz Kuby, jego odczuć (a ściślej – ich braku), jego sposobu myślenia i mroku, jaki nim włada sprawia iście piorunujące wrażenie. I – paradoksalnie, ze względu na swój domniemany, nadprzyrodzony wręcz charakter – urealnia jego postać, czyni ją bardziej autentyczną.

Bardzo ważnym jest, że Corso nie sięga po epatowanie makabrą, nie rozwodzi się nad krwawymi szczegółami zbrodni, nie kreuje, rękami swojej postaci, drastycznych teatrów, w jakich lubuje się wielu autorów tego gatunku. Owszem, zdarzają się elementy krwawe, obrzydliwe. Ale to tylko ledwie akcentowane momenty, pojedyncze sceny, niezbędne dla rozwoju fabuły, a nie jej trzon sam w sobie. Corso skupia się na ludzkim wnętrzu, na psychice, na starannym odzwierciedleniu relacji rodzinnych. Zarówno w rodzinie Andrzeja, jego żony Sylwii i dwóch córeczek, bliźniaczek, jak i w małżeństwie Kuby i Justyny – znanej instagramerki. Zestawienie, zobrazowanie dwóch światów – zniszczonego życiem i nałogami policjanta z rodziną, trwającą na krawędzi ubóstwa i idealnej, zamożnej pary, która wręcz definiuje przesłodzone, internetowe wyobrażenie „perfect couple” jest tak naprawdę kluczem do tej powieści i najważniejszym komentarzem społecznym, jaki w książce odnajdziemy. Obrywa się nam, społeczeństwu, często odruchem, nieświadomie, karmiącemu się wyidealizowanymi obrazkami nieprawdziwego, reżyserowanego życia z Facebooka czy Instagrama, które nie ma zbyt wiele związku z rzeczywistością. Gorzkie wnioski, jakie nasuwają się w trakcie lektury to wynik surowej oceny internetowego społeczeństwa XXI wieku. Czyli – nie oszukujmy się – nas samych, mniej lub bardziej. Stajemy się coraz bardziej odporni na zło, na przemoc, jeśli tylko nas bezpośrednio nie dotyka. Jeśli nie narusza naszego status quo, nie ingeruje w naszą, ustaloną konstrukcję osobistego mikroświata. Wypieramy ze świadomości to co, niewygodne, co uwiera, co powinno przerażać. Bo tak jest łatwiej, mniej wymaga, ułatwia życie. Wybieramy kreację – starannie budowaną, choćby za pomocą social mediów – byle mieć kontrolę nad tym, jak będą widzieć nas inni. A prawda nie ma znaczenia, a wręcz bywa zagrożeniem, więc lepiej udawać, że jej nie ma.

Owszem, nie brak w powieści akcji typowej dla thrillera. Nie brak zbrodni, nie brak starań śledczych by schwytać grasującego po Warszawie mordercy zabijającego młode kobiety. Nie brak zachowaniowo – słownych, bardzo emocjonalnych przepychanek pomiędzy, Kubą, a Andrzejem, który w szponach nałogu jawi się otoczeniu jako szaleniec, paranoik i którego nikt nie bierze na serio, choć my, czytelnicy, znamy prawdę. Jednak to wszystko, ta intryga, ten mrok, te krwawe dodatki stanowią uzupełnienie o wiele głębiej sięgające opowieści, traktującej o kondycji społecznej nas samych. O naszym postrzeganiu świata. Postrzeganiu, które jest mocno zniekształcone, odrealnione, zafałszowane przez social media, w jakie zaczynamy w coraz większym stopniu bezkrytycznie wierzyć. Końcowy twist, będący zwieńczeniem całości idealnie podsumowuje całą opowieść, która przecież obfituje w liczne zaskoczenia, nagłe zwroty akcji i niespodziewane zmiany tempa. Swoista ewolucja, którą przechodzi główny bohater zdaje się nie tyle rozgrzeszać go, sprawiać, że zaczynamy z nim sympatyzować (jak np. z serialowym i powieściowym Dexterem), ale jednak ma na celu – i czyni to skutecznie – pokazanie, że nie on jest największym potworem w książce. A może też, że jakiś potwór, jego cień, skaza mroku, kryje się w każdym z nas? I od nas zależy, czy dopuścimy ją do głosu, pozwolimy wydostać się na zewnątrz?

Jedynym mankamentem, jaki dostrzegam, to powtarzanie frazy tytułowej, „serca twego chłód” w usta kilku różnych postaci, często niezbyt pasujący nie tyle do kontekstu sytuacji, ale do rytmu zdania. Rozumiem cel zabiegu, jednak tak otwarte, trochę na siłę nawiązywanie do tytułu nie było konieczne i zauważalna jest jego sztuczność. To jednak niewielka, bardziej estetyczna, niż konstrukcyjna wada, która nie rzutuje na odbiór całości powieści.

Corso napisał powieść, która z jednej strony świetnie radzi sobie jako thriller o seryjnym mordercy. Jednocześnie, z drugiej strony stanowi przykład książki, która na dalszy plan spycha sam mechanizm zbrodni, a skupia się na niuansach psychiki, międzyludzkich relacji i społecznej kondycji, gdzie zaczynamy się gubić w ocenie realności otaczającego nas świata. To thriller, który wyłamuje się ze schematu i stara się pokazać coś więcej, niż tylko kolejną wariację nt. psychopaty ściganego przez zatwardziałego śledczego. I z pewnością czyni to wszystko „Serca twego chłód” książką, jaką zdecydowanie warto przeczytać. Nowa jakość thrillera na polskim rynku literackim? Moim zdaniem – jak najbardziej.

Serca twego chłód

Nasza ocena: - 90%

90%

Przemek Corso. Dom Wydawniczy Rebis 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Kuklany las – nowatorska forma klechdy miejskiej [recenzja]

Biorąc do ręki „Kuklany las” Anny Musiałowicz miałem dość sprecyzowane oczekiwania, podparte jej wcześniejszą książką …

Leave a Reply