Barbarzyńcy – więzy krwi [recenzja]

Rzymskie podboje od dawna stanowią wdzięczny temat dla filmowców. W związku z tym, nowy serial Netflixa  nieco przełamuje schemat, tym razem pokazując wojnę z drugiej perspektywy.

Fabuła sześcioodcinkowego show skupia się na serii wydarzeń które doprowadziły do krwawego starcia między Imperium Rzymu a plemionami germańskimi w lesie Teutoborskim. Jedna z najsłynniejszych antycznych bitew, która ostatecznie zadecydowała o kształcie europejskich granic na blisko czterysta lat miała bowiem swoich zdrajców i bohaterów… a czasem jednych i drugich. Tym samym w centrum uwagi mamy tu Arminiusza – syna wodza plemienia Cherusków, który przed laty, pojmany przez Rzymian jako zakładnik, siłą nauczony został ich kultury, przeszedł ich szkolenie bojowe a teraz powraca na rodzinne ziemie, by walczyć w imieniu cesarstwa. Arminiusz stanie tym samym na drodze dawnych przyjaciół i rodziny. Spotkanie nie będzie to łatwe, bo wkrótce okaże się, że zmuszony zostanie wybrać, po której stronie zechce się ostatecznie opowiedzieć.

Jak się owa sytuacja skończyła opisano już niejednokrotnie na kartach historii, warto więc już na samym wstępie zaznaczyć, że „Barbarzyńcy” z jej odtworzeniem radzą sobie zupełnie dobrze. Całej fabule nadano co prawda nieco bardziej osobisty wydźwięk, pojawiają się postaci stworzone wyłącznie na potrzeby widowiska, ale to zmiany konieczne dla spięcia poszczególnych elementów w całość – poza nimi zaś, mamy już sporą dokładność historyczną.

Takie zwracanie uwagi na szczegóły to zresztą jedna z większych zalet nowego serialu Netflixa, przejawiająca się również w detalicznym odwzorowaniu uzbrojenia, a w połączeniu z solidną realizacją, „Barbarzyńcy” mogą się podobać. Świetnie wygląda odpowiednio doświetlona scenografia, równie trafnie wypada oszczędnie zastosowane slow motion i tylko pojawiające się w kilku momentach CGI nieco kłuje w oczy. Ale tak naprawdę to detal, gołym okiem widać bowiem, że showrunnerzy celowali w ten rodzaj widowiska, który spopularyzowały pierwsze sezony „Gry o Tron” i “Wikingów” – taki który nie boi się pokazać brudu za paznokciami bohaterów, a rozlew krwi traktuje niezwykle obrazowo. Jest więc z jednej strony epicko, z drugiej zupełnie niedaleko od rzeczywistości.

Ale żeby nie było tak do końca różowo, o ile wartość produkcyjna „Barbarzyńców” satysfakcjonuje, przyobleczenie prawdziwych wydarzeń w intrygujący scenariusz to już jednak nieco inna bajka. Miałcy wydają się przede wszystkim bohaterowie, którzy wydają się zlepkiem stereotypów jakie widywaliśmy w podobnym tematycznie kinie nie raz i nie dwa. Po części odpowiada za to przeciętne aktorstwo, choć momenty w których marszczymy czoło widząc grę aktorską zdarzają się tu co prawda jedynie w pojedynczych, niekoniecznie bardzo inwazyjnych przypadkach. Próżno szukać tu jednak tego rodzaju wrodzonej charyzmy, którą choćby w „Gladiatorze” emanował Russell Crowe, a całości nie poprawia zerojedynkowe przedstawienie sytuacji: z góry wiadomo bowiem kto jest tym złym, a kto będzie moralnie uprawniony do odniesienia ostatecznego zwycięstwa.

Nowa produkcja Netflixa daje się lubić przede wszystkim dzięki nieoczekiwanemu rozmachowi, bardziej niż fabule która sprawi że będziemy ściskać kciuki za poznanych bohaterów. Mimo wszystko, to jednak interesujący skrawek historii na tyle, by owe niedogodności przełknąć i zafundować sobie weekendowy seans – sześć niedługich odcinków nadaje się do tego w sam raz.

Foto © Netflix

Barbarzyńcy

Nasza ocena: - 60%

60%

Twórcy: Andreas Heckmann, Arne Nolting, Jan Martin Scharf. Obsada: Laurence Rupp, Jeanne Goursaud, David Schütter i inni. Niemcy, 2020 (Netflix).

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Zero Zero Zero – pajęcza sieć zbrodni [recenzja]

Roberto Saviano. Fani współczesnych opowieści o przestępczości zorganizowanej strzygą uszami, przypominając sobie znakomitą „Gomorrę”. Serialowa …

Leave a Reply