Gorący temat

Batman. Epidemia – niewidzialny przeciwnik [recenzja]

Dopiero co Egmont zakończył wydawanie sagi “Batman. Knightfall”, a już w kolejce czekają kolejne zbiorcze wydania z najpopularniejszym bohaterem DC Comics. Batman Epidemia otwiera fazę prowadzącą do słynnego eventu “Ziemia niczyja”, choć jako samodzielna fabuła również świetnie daje radę. 

“Batman. Epidemia” wita nas rewelacyjną, można powiedzieć że krzyczącą okładką z Mrocznym Nietoperzem pochwyconym przez kostuchę. Komiksowy bohater wygląda na cholernie przerażonego i choć nie jest to powiedziane w fabule eventu wprost, podczas lektury możemy rzeczywiście, w coraz bardziej pesymistycznie brzmiących wypowiedziach Batmana wyczuć kiełkujące przerażenie. Oto bowiem do Gotham wkroczył niewidzialny przeciwnik, z którym niemal nie sposób walczyć. Jest tylko wyścig z czasem i kolejne porażki na drodze do poradzenia sobie z tytułową epidemią. Pamiętamy, że jeszcze niedawno było źle, że Batman był w tragicznym położeniu. Okazuje się, że może być jeszcze gorzej. 

Zanim rozpoczniemy lekturę zbiorczego wydania warto przyswoić sobie wstęp Radosława Pisuli, w którym dokładnie omówione są wydarzenia w świecie Batmana z okresu między końcem sagi Knightfall a Epidemią. To bardzo dobry pomysł, by dać czytelnikom taki rodzaj streszczenia, ponieważ wydarzyło się w tym okresie bardzo dużo i w niektórych wątkach, jak choćby w tym, w którym do gry wraca Azrael moglibyśmy się zwyczajnie nie połapać. Tak jest dużo łatwiej i w nadchodzące, dramatyczne wydarzenia wchodzimy bez zastanawiania się, że coś nam w międzyczasie chyba umknęło. 

“Batman. Epidemia” to ponownie kompilacja zeszytów z różnych serii, choć przez lwią część wydania zbiorczego połączonych jednym wspólny hasłem – Contagion. Wcześniej mamy jeszcze dwa zeszytu z “Azraelem” w tytule, które wprowadzają nas w event i jednocześnie pokazują,że Jean-Paul Valley i stojący niegdyś za nim zakon będą niezwykle ważni dla fabuły. Potem, od zeszytu “Shadow of the Bat” z adnotacją, że oto nadchodzi pierwsza odsłona eventu zaczynamy mroczną przygodę opowiadającą o tzw. wirusie apokalipsy szalejącym w miescie Batmana. 

Od momentu, kiedy wirus zaczyna się rozprzestrzeniać, w pierwszej kolejności zaczynają się poszukiwania osób, które miały już z nim do czynienia i udało im się przeżyć. To pierwsza faza eventu, w której część bohaterów szuka osób odpornych na wirusa poza granicami miasta,  podczas gdy Gotham pogrąża się w chaosie. Widać tu jeszcze kontrast w tonie opowieści – w czasie poszukiwań twórcy pozwalają sobie jeszcze na odrobinę śmieszkowania (a nawet groteski, jak w przypadku poszukiwań osoby numer dwa), ale już podczas wydarzeń w Gotham nie ma na to miejsca. Jest naprawde poważnie, momentami nawet boleśnie surrealistycznie (rozdziały z Poison Ivy w Wieżach Babilonu) ) i z każdą przeczytaną stroną robi się coraz gorzej. Te zmiany widać też w wizerunku głównego bohatera, Batman zaczyna bardziej przypominać halloweenowego stracha, jego wygląd robi się demoniczny. I chociaż fabuła nie w każdym momencie daje radę, to aura szaleństwa i postępujący w mieście chaos został tu odtworzony wzorowo. A to jeszcze nie koniec, bo szykuje się prawdziwy dramat. 

W niniejszym zbiorze bardzo dużo miejsca poświęcono postaci Robina, czyli Tima Drake’a. Jest ważną częścią fabuły, często odpowiada za jej nieco lżejsze oblicze, ale już za niedługo staje się najbardziej dramatyczną postacią tej historii. W początkowej fazie ważna jest również Catwoman (pewnie te lata temu fani ekscytowali się jej białym kostiumem), jakże inna od dzisiejszej kotki, uwikłanej w skomplikowaną relację z Batmanem. Tutaj jest przestępczynią bez moralnych skrupułów, choć kiedy dochodzi do dramatu w Gotham coś się w niej jednak budzi i zaczyna postępować inaczej. Znamiennym jest fakt, że mało w tej opowieści złoczyńców z miasta Batmana, oprócz Catwonan w tle jest jeszcze Pingwin, a złoczyńcami tak naprawdę stają się zdesperowani ludzie i to też wychodzi eventowi na dobre. 

Jednak nawet z ciekawą fabułą “Batman Epidemia” nie robiłby takiego wrażenie, gdyby nie warstwa graficzna. W stosunku do poprzedzającej „Epidemię” sagi, mamy tutaj mnie krzykliwych i jaskrawych kolorów, jakby komiksowa kolorystyka w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych wreszcie przechodziła ewolucję. Rysunki Kelleya Jonesa są klasą samą w sobie, twórca szaleje tworząc mocno surrealistyczną wizję i deformując rzeczywistość tak, jakby zaczynała wpływać na postępowanie bohaterów. Jego plansze wraz z kolorami stworzonymi Grega Wrighta robią w „Epidemii” największe wrażenie, wystarczy choćby przekartkować zeszyt “Krwawe łzy”, by doświadczyć bardzo konkretych, estetycznych wrażeń.

Jako że jest to kompilacja kilku serii, za scenariusz odpowiadają różni autorzy i w samym evencie, każdy z osobna Chick Dixon, Alan Grant, Dennis O’Neil czy Doug Moench spisują się znakomicie. Jednak w pewnym momencie event się kończy i zostaje nam finisz w postaci kilku odrębnych historii coraz mniej powiązanych z epidemią. Wtedy już nie jest tak różowo – Ciekawe, że obniżka scenopisarskiej formy dotyczy dwóch opowieści z nawiązaniami do historycznej (Inkowie i Peru) bądź mitologicznej (greccy bogowie) przeszłości. To już typowe wypełniacze, choć w przypadku trzyczęściowej serii o wyprawie Batmana do Peru z (niespełnionymi) ambicjami, które starał się w uwidocznić w swojej fabule Doug Moench. 

Nie dał rady, w przeciwieństwie do Alana Granta, którego trójzeszytowa opowieść z sennymi koszmarami w tle wieńczy ten zbiór, ciesząc również oczy oprawą graficzną Głównie są to rysunki Dave’a Taylora (jedna całostronicowa plansza z zeszytu “Człowiek z koszmaru” to mistrzostwo świata), ale mamy tu także gościnne występy innych artystów, w tym nieodżałowanego Norma Breyfogle’a. Finał jest więc satysfakcjonujący, choć nie dotyczy już samego eventu, Ten zaś, co istotne nie był na siłę przeciągany i dzięki temu nie zdążył popsuć dobrego wrażenie, które odczuwaliśmy podczas lektury. Udany tom, z nielicznymi potknięciami, za to z obrazem odciętego od świata miasta, które za niedługo będzie czekać powtórka z roz…wróć, powtórka z koszmaru.

Batman. Epidemia

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz: Doug Moench i inni. Rysunki: Kelley Jones i inni. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

RIP, t.5: Fanette. Nieswojo w nie swojej skórze [recenzja]

Fanette to jedyna kobieca bohaterka, która w serii “RIP” dostała miejsce w tytule komiksu. Czym …

Leave a Reply