Gorący temat

Cyberpunk 2077. Bez przypadku – w świecie wielkich korporacji nic nie jest przypadkowe [recenzja]

Najnowsza powieść Rafała Kosika – autora takich powieści, jak „Różaniec” i „Mars” – to swego rodzaju sukces polskiej fantastyki. Nie tylko przez ścisły związek z głośną grą „Cyberpunk 2077” od CD Projekt Red – bo przecież studio mogło wybrać do tej kooperacji któregoś z pisarzy zachodnich, o szerzej rozpoznawalnym rynkowo nazwisku. To także niemałe wydarzenie literackie w polskich realiach, bowiem powieść premierę miała praktycznie równocześnie w Polsce, USA i Wielkiej Brytanii. Polskie science fiction w końcu przebije się na światowe rynki?

Niby jedna jaskółka wiosny nie czyni, jednak sukcesy na zagranicznych rynkach odnosi już przecież Sapkowski (znów dzięki produkcjom CD Projekt Red), dobrze radzi sobie też Robert J. Szmidt. I choć najczęściej główną siłą napędową jest – wyrastający na najsilniejsze popkulturowe medium – franczyzowy model biznesowy oparty o gry komputerowe, to nie zmienia faktu, że zyskuje na tym i literatura, na różne sposoby. Tak, jak choćby właśnie „Cyberpunk 2077. Bez przypadku”.
To powieść nietypowa, bowiem stanowi swego rodzaju licencjonowany fanfik (nie kojarzmy tego słowa wyłącznie pejoratywnie), niewyprowadzony jednak – jak to zazwyczaj bywa – z dzieła literackiego, ale z uniwersum gry komputerowej. To jednak nadal pierwotne medium narzucało podwaliny i ramy świata przedstawionego oraz ogólną gatunkową estetykę, do którego twórca dzieła zobowiązany był się dostosować i tworzyć ściśle w jego ramach.
Co ważne, powieść Kosika nie jest dedykowana tylko dla graczy. Wokół świata gry powstał już przecież serial animowany (przy którym autor „CP2077. Bez przypadku” pracował), ale też kilka całkiem dobrych komiksów. Uniwersum Cyberpunka 2077 rozwija się więc podobnie, jak ostatnimi laty miało to miejsce z „Wiedźminem” Andrzeja Sapkowskiego. Z tą różnicą, że przy wiedźmińskiej sadze to powieści były punktem wyjścia, podwalinami uniwersum, a w przypadku „Cyberpunk2077. Bez przypadku” jest na odwrót – to literatura stanowi rozwinięcie świata stworzonego na potrzeby gry. Ale finalnie nie ma to aż takiego znaczenia. Dla potencjalnego sukcesu produktu – jakim jest powieść – kluczowa jest jej jakość i wpasowanie w ogólne zasady uniwersum. Oraz to, czy potrafi umiejętnie je poszerzyć, rozbudować o szerszy kontekst.
Zapewne nie było to łatwym wyzwaniem dla autora – wejść w czyjeś buty, zaadaptować stworzony przez kogoś innego świat na własne potrzeby, zapewne trzymając się ograniczeń narzuconych wymogami uniwersum i samej licencji. Udało się jednak Kosikowi z jednej strony dokładnie wpasować w klimat Night City, jak i – z drugiej – nie zatracić ducha cyberpunka, jako gatunku. Gatunku, który ma przecież o wiele dłuższą, bogatszą historię, niż produkcja Redów.
Powieść Kosika siłą rzeczy opiera się na kliszach, bo tych klisz wymagało i uniwersum CP2077 i sama kwalifikacja gatunkowa. Ograniczenia licencyjne i narzucony z zewnątrz świat powieści musiał prowadzić do pewnych obwarowań i pisarskiego rygoru, wyznaczać granice kreacji, pomniejszające do pewnego stopnia swobodę twórczą. Jednak Kosik nie zapomniał, co oznacza science w science fiction i dorzuca garść interesujących przemyśleń nt. kierunków rozwoju technologicznego, czy też arcyciekawej analizy, na ile możliwe jest przetransferowanie ludzkiej świadomości do postaci cyfrowej. To zajmujące zagadnienie (nad którym zresztą głowią się naukowcy) jest pobocznym, zgrabnie wplecionym w powieść wątkiem, opartym przecież na prawdziwych teoriach fizyki kwantowej (kwantowa teoria świadomości Hamerhoffa i Penrose’a). Co winduje powieść Kosika o kilka oczek wyżej ponad poziom klasycznego, cyberpunkowego akcyjniaka.
Poza tym to nadal książka zachowująca kwintesencję cyberpunka jako takiego. I zadająca coraz aktualniejsze pytania – w jakim stopniu w z każdą chwilą bardziej, zcyfryzowanym świecie pozostajemy ludźmi? W jakim stopniu ludzkie emocje, odczucia mają jeszcze wartość?
„CP2077. Bez przypadku” to opowieść z jednej strony wałkująca ograne gatunkowe klisze o ludziach z marginesu, którzy w świecie wielkich korporacji są nic nieznaczącymi trybikami, ale potrafią zawalczyć o własną godność, własne człowieczeństwo. I o siebie nawzajem.
Jednocześnie to nadal dynamiczna, gatunkowa rozrywka, celująca w akcję pędzącą na łeb na szyję i cechująca się bardzo filmową dynamiką.
Kosik rozumie temperament growej fabuły i jej wymogi, i zgrabnie przekłada je na język literacki, jednocześnie nie spłycając literatury tylko do opisowego pokazu slajdów z cybernetycznego świata.
To z jednej strony opowieść utrzymana w duchu współczesnej estetyki rozrywkowej science fiction – z dużą ilością akcji, z błyskawicznie rozwijającą się fabułą opartą o klisze, z jakimi odbiorca szybko ma szansę się zidentyfikować. Ale jednocześnie to także niejako powrót do cyberpunkowych korzeni, do literatury takich twórców, jak Philip K. Dick, William Gibson, czy Pat Catigan. Wszak sama gra, jak i całe około growe uniwersum nie powstawało w próżni, ale bazowało na dekadach funkcjonowania w popkulturze gatunkowego cyberpunka. Świat parł do przodu, ale – paradoksalnie, założenia takich powieści, jak „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”, „Głupcy”, czy choćby „Graf zero” nie straciły na aktualności. A wręcz zyskały.
Kosik dobrze czuje się zarówno w przyjętej estetyce gatunkowej, jak i w samym świecie gry, z którą mocno koresponduje, jednocześnie wplatając w fabułę mnóstwo odniesień do cyberpunkowego dorobku popkultury, do klasycznych dzieł gatunku. To dla obeznanych w literackim świecie czytelników dodatkowa przyjemność – to szukanie tropów, mniej lub bardziej oczywistych nawiązań, czy skojarzeń fabularnych. Dla nowych zaś to wprowadzenie w świat, który poznali – być może – dopiero dzięki grze, a zechcą cofnąć się do jego literackich korzeni. Z pewnością warto.

„Cyberpunk 2077. Bez przypadku” to lektura, w której niczego nie możemy być pewni, bo wszystko może być fasadą, kryjącą głębszą, bardziej złożoną prawdę, niż to, co widzimy. Wszak przypadek w korporacyjnym, cybernetycznym świecie nie istnieje, prawda? Czy powieściowy Gang z Przypadku tak naprawdę jest niezaplanowaną, losową, wypadkową? A może – jak sugeruje tytuł powieści – jest czymś więcej?
W dodatku to wciąż nie pochwała cyberpunkowego świata, ale przestroga przed nim. I przypomnienie, jak trudno w realiach takiej przyszłości pozostać człowiekiem.
Bohaterom powieści się to udaje. Ale czy na pewno z pozytywnym dla nich skutkiem? O tym przekonajcie się sami.

Cyberpunk 2077. Bez przypadku

Nasza ocena: - 90%

90%

Rafał Kosik. Wydawnictwo Powergraph 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Remake. Apokalipsa popkultury – wprowadzenie do kultury popularnej [recenzja]

Blog Mistycyzm popkulturowy śledzę nie od wczoraj i uważam go za medium o tyleż ciekawe, …

Leave a Reply