Gorący temat

Batman. Zagłada Gotham – najbardziej udany mariaż uniwersów w DC [recenzja]

Batman jest postacią na tyle ikoniczną, że nie powinny dziwić kolejne wariacje na jego temat, jakie serwuje nam popkultura. A „Zagłada Gotham” to jedno z najlepszych niekanonicznych odstępstw od pierwotnej historii postaci, jakie dotychczas powstało.

Mike’a Mignolę pewnie znają wszyscy miłośnicy komiksu. To autor m.in. „Hellboya” (swojego opus magnum twórcy) oraz serii pobocznej z tego uniwersum, czyli „B.B.P.O.”. Jego retro wariacja na temat Batmana we wspaniały sposób transformuje tę postać do czasów wiktoriańskich, sięgając nie tylko do zarania Gotham, ale też łącząc całość z mitologią lovecraftańską, którą zresztą później Mignola parafrazował i rozwinął epicko we wspomnianej serii „B.B.P.O.” I choć sięganie po Cthulhu i Lovecrafta zdawać się może zagraniem tandetnym – przez jego nadużywanie, a tym samym popkulturowe zużycie – to jednak trzeba zaznaczyć, że udało się Mignoli (z towarzyszeniem Richarda Pace’a w zakresie tworzenia scenariusza) do bardzo umiejętnej i wysmakowanej syntezy, która nie wciska wątków słynnej mitologii na siłę, ale wkomponowuje je należycie w opowieść, pozostawiając ją spójną, dobrze skrojoną oraz nadal oryginalną – mimo powtarzalności motywu przebudzenia Wielkich Przedwiecznych, które zagraża znanemu światu.

Ta historia bawi się nie tylko sztafażem Gotham, jako miasta i teatru zdarzeń, przenosząc je w zgoła odmienne czasy (nie po raz pierwszy w historii Człowieka Nietoperza zresztą), ale sięga po gros postaci z samego „Batmana”, jak i szerzej, z DC Comics (Two Face, Ra’s al Ghul, Green Arrow), zgrabnie przepoczwarzając je, wpasowując w estetykę przyjętej opowieści, z jednoczesnym nieodrywaniem ich zupełnie od oryginału, nieodcinaniem od korzeni. Nawiązania do Lovecrafta są tutaj bezpośrednie, oczywiste, ale na tyle dobrze objaśnione w ramach narracji, że nawet zupełny laik w zakresie mitologii Cthulhu (jest na sali w ogóle ktoś taki?) spokojnie się w nich odnajdzie. Co ważne, nie jest to sięganie po motywy z prozy Samotnika z Providence w przełożeniu jeden do jednego (jak to robiła choćby Caitlin R. Kiernan w znakomitym zbiorze „Domy na dnie mórz”), ale traktowanie ich niczym plastycznego tworzywa, które można śmiało obrabiać, przekształcać w coś nowego, ale wciąż z rozpoznawalnymi cechami oryginału.

To wspaniale skrojona opowieść, która może sama w sobie nie opiera się na przesadnej oryginalności, ale jest swoistą zabawą w mariaż dwóch uniwersów, która oferuje czytelnikom okazję do fascynującego wyszukiwania nawiązań i punktów stycznych. To swego rodzaju hołd. Zarówno dla Lovecrafta, jak i dla Batmana. Ale też pewien charakterystyczny dla twórczości Mignoli trop, który uwidacznia się w znacznym stopniu zarówno wcześniej w „Hellboyu”, jak i później – najsilniej – w serii pobocznej dla tego uniwersum – „B.B.P.O. Plaga żab”. To tam najmocniej Mignola rozwinął wątki żabo-podobnych, lovecraftowskich stworzeń, jakie pojawiają się w „Zagładzie Gotham”.

W zakresie rysunku jest równie dobrze. W dużej mierze mignolowsko, choć nie on odpowiada za stronę graficzną (prócz okładek), ale Troy Nixey. Ten twórca doskonale czuje klimat grozy, charakterystyczny dla scenariusza Mignoli, ale też serwuje podobną do jego prac kreskę. Mniej kanciastą, miększą, ale również opartą na grubym konturowaniu i podlewaniu wszystkiego znaczną ilością czerni, co poprzez zacieranie szczegółów tła doskonale wspomaga budowanie ponurego, mrocznego nastroju. Troy jest nie tylko doświadczonym rysownikiem, ale też reżyserem (kto pamięta remake „Nie bój się ciemności” z 2010 roku?). Lubi mrok, lubi estetykę horroru i to się mocno przekłada tak na jego warsztat, jak i rysowniczą manierę. Imponująco ponure i przerażające w formie są zarówno jego potwory, jak i lokacje wiktoriańskiego Gotham.

Nie ukrywam, „Zagłada Gotham” to jeden z moich ulubionych komiksów o Batmanie. Nie tylko przez klimat retro, nie tylko przez odniesienia do mistrza Lovecrafta. To przykład, że da się łączyć pozornie zupełnie odrębne uniwersa i robić to z wyczuciem i wprawą, unikając tendencyjnego kiczu – na który popkultura coraz mocniej cierpi, odgrzewając wyświechtane motywy i coraz częściej pochłaniając własny ogon. I choć sam czuję mocny przesyt wpychaniem lovecraftowskich motywów do co drugiego quasi-horrorowego dzieła, tak w tym przypadku należy tę podjętą próbę uznać za w pełni udaną.

Poza tym to świetny komiks. Po prostu. Zarówno dla fanów Cthulhu, jak i Człowieka Nietoperza.

 

Zagłada Gotham

Nasza ocena: - 90%

90%

Scenariusz: Mike Mignola i Richard Peace. Rysunki: Troy Nixey. Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz. Wydawnictwo Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Opowieści makabryczne – graficzne adaptacje klasycznej nowelistyki grozy [recenzja]

Joan Boix – „Opowieści makabryczne” to uzupełnienie kolejnej z białych plam na mapie polskiego komiksowego …

Leave a Reply