Gorący temat

Bestia – samiec alfa kontra samiec alfa [recenzja]

Czego jak czego, ale ekranowej charyzmy Idrisowi Elbie odmówić wyjątkowo trudno. Jeden z najlepszych kandydatów do roli Jamesa Bonda według opinii fanów, to aktor z rodzaju tych, którzy pojawiając się w danej scenie zagarniają całą jej przestrzeń. Nawet jeżeli za przeciwnika mają afrykańskiego lwa.

Kino z gatunku animal attack niewątpliwie ma swojej historii co najmniej kilku godnych reprezentantów, ale lwy nigdy nie należały do jego ulubieńców. W 1996 roku Michael Douglas i Val Kilmer zmuszeni zostali co prawda do zapolowania na dwójkę zwierzęcych zabójców w inspirowanym prawdziwą historią „Duchu i mroku”, ale oprócz niego i słabiutkiej „Hordy” z Megan Fox w roli głównej, wielkie koty do srebrnych ekranów szczęścia ewidentnie nie miały. Taki status quo postanowił zmienić odpowiedzialny między innymi za porządny „Everest” Baltasar Kormákur, a jego doświadczenie w kinie survivalowym miało stać się kluczem do sukcesu produkcji osadzonej w zgoła przeciwnym środowisku. Trzeba przyznać, że wyszło zupełnie przyzwoicie.

„Bestia” koncentruje się przede wszystkim na owdowiałym doktorze Nacie Samuelsie, który próbując naprawić nadwątlone rodzinne relacje, zabiera dorastające córki Meredith i Norah na safari w samym sercu RPA. Co jednak ma być okazją do zbudowania nowych więzi i szansą na zapoznanie się z nietknięta ludzką cywilizacją częścią naszej plany, zamieni się w dramatyczną walkę o przetrwanie, gdy okaże się, że bohaterowie stali się celem wyjątkowo agresywnego lwa. By przechytrzyć drapieżnika będą musieli użyć wszelkich umiejętności i na nowo nauczyć się sobie ufać.

Już w niezwykle oczywistym w swojej wymowie prologu Balthasar Kormákur daje wyraźnie do zrozumienia, że jego „Bestia” nie będzie koncentrowała sił na budowaniu suspensu, stawiając zdecydowanie bardziej na akcję. Mimo wszystko jednak, dość spory odcinek filmu poświęcony ekspozycji protagonistów jest pomyślany na tyle dobrze, by do pewnego stopnia poczuć do nich sympatię – mamy tu wspomnianego Idrisa Elbę w roli ojca z problemami, Iyanę Halley i Leah Sava Jeffries jako dwie zupełnie różne od siebie nastolatki próbujące zwrócić na siebie jego uwagę, a także cokolwiek niespodziewanie, kradnącego każdą scenę przyjaciela rodziny w wykonaniu Sharlto Copleya. Wzajemne relacje, będące kluczowym aspektem dla ich wiarygodności wypadają tu naturalnie, a emocjonalna stawka całego widowiska okazuje się wysoka wystarczająco, by kilka wątpliwych decyzji napędzających historię nie powodowało wybicia z filmowego rytmu.

A ten w „Bestii” wypada niezwykle solidnie – gdy po rzeczonym wprowadzeniu przejdziemy do właściwej części akcji, trudno wręcz mówić o jakichkolwiek momentach odpoczynku. Kormákur radzi sobie z łączeniem elementów właściwych dla kina survivalowego, przygody i grozy, co bardziej dynamiczne sekwencje kontrując wplecionymi tu i ówdzie jumpscare’ami. Świetną robotę wykonuje również odpowiedzialny za zdjęcia Philippe Rousselot. Kilka pomysłowych ujęć, jak choćby tych z umieszczonej za plecami spodziewających się ataku bohaterów udanie odmalowuje dezorientację i wrażenie podjęcia walki z przeciwnikiem, który pod każdym względem ma przewagę.

Jeśli zaś o tytułową gwiazdę filmu chodzi, powołany do życia przy pomocy CGI drapieżnik prezentuje się najzupełniej przekonująco, zwłaszcza pod kątem technikaliów. Zarówno animacja jak i sam wygląd wielkiego kota to solidna robota w której trudno wyczuć fałszywa nutę, a jedynym polem do dyskusji mogłaby być decyzja o przydaniu mu niemal ludzkich cech. Takie rozwiązanie fabularne znajduje jednak swoje uzasadnienie w finale opowieści, nawet więc jeżeli trudno potraktować „Bestię”” jako nastawiony na realizm survival z krwi i kości, trudno odmówić jej konsekwencji w realizowaniu określonego pomysłu.

Trudno powiedzieć, by film Balthasara Kormákura miał jakiekolwiek szanse zapisania się złotymi zgłoskami w historii kinematografii, czy nawet zapadnięcia widzom w pamięć jako jedna z lepszych produkcji obecnego roku. Ze swojego podstawowego zadania – czyli dostarczania bezpretensjonalnej rozrywki, „Bestia” wywiązuje się jednak dokładnie tak jak powinna. Mając odpowiednie oczekiwania, dziewięćdziesiąt minut poświęcone na seans będą w tym wypadku porządnie zainwestowanym czasem.

Foto © United International Pictures Sp z o.o.

Bestia

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: Balthasar Kormákur. Obsada: Idris Elba, Sharlto Copley, Iyana Halley, Leah Sava Jeffries i inni. USA, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Hellraiser – nowa konfiguracja [recenzja]

Spośród filmowych horrorów, mało która seria płakała od dawna za porządnym jej odświeżeniem tak bardzo, …

Leave a Reply