Gorący temat

Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe – mroczne sekrety początków West Point [recenzja]

Sięgając po „Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe” Louisa Bayarda, z jednej strony cieszyłem się na koncept wiktoriańskiego kryminału, w dodatku rozgrywającego się w sławetnej West Point. Z drugiej obawiałem się hype’u wynikającego z głośnej netflixowskiej ekranizacji i epatowaniem z okładki nazwiskiem jednego z bohaterów – Edgara Allana Poe – stanowiącego marketingowy wabik dla czytelnika. Bo prawda jest taka, że dopisek do tytułu, wskazujący na jednego z czołowych bohaterów historii to dodatek polskiego wydawcy. W oryginale tytuł brzmiał „A Pale Blue Eye”, a dopisek został dorzucony czysto marketingowo. Cóż, działa. Na szczęście, powieść nie tylko zaspokoiła oczekiwania, ale – muszę przyznać – nawet je przerosła.

Rok 1830. Początki funkcjonowania elitarnej szkoły wojskowej West Point, gdzie amerykańscy młodzieńcy w pocie czoła i w spartańskich warunkach uczą się nie tyle wojennego rzemiosła, co zasad twardej dyscypliny, hartu ducha i kształtowania charakteru w myśl obowiązujących ówcześnie zasad. Kiedy więc jeden z kadetów popełnia samobójstwo, mroczny cień pada na akademię. Zaznaczmy, że na akademię, która w amerykańskim Senacie ma wielu zagorzałych przeciwników, otwarcie i zaciekle gardłujących za jej zamknięciem. Ponure zdarzenie stanowi więc wodę na młyn ich niechęci. O pomoc – po części w imię uniknięcia skandalu – zostaje poproszony przez władze uczelni były nowojorski śledczy, osławiony Augustus Landor, który niegdyś wsławił się spektakularnymi sukcesami w rozwiązywaniu spraw.

Obecnie Landor zdaje się być cieniem dawnego śledczego herosa. Mieszkając na uboczu, w drewnianej chacie w lesie, bardziej zainteresowany jest zaglądaniem do kieliszka (i roztrząsaniem osobistych strat), niż ściganiem przestępców. Przyjmuje jednak zlecenie od włodarzy West Point i szybko odkrywa, że śmierć młodego kadeta nie nastąpiła w wyniku samobójstwa, a była aktem morderstwa. W dodatku zwłoki ofiary zostają zbezczeszczone przez pozbawienie ich serca… W sukurs działaniom Landora, skupionego na próbie odkrycia sprawcy zbrodni przychodzi poznany przypadkowo młody kadet – Edgar Allan Poe. Jego niechęć do formalnych zasad West Point, okazywana w dużej mierze pogarda dla autorytetów, ale i manifestowana ochoczo miłość do mrocznej poezji intrygują Landora. W takim stopniu, iż ten przekonuje oficerów zarządzających akademią, że Poe będzie znakomitym wsparciem śledztwa, jako osobnik najbliższy innym kadetom, a więc działający na pozycji, do jakiej sam Landor nawet się nie zbliży.

Relacji Landora i Poego w ramach prowadzonego śledztwa szybko przeradza się w coś na kształt swoistej, szorstkiej, męskiej przyjaźni. A może nawet quasi-relacji ojciec – syn? Relacja ta zostanie jednak wystawiona na próbę, w dodatku kilkukrotnie. Czy to przez nieodpowiedzialne zachowanie i konfabulacje Poego, czy też przez niepokojące konkluzje śledztwa oraz śmierć kolejnych kadetów, do jakich dochodzi na terenie akademii? Jaki rzeczywiście związek ma niezwykły młodzieniec, kompan śledczego?

„Bielmo” to z jednej strony mroczny, leniwie prowadzony, bardzo nastrojowy kryminał. Z drugiej, intrygująca powieść obyczajowa, znakomicie osadzona w ówczesnych społecznych realiach Ameryki. Duszna, narastająca atmosfera niepokoju, spartański świat wojskowej akademii, daleki od tego, jak postrzegana jest West Point, ale i makabryczny kontekst popełnianych zbrodni sprawia, że powieść czytamy z wypiekami na twarzy, całkowicie wnikając w świat przedstawiony. Bayard doskonale radzi sobie językowo, wspaniale rozdzielając fragmenty pisane z perspektywy Landora od tych fragmentów, w których zawarł sprawozdanie Poego z jego śledczych dokonań. Widać staranną, zróżnicowaną kreację stylistyczną dla obydwu postaci i bardzo przemyślany zarys ich relacji, mający wykraczać dalece poza schemat prowadzonego śledztwa. To interesujący – i mam wrażenie, że bardzo trafny – rys postaci Poego, ciekawie zaimplementowany do powieści kryminalnej. Z całym jego zamiłowaniem do mroku, romantycznej poezji i egzaltacji.

Nie da się ukryć – kreacja Poego jest tutaj jednym z kluczowych elementów budujących atrakcyjność książki Bayarda, choć oczywiście nie jedyna. Ale ten sprytny zabieg wykorzystania bohatera nie tylko rzeczywistego, ale – w swojej istocie, kultowego – na starcie zaskarbia Bayardowi czytelnicze zainteresowanie. Inną sprawą jest jego umiejętne wykorzystanie w samej konstrukcji fabuły. Poe nie jest tu na siłę upchniętym dodatkiem. Nie gra tylko nazwiskiem. To pełnokrwisty bohater, bez którego cała historia nie miałaby prawa się rozegrać. A przynajmniej nie w takiej formie, nie na tak rozplanowanej osi fabuły. On nie stanowi tutaj elementu dekoracji, wystroju tła. Stanowi znaczący, integralny element konstrukcyjny opowieści i tak naprawdę, w dużej mierze przesądza o jej wyjątkowości.

Jeśli miałbym szukać zastrzeżeń, to może wskazałbym pewną miałkość motywacji samych zbrodniarzy – kultystów. Zdaje mi się nieco zbyt uproszczona, zbyt pobieżnie umotywowana. Ale czy to rzutuje jakoś przesadnie nie tylko na finał, ale na całość powieści? Mam wrażenie, że nie, bowiem sama kryminalna zagadka – mimo, że stanowi oczywiście oś fabularną – nie jest główną przesłanką do zainteresowania lekturą. Bo tym, co do „Bielma” przekonuje jest całe otoczenie kryminalnej historii. Tło przedstawione, portret amerykańskiego społeczeństwa, starannie nakreślone realia kiełkującej legendy West Point i próba uczynienia z niej tego, czym jest obecnie. Oraz – oczywiście – sama postać Poego – mrocznego, zagubionego, targanego sprzecznymi emocjami artysty, mocno nie przystającego do skostniałych, sztywnych realiów świata, jaki go otacza.

„Bielmo” to kryminał retro, ale zarazem coś więcej. To wspaniała opowieść o emocjach, o namiętnościach. O bólu i pragnieniu zemsty. O szaleństwie i rozpaczy. To cały wachlarz emocji, w dodatku widziany oczami jednego z najwybitniejszych literatów historii – oczami Edgara Allana Poe. Jeśli to Was nie przekona do lektury powieści Luisa Bayarda, to już nie wiem, co jeszcze by mogło.

Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe

Nasza ocena: - 80%

80%

Louis Bayard. Tłumaczenie: Tomasz Bieroń. Wydawnictwo Zysk i S-ka 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Po zbutwiałych schodach – realizm magiczny w najlepszym wydaniu [recenzja]

„Po zbutwiałych schodach” to najnowsza powieść wywodzącej się z estetyki grozy, utalentowanej autorki Anny Musiałowicz, …

Leave a Reply