Bloodborne, tom 1: Śmierć snu – potwory i miłość w czasach zarazy [recenzja]

„Bloodborne” to komiks na podstawie gry pod tym samym tytułem, przygotowanej przez studio Fromsoftere, Inc., i wydanej przez Sony Interactive Entertainment. Więc siłą rzeczy, jako twór nie całkiem niezależny, budził obawy, czy będzie tylko nieudolnym, płytkim dodatkiem do interaktywnego produktu – mającym na celu wygenerowanie dodatkowego zysku, jednak bez wsparcia solidnej twórczej pracy, bez pomysłu na całokształt – czy może pokusi się o coś więcej.

O dziwo, jest nieźle, zwłaszcza w warstwie graficznej, za którą odpowiada nasz rodak Piotr Kowalski ( kto pamięta smakowitego „Gaila”, ręka w górę!). I choć rysownik nie mógł działać całkowicie niezależnie, bowiem ograniczała go zarówno estetyka powstałej wcześniej gry, jak i wymagania i wytyczne jej twórców, to jednak muszę przyznać, że poradził sobie z zadaniem znakomicie. Ogólnie cenię warsztat Kowalskiego od jego debiutu, wspomnianym wcześniej „Gailem”, więc i apetyt na ten album miałem znaczny. Tutaj mamy mroczniejszą estetykę, lokacje ponurego, owładniętego tajemniczą zarazą miasta Yharnam, która zmienia ludzi w bestie oraz odpychające pustkowia podmiejskich plenerów. Jednak akurat w takiej estetyce Kowalski radzi sobie znakomicie, więc zadaniu podołał bez problemu.

Jeśli chodzi o scenariusz, to odpowiada za niego Ales Kot – gość, który mimo młodego wieku pracował już dla Image, Marvela, DC czy Vertigo, więc dorobek ma całkiem przyzwoity. Tutaj w pierwszej historii – „Śmierć snu” – wprowadza nas niejako w estetykę świata gry, w jej uniwersum i robi to za sprawą mocno odrealnionej i onirycznej historii o tym, że nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje a przypisana nam rola niekoniecznie musi być tą, która w rzeczywistości podejmiemy. Czasem złamanie narzucanych nam zasad pozwala nam odkryć prawdę i zrozumieć, że nie zawsze potwory kryją się tam, gdzie chcemy je dostrzec. Tutaj chyba nawet mocniej widać konotacje z produkcją Fromsoftere, Inc, które wywarło mocny nacisk zarówno na samą fabułę, jak i ogólny sztafaż przedstawionego uniwersum, sięgając po prace jednego z najciekawszych niemieckich romantyków – Caspara Davida Friedricha. Ruch – moim zdaniem – znakomity, bowiem filozofia prac niemieckiego malarza udatnie komponuje się ze specyfiką opowiadanej historii. Atmosfera przytłoczenia, obecności czegoś więcej, poza pozornie jedyną, oczywistą warstwą rzeczywistości, czegoś większego, potężniejszego, niż jednostka ludzka, dobrze komponuje się z opowieścią snutą przez Kota, a jeszcze lepiej współgra z grafikami Kowalskiego przytłaczającą atmosferą rozkładu, przemijania i destrukcji. I choć w efekcie otrzymujemy historię nieprzesadnie rozbudowaną fabularnie, to jednak znalazło się tutaj miejsce dla przyzwoitej ilości akcji, świetnych prac naszego rysownika i mnóstwo onirycznego niepokoju, który towarzyszy też samej rozgrywce w „Bloodborne”. Jako historia komiksowa „Śmierć snu” nie jest idealna, ma pewne braki i nieco chaotyczne prowadzenie fabuły – przynajmniej dla tych, którzy nie obyli się z konceptem uniwersum wcześniej, za sprawą gry właśnie – ale nie można jej dyskredytować zupełnie. Jest średniakiem z tendencją na coś więcej, niż przyzwoitość.

Druga nowela – „Pragnienie uzdrowienia” radzi sobie w warstwie scenariusza zdecydowanie lepiej. Mimo, że jest odrobinę mniej onirycznie i brakuje trochę dynamiki pierwszej części, to jednak sama historia odsłania nam nieco więcej z tajemnic miasta Yharnam, poznajemy dokładniej niuanse hierarchii władzy oraz zbliżamy się do genezy potwornej zarazy. Całość ujęte w zgrabną opowieść o przyjaźni dwóch zupełnie różnych osobników, z dwóch zupełnie skrajnych obozów – religii i nauki. Ich relacja okraszona jest wątkiem chorobliwej, platonicznej miłości lekarza do swojej uroczej sąsiadki, ale też związana ściśle z pragnieniem ich obydwu – zrozumieniem przyczyn zarazy i znalezieniem na nią remedium – kiedy wybranka doktora również zachoruje.

Finał jest mroczny, przewrotny i zapowiada kontynuację, która – prowadzona w tym kierunku – może naprawdę wiele jeszcze zaoferować.

Ogólna ocena komiksowej odsłony „Bloodborne” wypada naprawdę nieźle, choć nie ukrywam, że zdecydowanie prym w tej ocenie wiodą graficzne wyczyny Kowalskiego, bowiem dla nich samych już warto po ten album sięgnąć. Ale fabuły obydwu historii w nim zawartych są co najmniej interesujące. Więc pozostaje mi tylko polecić. A po lekturze zawsze możecie sięgnąć po grę i zanurzyć się w mroczne zaułki Yharnam w poszukiwaniu bladej krwi…

Bloodborne, tom 1: Śmierć snu. Scenariusz: Ales Kot. Rysunki: Piotr Kowalski. Egmont 2019.

Ocena: 7/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Descender, tom 6: Wojna maszyn – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Na okładce finałowego tomu “Descendera” robot Tim-21 unosi się w przestrzeni na tle wielkiego wybuchu. …

Leave a Reply