poniedziałek , 26 Październik 2020

Bractwo Magów – spektakularnie i na skróty [recenzja]

“Bractwo Magów” ma teoretycznie wszystko, co dobry, a nawet bardzo dobry komiks mieć powinien. Po lekturze albumu trudno jednak pozbyć się wrażenia, że mamy tu do czynienia przede wszystkim z ordynarnym skokiem na kasę. 

O Marku Millarze zrobiło się wyjątkowo głośno dwa lata temu, kiedy to Netflix kupił jego sprawnie działającą firmę Millarworld, wypuszczającą na rynek komiksy ze scenariuszami artysty. Trzeba przyznać, że Millar jako scenarzysta dorobił się w komiksowym światku wyjątkowej pozycji, która pozwoliła mu swobodnie produkować swoje fabuły z dala od wydawniczych gigantów. Jest wyjątkowo sprawnym fachowcem, który coraz bardziej zaczyna przypominać naszego Remigiusza Mroza piszącego w morderczym tempie przeróżne, trafiające w gusta czytelników powieści. Mark Millar może imponować właśnie lekkim piórem i tematyczną różnorodnością, choć na temat jego twórczości jest coraz więcej głosów na nie, zarzucających mu powierzchowność fabuł często odbijanych na tej samej sztancy. Niestety, “Bractwo Magów” potwierdza te negatywne opinie. Tylko co z tego, skoro okazało się wydawniczym sukcesem, a Netflix planuje serial oparty na podstawie komiksu?

Zresztą nie mogło być inaczej, ponieważ “Bractwo Magów” wydane przez Image Comics jest tak naprawdę pierwszym komiksem Netflixa, który najwyraźniej postanowił namieszać także w komiksowym świecie. Znalezienie nośnego uniwersum było po prostu firmie potrzebne, bo przecież produkcje DC i Marvela należą do studiów posiadających konkurencyjne serwisy streamingowe. Padło zatem na Millarworld i stąd wziął się komiks “Bractwo Magów” oraz zapowiadane seriale na podstawie innych tytułów scenarzysty.

Pierwszy komiks Netflixa opowiada o rodzinie potężnych magów stojących na czele tytułowego Bractwa chroniącego nieświadomych mieszkańców Ziemi przed rozmaitymi, spektakularnymi zagrożeniami. Takim nowym zagrożeniem okazuje się czarodziejka Madame Albany, należąca kiedyś do rzeczonego Bractwa, która zeszła jednak na złą drogę po tym, jak jej ojciec nie powierzył jej pieczy nad tzw Oryszalkiem, czyli niezniszczalną księgą zaklęć, która w nieodpowiednich rękach zdołałaby unicestwić świat. Albany przypuszcza bezlitosny atak na Bractwo przy pomocy bytu określanego Wenecjaninem i jej poczynania przez długi czas wydają się nie do powstrzymania. Rodzina Moonstonów to jednak potężni magowie i mają kilka asów w rękawie, czy to jednak wystarczy na pałającą żądzą zniszczenia i odrzucającą wszelkie propozycje porozumienia czarodziejką?

Mamy zatem do czynienia z rodzajem alternatywnej historii, w którym opiekę nad światem sprawuje garstka uprzywilejowanych prowadzących podwójne życia – tytułowych magów i zarazem wtopionych w społeczeństwo obywateli o zawodach zazwyczaj nie zwracających na siebie uwagi. Zazwyczaj, ponieważ Leonard Moonstone, będący głową rodziny jest zawodowym magikiem urządzającym pokazy dla publiczności, a z kolei czarna owca tej familii  – Cordelia – mistrzynią ucieczek. Są jeszcze dwaj bracia – arogancki Regan i rezygnujący z funkcji maga po nieszczęśliwym wypadku z udziałem swojej córeczki Gabriel, który odtąd żyje jedynie życiem zwykłego człowieka. I o ile do bohaterów (dochodzi tu jeszcze wujek Edgar, który z racji wieku i nawracających stanów paniki nie rusza się z ukrytej w obrazie rezydencji Moonstonów) nie za bardzo jest się przyczepić, to całość sypie się przez szokującą wręcz skrótowość tej historii, niezwykłą pobieżność świata przedstawionego i fabułę polegającą  jedynie na odhaczaniu kolejnych zwrotach akcji, której braków nie zdołają zamaskować  klimatyczne rysunki Oliviera Coipela. 

Dawno nie odczułem takiej dysproporcji między niezwykle istotnymi elementami fabuły potraktowanymi wybitnie po macoszemu, a tym co ma jedynie napędzać historię. Ta efektowność rozwiązań ma zerową wręcz podbudowę, realizowana jest w jakimś niezrozumiałym pośpiechu i wyrządza wielką szkodę historii o naprawdę dużym potencjale. Być może w serialu te elementy zostaną poprawione i rozbudowane, ale jako komiks, “Bractwo Magów” jest dowodem na degrengoladę Millara, który zachowuje się tak, jakby stracił kontrolę nad własną twórczością, pragnąć wywiązać się w terminie ze swoich wszystkich zobowiązań. Obudź się, drogi scenarzysto, bo nie tędy droga i przestań  rozmieniać talent na drobne, bo nadprodukcja żadnemu artyście nie wyszła nigdy na dobre.

Bractwo Magów

Nasza ocena: - 50%

50%

Scenariusz: Mark Millar. Rysunki: Olivier Coipel. Mucha Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Uniwersum DC według Mike’a Mignoli – wczesny Mignola w niekompletnej pigułce [recenzja]

Na album z wczesnym dorobkiem Mike’a Mignoli czekaliśmy długo, a kiedy się wreszcie pojawił, nie …

Leave a Reply