Gorący temat

Ćmy i ludzie – przepoczwarzenie [recenzja]

To, że jeden z najbardziej zasłużonych dla polskiego weirdu i grozy twórców talent przelewania myśli na papier niewątpliwie posiada, udowodniły już znakomite antologie „Ballady morderców” i „Dreszcze”. Debiut w powieściowej formie, to jednak zawsze prawdziwy egzamin pisarskiej dojrzałości – miło więc, że Mariusz Wojteczek zdaje go na piątkę z plusem.

„Ćmy i ludzie” w centralnym punkcie fabuły stawiają Marię Lenart, która chcąc nie chcąc wraca w rodzinne strony ze względu na śmierć matki. Powrót bynajmniej jest tym z najłatwiejszych – nie dość bowiem, że bohaterka ma świadomość konieczności zmierzenia się ze wspomnieniami o niekoniecznie szczęśliwym dzieciństwie, to napięte relacje dodatkowo pogorszyła podjęta przed laty decyzja o ucieczce. Próba zaleczenia wciąż nie całkiem zasklepionych ran może okazać się niemożliwa, ale gdy kobieta przypadkowo wplącze się w sięgającą mrocznej przeszłości państwowych urzędników kryminalną historię, zrozumie że to jedynie początek prawdziwych problemów.

Mariusz Wojteczek dał się do tej pory poznać jako twórca, który właściwą dla literackiego weirdu niesamowitość zwykle zakorzenia głęboko w codzienności i prozie życia swoich bohaterów. Nie inaczej jest i w tym przypadku – „Ćmy i ludzie” to rzecz nieustannie balansująca na granicy jawy i snu, z jednej strony sięgająca do targających wewnętrznymi światami postaci, bulgoczących pod powierzchnią emocji, z drugiej po wielokroć ogniskująca swoją uwagę bolesnych elementach rzeczywistości, takich od konsekwencji których nie sposób uciec. Całość historii poznajemy z perspektywy Marii – mamy tu narrację pierwszoosobową, rozlewający się na przeszło czterysta stron strumień świadomości i jedną perspektywę stanowiącą filtr dla poszczególnych wydarzeń.

W nieunikniony sposób za fundament swej konstrukcji mając wewnętrzny monolog bohaterki, „Ćmy i ludzie” niekoniecznie forsują tempo w jakim dojeżdżają do kolejnych przystanków na fabularnej trasie – ba, gdyby przeanalizować ich treść, okazałoby się że tak naprawdę kluczowych wydarzeń mamy tu ledwie kilka. Nie o ilość, a jakość w tym przypadku chodzi i choć nie sposób powiedzieć by powieść Wojteczka była lekturą łatwą, w dobitny sposób stawia nas przed koniecznością refleksji nad życiowymi postawami kształtującymi współczesny obraz społeczeństwa w Polsce. Kluczową rolę w tym aspekcie pełni świat przedstawiony – o ile bowiem dla naszej rzeczywistości jest wizją alternatywną, stojąca u jego podstaw krwawa wojna światopoglądów wcale nie jest aż tak nieprawdopodobna, za jaką chcielibyśmy ją uznawać. Wojteczek przy tym nie staje po żadnej ze stron, wskazując jedynie zepsute owoce jakie rodzi  fanatyzm i biorąc na tapet rozważania nad ludzką skłonnością do przemocy czy własnej tożsamości. Kim tak naprawdę stajemy się w ekstremalnych okolicznościach? Czy na pewno możemy z pełną świadomością powiedzieć, że znamy sami siebie? I czy tak naprawdę, w każdym przypadku jesteśmy odpowiedzialni za nasz los?

Tego typu kwestie definitywnie wpływają na to, że „Ćmy i ludzie” z pewnością nie będą plasowały się w kategoriach feel-good stories. Wręcz przeciwnie, przygniatający do ziemi ciężar traumatycznej przeszłości ciążący na barkach bohaterów, palące poczucie winy i świadomość, że zadośćuczynienie za pewne grzechy nigdy już nie nastąpi wespół kreują niezwykle posępny nastrój moralnej zgnilizny i rozkładu. Nawet więc, jeśli w tym wszechobecnym mroku Wojteczek przemyca drobinki światła, mamy nieustanną świadomość niepewnej przyszłości i nieznanych konsekwencji pewnych decyzji.

„Ćmy i ludzie” to powieść pod wieloma względami niezwykła, taka której lektura i analiza stawia przed czytelnikiem intelektualne wyzwanie, nie pozwalając na zaczerpnięcie oddechu, a jednocześnie kusi pełną niuansów fabularną tajemnicą do rozwikłania. Tym samym trudno uwierzyć, jakoby miało się do czynienia z „długodystansowym” debiutem – ale jeśli Mariusz Wojteczek zaczyna w tak jakościowy sposób, można jedynie z niecierpliwością oczekiwać tego, co sprezentuje nam w przyszłości.

Ćmy i ludzie

Nasza ocena: - 85%

85%

Autor: Mariusz Wojteczek. Wydawnictwo IX, 2022.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe – mroczne sekrety początków West Point [recenzja]

Sięgając po „Bielmo. Niezwykły przypadek Edgara Allana Poe” Louisa Bayarda, z jednej strony cieszyłem się …

Leave a Reply