Gorący temat

Cobra Kai, sezon 5 – to mógł być świetny finał serialu [recenzja]

Te kilka lat temu chyba nikt by się nie spodziewał, że serialowy sequel serii “Karate Kid” stanie się popkulturowym fenomenem. Tymczasem piąty sezon “Cobra Kai” we wrześniu 2022 roku rządzi na Netflixie, fundując widzom nostalgiczną i zarazem niezwykle emocjonująca rozrywkę. 

W serialowej formule “Cobra Kai” stał się opowieścią o zmaganiach z przeciwnościami losu  karate dads wspólnie z karate kids, choć matki również zaczynają grać w tej fabule coraz ważniejszą rolę. W pierwszych odcinkach piątego sezonu ważny (choć trochę od czapy) jest wątek Miguela, który po turniejowych rozstrzygnięciach wyrusza do Meksyku w poszukiwaniu ojca. Matka odchodzi od zmysłów, bo ojciec chłopaka musiał być niezłym sukinsynem, ale młodzieniec ślepy na ostrzeżenia brnie w tę wycieczkę do przeszłości, póki pomocnej ręki nie poda mu ruszający za nim w ślad Johnny Lawrence. 

William Zabka to wciąż najmocniejszy punkt serialu – facet który mimo że przeżył duchowe uzdrowienie to nie zmienił swojego stylu bycia, bo coś takiego jak poprawność polityczna jest poza jego radarem. Fascynujące, jak w wielu sytuacjach Johnny wciąż zachowuje się jak dupek, a jednak lekcja życia, którą dostał naprawdę go zmieniła – także w takim stopniu, by ponownie mógł stać się ojcem i co więcej nie jest to już dla niego powód do strachu i ucieczki. Ta świadomość rodzącej się odpowiedzialności będzie niezwykle istotna w widowiskowym, ostatnim odcinku piątego sezonu, dając bohaterowi  moc, siłę i wszystko co potrzebne, by być gotowym do konfrontacji z Terrym Silverem.

No tak, bo przecież nastąpiła wymiana ról, jeśli chodzi o czarny charakter. Prawdziwym mistrzem zła okazał się Silver, który posłał Kreesa do więzienia i sam przejął Cobra Kai. Co więcej, stawia na ekspansję, z czasem nawet w wymiarze międzynarodowym. Do swoich dojo sprowadza senseiów z Azji, którzy mają odpowiednio wyszkolić jego narybek. Przez część sezonu wydaje się, że nic go już nie powstrzyma, zwłaszcza że zarówno Johhny jak i Daniel LaRusso zamknęli swoje dojo. Choć nie oznacza to wcale zawieszenia broni.

Z odcinka na odcinek, w swoim dobrze znanym już stylu twórcy nakręcają spiralę wydarzeń, która będzie musiała prowadzić już nie do jednej, tylko kilku konfrontacji w kolejnych odstępach czasu. A przy tym młodziki mają swoje spory, a starsi swoje, choć dobrze widać, że są one bliźniaczo podobne. I dopiero kiedy zarówno młodsi i starsi zrozumieją, że siła tkwi w jedności grupy, dopiero wtedy będą mogli skutecznie stawić czoła Silverowi. Do tego pięknie przyczyni się Chozen (Yuji Okumoto), który niespodziewanie okazał się częstym, humorystycznym akcentem serialu ( chyba w odróżnieniu do tego, co zaprezentowała jego postać w “Karate Kid 2”). To Chozen na równi z Johnnym potrafi rozładować emocje humorem i to wciąż w tym serialu znakomicie działa. Także dzięki niemu coraz więcej młodych uczniów dostrzega, że styl “Cobra Kai” polega przede wszytskim na praniu mózgów i w efekcie większośc najwazniejszcyh postaci granych przez młodych aktorów wybiera drogę reprezentowaną przez Miyagi-do.

Na osobną uwagę zasługuje wątek Johna Kreesa w więzieniu. Z jednej strony bardzo jest tu widoczne, jak twórcy naginają prawdopodobieństwo, z drugiej jednoczesny upadek i knowania tego bohatera ogląda się z biegiem czasu z coraz większą fascynacją. To do niego, mimo że w piątym sezonie jego postać została zepchnięta na boczne tory – należy finał, szkoda tylko, że w demonizacji tego bohatera twórcy zapędzili się ciut za daleko – a mieli chyba idealne zwieńczenie jego wątku. To właśnie w takich momentach nie chcą przekraczać pewnej granicy – bo przecież tak czy siak robią jednak serial młodzieżowo-familijny, oparty na dziedzictwie “Karate Kida” – i odpuszczają pójście na całość. A w piątym sezonie, a szczególnie w długim finałowym i co najważniejsze krwawym odcinku jest wiele momentów, w których wydaje się, że jednak ta granica zostaje przekroczona. Cóż, wciąż nie tym razem (choć może  przyszłości?), na razie w kwestii przekraczania granic musi nam wystarczyć używanie słowa na f przez różnych bohaterów, w tym przez samego Daniela Larusso.

Pamiętajmy przede wszystkim, że “Cobra Kai” to karate telenowela i takimi prawami musi się rządzić, ale dziwnym trafem, akurat w przypadku tego serialu kupujemy to z całym dobrodziejstwem inwentarza, razem z aktorstwem, od którego czasami aż zgrzytają zęby, Nie zmienia to faktu, że “Cobra Kai” (tu nie mam wyjścia, bo jakiś czas temu opisywałem fenomen serialu więc najlepiej jak przytoczę jeszcze raz te słowa) w jakiś pokrętny, czasami nawet sprzeczny z logiką sposób burzy pokoleniowy, a nawet kulturowy mur. Twórcy mówią nam wprost, że zmiany, nowe czasy, nowa moralność, społeczne przemiany i tak dalej są jedynie ułudą, powtórzeniem, repetą, starym buntem w nowych szatach, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do najprostszych konfliktów, najprostszych manipulacji i najprostszych emocji, które muszą zawsze znaleźć ujście. I dlatego to serial, który w równym stopniu fascynuje dzisiejszą młodą widownię i rówieśników Ralpha Macchio i Williama Zabki.” I choć ten piąty sezon był idealnym momentem, żeby serial zakończyć, jak tylko na Netflix wpadnie kolejna seria, żaden inny serial nie będzie się dla mnie liczyć w tym czasie. 

Cobra Kai, sezon 5

Nasza ocena: - 80%

80%

Twórcy: Jon Hurwitz. Występują: Ralph Macchio, William Zabka, Martin Kove i inni. Netflix 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

The Devil’s Hour, sezon 1- mało diabła, dużo tajemnic [recenzja]

“The Devil’s Hour” najłatwiej określić jako serial z gatunku mistery, bo mimo że znajdziemy w …

Leave a Reply