Cyberpunk. Odrodzenie – pokaz literackiej przeciętności [recenzja]

Najnowsza powieść Andrzeja Ziemiańskiego „Cyberpunk. Odrodzenie” dawała nadzieję na dobre SF, utrzymane w konwencji cyberpunkowego thrillera. Niestety, autor „Achai” zaserwował proste do bólu dzieło, które z tytułowym gatunkiem niewiele ma wspólnego. I samo w sobie niewiele więcej reprezentuje, ponad średniej klasy czytadło.

Pamiętam Ziemiańskiego z czasów takich książek, jak „Miecz Orientu” „Toy Wars”, „Zapach szkła”, czy „Ucieczka z Festung Breslau”. To może nie były tytuły wybitne, wyznaczające nowe trendy, kamienie milowe polskiej fantastyki, ale stanowiły przykład sprawnie napisanej literatury rozrywkowej, która miała i swój swoisty klimat i mnóstwo często mrocznego uroku, co przekładało się na naprawdę ciekawą lekturę. Potem Ziemiański skierował wzrok ku fantasy i zajął się pisaniem bestsellerowej, ale cieszącej się bardzo różnoraką opinią serii „Achaja”. I na tym cyklu zaczął zbijać kapitał, nie tylko wizerunkowy. Osobiście fanem „Achai” nie jestem, ale też nie nabyłem przez nią uprzedzeń do autora i jego twórczości, więc po “Cyberpunk. Odrodzenie” sięgnąłem z dużą dawką zainteresowania.

Niestety, książka okazuje się płytka, nieskomplikowana i napisana tendencyjnie, bez polotu. Nie, żeby literatura zaraz musiała posiadać drugie, czy trzecie dno. Czasem klasyczna proza rozrywkowa radzi sobie świetnie, nawet w swoim gatunku skrajnie przerysowana („Furia”, czy „Lockdown” Roberta Ziębińskiego, a gdyby szukać w obrębie literatury fantastycznej, to choćby twórczość Gołkowskiego, Kossakowskiej, czy Grzędowicza) i nie pretenduje do bycia niczym więcej, niż jest – sprawnie skreśloną lekturą dla mas czytelniczych. Jednak Ziemiański, choć kiedyś w tej kategorii radził sobie świetnie, w nowej powieści niestety mocno rozmienia się na drobne.

To nie jest powieść zła – dla jasności to podkreślę. Napasana prostym, niewyszukanym, ale poprawnym językiem, nie stroniąca od dużej ilości akcji i jej szalonego tempa, wychodząca fabularnie od naprawdę intrygującego pomysłu. Niestety finalnie okazuje się powieścią nijaką. Mało zaskakującą pod kątem fabularnym, mocno przewidywalną, a co najgorsze – praktycznie nie zawierającą w sobie gatunkowej estetyki, którą obiecuje jednoznacznym tytułem.

Autor w trakcie spotkania promującego powieść sam przyznał, iż niewiele z cyberpunku czytał. I to daje się boleśnie odczuć. Niby jest tu wizja miasta przyszłości, niby są tu zaawansowane medyczne i wojskowe implanty, potrafiące uczynić z bohaterów nadludzi, niby mamy zbrodniczą, działająca zakulisowo korporację-samozło. Niby mamy brudne, opanowane przez gangi, odcięte cywilizacyjnie Zakazane Miasto, będące swoistą wizją dzielnicy bezprawia. Jednak to wszystko potraktowane jest pobieżnie, od niechcenia. A kwintesencji cyberpunku – tego depresyjnego przeświadczenia, że rozwój cywilizacji technologicznej i nadmierna ufność w cyfrowe technologie przyniesie bardziej regres (przynajmniej społeczny i moralny) ludzkości – na próżno tutaj szukać. Dostajemy o samej scenerii, o wizji miejsca akcji tylko szczątkowe informacje, wymagane przez kontekst fabularny, bez jakiejkolwiek szerszej perspektywy. Brak tu klimatu, brak rozmachu w kreacji samego miasta, jego dzielnic, jego specyfiki. Tak naprawdę, gdyby wyciąć znikome elementy odnoszące się do cyberpunkowej estetyki, to tekst po lekkiej modyfikacji nadal byłby taką samą, dynamiczną, acz prostą opowieścią sensacyjną. Tej powieści brak tożsamości. Brak jej głębi, osobowości gatunkowej. Czegoś, co uczyniłoby przedstawioną scenerię autentyczną. Ta, którą serwuje nam Ziemiański jest jak dekoracja z drewna i dykty. Jak filmowy plan, który przy mocniejszym tąpnięciu po prostu rozpadnie się jak domek z kart, obnażając swoją fałszywość, swój brak autentyczności. Zestawiona choćby z serią „Gamedec” Marcina Przybyłka, lub choćby niedawno wydaną „Deux Ex Machina” Kornela Mikołajczyka, to „Cyberpunk . Odrodzenie” w swojej kategorii gatunkowej, nie dorasta im do pięt.

Autor skupia się na akcji i tylko na akcji, która ma za zadanie pędzić do przodu wraz z bohaterami, byle szybciej, byle dalej, byle do celu. Jednak nawet opowiadana historia nacechowana jest prostotą i tendencyjnością, więc trudno jej będzie kogokolwiek zaskoczyć. Galeria schematycznych postaci, może ciut ubarwionych przez cybernetyczne udoskonalenia (Alex), lub fizyczne przypadłości (Shey) też wiele sytuacji nie poprawia. To ledwie kilka godzin lektury, jednak nie z wypiekami na twarzy, a z tłumionym miejscami odruchem ziewania.

W tej powieści nie ma zaskoczeń. Twisty, które niby są, tak naprawdę okazują się wciśnięte nieco na siłę i nie ożywiają akcji, bo od początku ich się spodziewamy. Ta powieść jest jak typowy hollywoodzki sensacyjny średniak, z nie za dużym budżetem. Poprawnie napisany, poprawnie zagrany, jednak nieodróżniający się od setek innych w swojej konwencji.

Trochę szkoda, bowiem pamiętam prozę Ziemiańskiego, jako taką, która potrafiła zaintrygować na ciut dłużej, która potrafiła podtrzymać zainteresowanie czytelnika na czas lektury, która finalnie pozostawiała satysfakcję z lektury. W przypadku „Cyberpunku. Odrodzenia” nie ma może jęku zawodu po przewróceniu ostatniej strony, ale i brak zachwytu. Jest obojętność i to najsilniejsze uczucie, jakie towarzyszy tej książce.

Mam wrażenie, że to tylko powieściowa fasada, szkielet, który ktoś zapomniał obudować treścią. Nic nie wnosi, niczego nie próbuje reprezentować. Owszem, gdyby ktoś się uparł, znalazłby wzmianki, stwierdzenia, które – ze świadomością „konserwatywnych” poglądów autora – dałoby się na wyrost zinterpretować jako co najmniej „tendencyjne”. Jednak nie w tym rzecz. To margines tej książki i wcale nie jej problem. Problemem „Cyberpunku. Odrodzenia” jest to, że czy ją przeczytamy, czy też nie, nie zrobi nam to większej różnicy.

Dla powieści ważne jest by była albo gorąca – rozpalająca umysły czytelników, sprawiająca, że drętwiejemy wobec celności wizji, odautorskiego komentarza nt. kondycji otaczającego nas świata lub któregoś z co ważniejszych społecznych, politycznych, naukowych, obyczajowych etc. zjawisk – albo lodowato zimna – odrzucająca nas swoim kontrowersyjnym przekazem, z których co rusz chcemy polemizować się, spierać, negować zasadność przedstawionej wizji, z którą przecież oczywiście możemy się nie zgadzać.

„Cyberpunk. Odrodzenie” jest zwyczajnie letnia. I pozostawia czytelnika doskonale obojętnym, tak w trakcie lektury, jak i po jej zakończeniu.

Cyberpunk. Odrodzenie

Nasza ocena: - 45%

45%

Andrzej Ziemiański. Wydawnictwo Akurat 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Władcy strachu. Przemoc w sierocińcach i przełamywanie zmowy milczenia – cisza, która boli [recenzja]

Zmowa milczenia to ten rodzaj ciszy, który boli najbardziej. Szczególnie jeśli dotyka niewinnych dzieci. Ewa …

Leave a Reply