Death or Glory, tom1: Dałeś się dopaść – dziewczyno, w co ty się wpakowałaś! [recenzja]

To już czwarty tytuł ze scenariuszem Ricka Remendera w ofercie Non Stop Comics. I podobnie jak w “Deadly Class” czy w “Fear Agent”, akcja w “Death or Glory” nie zwalnia nawet na moment.

Pierwszy tom serii przyciąga wzrok i świetnym tytułowym logiem, i jak się wkrótce okazuje, postacią tytułowej bohaterki (Glory) opartej w nonszalanckiej pozie o niezłą furę. Co też tu dostajemy, czyżby komiksowych “Szybkich i wściekłych”? W pewnym sensie tak, ponieważ tak jak w kinowym cyklu mamy tu różnego typu pojazdy na kołach i częste nimi pogonie urządzane przez bohaterów oraz gdy nad tym głębiej pomyśleć, również niezbyt wiarygodną i w zasadzie rodzinną historię. Tyle, że nie ma tu za bardzo czasu do zastanawiania się nad jej wiarygodnością, kiedy fabuła pędzi jak szalona. Ważne że jakość komiksu zarówno na polu scenariusza i rysunków jest co najmniej zadowalająca. 

Zanim lepiej poznamy Glorię, najpierw prześledzimy przyspieszającą puls sekwencję z tajemniczym zabójcą posługującym się w swym fachu urządzeniem z ciekłym azotem. Możemy być pewni, że stanie on na drodze Glorii, ale i tak nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie przed lekturą takiego nagromadzenia przeciwności losu, które ta rezolutna kobieta napotka realizując swój plan. Glory potrzebuje jak najszybciej dużej ilości pieniędzy na operację przeszczepu wątroby dla ojca. Glory to także życiowa outsiderka, żyjąca tak, jak nauczyli ją rodzice – poza systemem, bez ubezpieczenia, bez stałej pracy. I kiedy spada na nią wiadomość o chorobie ojca, okazuje się, że ma tylko jedną drogę do szybkiego zdobycia funduszy – napad z rabunkiem. 

Koneksje rodzinne oraz towarzyskie to też jeden z ważniejszych elementów fabuły “Death or Glory (swoją drogą świetnie pasujący do tej historii tytuł). Stanowią one paliwo dla kolejnych zwrotów akcji szczególnie, kiedy napadająca i napadający znają siebie nawzajem, co uruchamia spiralę zupełnie nieprzewidywalnych wydarzeń. Mieliśmy już w tym roku podobną komiksową historię, czyli “Dorwać Ramireza” z Egmontu, w której równie ważne były samochodowe wyścigi i nieprzewidywalna fabuła – widać komiks wypełnia w pewnym stopniu to, czego brakuje w kinie, czyli ten klimat filmów klasy B z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, którego nie są w stanie zastąpić aktualne blockbustery na czele z przywołanymi wcześniej “Szybkimi i wściekłymi”.

I co najważniejsze, to komiksowe zastępstwo naprawdę działa. W szybkiej narracji Remendera bardzo istotna jest warstwa graficzna, za którą odpowiada tu Bengal dostarczający mnóstwo dynamicznych kadrów, na których Glory wraz ze swoją nieustannie zmieniającą się mimiką twarzy wydaje się być rzeczywistą, żyjącą postacią. A jeszcze samochody wchodzące w wiraże, strzały, upadki, ucieczki tworzą niezwykle ekspresyjną opowieść, która w tej energetycznej warstwie dorównuje najbardziej rozpoznawalnemu komiksowi Remendera, czyli “Deadly Class”. Pamiętajmy również, że to dopiero pierwszy tom i początek perypetii Glory, która im dalej w las, tym bardziej komplikuje sobie życie. Dla niej to sytuacja nie do pozazdroszczenia. Dla nas, czytelników, im bardziej ta historia będzie się komplikować i wchodzić w zadziwiające, fabularne wiraże, tym lepiej. Jest na co czekać.

Death or Glory, tom 1: Dałeś się dopaść

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Rick Remender. Rysunki: Bengal. Non Stop Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Pokolenia – nostalgiczna odskocznia [recenzja]

Wydarzenia z “Tajnego Imperium” położyły się cieniem na całym marvelowskim uniwersum. W “Pokoleniach”, swoistym suplemencie …

Leave a Reply