Doktor Strange, tom 3 – pod ciężarem magii [recenzja]

Okładka trzeciego tomu “Doktora Strange’a” zapowiada bardzo wiele zmian, które mają prawo znacząco wpłynąć na poziom i fabułę popularnej serii Marvel Comics. Sprawdzamy, co też z nich wynikło.

Zaskoczeniem z pewnością jest okładkowy bohater, w którym możemy rozpoznać boga Lokiego na tle kłębiących się fałdów materiału słynnej, czarodziejskiej peleryny Stephena Strange’a. Grafika tym samym zapowiada małe trzęsienie ziemi w życiu marvelowskiego maga, choć aby poznać szczegóły tej zmiany musimy przeczytać ponad połowę trzeciego tomu. Inna zmiana to dużo więcej nazwisk widocznych na okładce i to samych nowych. Tak jest, w tym albumie zabrakło już na pokładzie zarówno Jasona Aarona jak i Chrisa Bachalo. W zamian mamy trzech scenarzystów oraz czterech rysowników podstawowych i drugie tyle gościnnych. Czy przypadkiem taka ilość twórców nie przeszkadzała w stworzeniu spójnej historii?

Otóż nie, choćby dlatego, że nowy tom “Doktora Strange’a nie jest tym razem jedną dłuższą opowieścią, jego zawartość można podzielić na trzy oddzielne bloki. W pierwszym mamy możliwość sprawdzenia co się działo z tym oraz z innymi bohaterami podczas eventu “Tajne Imperium”, kiedy to Nowy Jork został odcięty od świata. Drugi blok to dwa pojedyncze zeszyty, efektowny sposób mówiący nam trochę więcej na temat skomplikowanej natury Strange’a. I wreszcie trzeci, do którego nawiązuje okładka, czyli starcie głównego bohatera z Lokim, które zapewnia czytelnikowi nie tylko sporo emocji, ale i dobrej zabawy.

Z tego zestawu, mimo udanej warstwy graficznej w wykonaniu Miko Henrichona, najsłabiej sprawdza się pierwsza odsłona opisująca zmagania Strange’a z baronem Mordo. To typowy fabularny zapychacz mało wnoszący do eventu “Tajne Imperium”, a jego jedyna niespodzianka polega na zorganizowaniu grupy, w której ramię w ramię muszą stanąć nie tylko Daredevil i Spider-Woman, ale też Kingpin i dziennikarz Ben Urich. Ciekawiej wypadają dwa następujące po tej historii zeszyty, szczególnie pierwszy, zaglądający na stylizowanych na oldskulowe rysunki w przeszłość maga, która niespodziewanie i z pełną mocą dopada go w teraźniejszości. To pojedynek z rodzaju przynoszących gorzkie refleksje, które udanie dopełniają postać Strange;a.

Najciekawiej wypada ostatnie, najdłuższa historia, w której wreszcie pojawia się okładkowy Loki, tym razem w roli Mistrza Magii chroniącego nasz świat i zastępującego na tym miejscu Strange’a. Temu wyjątkowo ciężko się z tą zmiana pogodzić, tym bardziej że musiał również porzucić swoje miejsce zamieszkania, a jego asystentka, sympatyczna Zelma wydaje się być pod urokiem Lokiego. W jaki sposób do tego doszło? Otóż Strange stracił swoją pozycję podczas cyklicznego turnieju magicznego (który dotychczas dwa razy wygrywał ) i decyzją trybunału Vishanti musiał ustąpić miejsca Lokiemu. Przygnębiony bohater podejmuje pracę weterynarza, wygląda też trochę inaczej niż zwykle i kombinuje, jak powrócić do roli mistrza magii, ponieważ nie może uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się bez machlojek Lokiego. 

Tę pięciozeszytową historię czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem i przyjemności ądzięki rysunkom Gabriela Hernandeza Walty, któremu razem ze scenarzystą udało się wzbogacić postać Lokiego i nadać jego działaniom więcej głębi. Ewolucję podczas tego starcia przechodzi również Strange, która mocno wpływa na coraz ważniejszą dla niego (i dla samej serii) Zelmę, będącą dla bohatera rodzajem moralnego kompasu. Niespodzianką jest w fabule udział Sentry’ego, jednego z najpotężniejszych, acz nieczęsto widywanych przez polskich czytelników superbohatera Marvela, co tylko świadczy o większej wadze tej historii. Sam jej finał ponownie pokazuje Strange’a nie w roli maga o arystokratycznej aparycji, a błądzącego człowieka, dla którego z biegiem czasu magia staje się coraz większym ciężarem, zakłócającym ogląd rzeczywistości i własne sądy. A czytelnik, po słabszej, pierwszej historii, kończy lekturę usatysfakcjonowany i uspokojony faktem, że Aaron i Bachalo zostali całkiem godnie zastąpieni. 

Doktor Strange, tom 3

Nasza ocena: - 65%

65%

Scenariusz: Dony Cates, John Barber, Denis Hopeless. Rysunki: Niko Henrichon, Gabriel Hernandez Walta i inni. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Dziki Zachód. Calamity Jane, tom 1 – Go West, young woman! [recenzja]

Trzeci komiks w ofercie wydawnictwa Lost in Time zaskakuje wyborem innego gatunku, niż będący wizytówką …

Leave a Reply