Jessica Jones: Fioletowa córka – wieczny fioletowy problem [recenzja]

W piątym tomie nowych przygód Jessici Jones dostajemy rozwinięcie zaskakującego cliffhangera z “Martwego punktu”. Tytułowy problem stawia bohaterkę w położeniu, w jakim jeszcze nie była.

Wydawałoby się, że po wszystkich konfrontacjach z Killgrave’m nic już nie będzie w stanie zaskoczyć nowojorskiej detektyw. Jessica Jones poukładała sobie życie z Lukiem Cage’m, razem wychowują córkę, po drodze oczywiście wpadają nie raz w tarapaty, ale mimo wszystko da się jakoś żyć. Jednak fakt nabrania fioletowego odcienia skóry przez małą Danielle zmienia życie zakochanej pary w koszmar. 

Właśnie na psychologicznych problemach związanych z przemianą córki scenarzystka Kelly Thompson skupia się w pierwszej połowie komiksu. Oczywiście Jessica prowadzi w tej sprawie śledztwo, ale to, w jaki sposób wpływa na nią nowa ingerencja mocy Purple Mana – który przecież nie tak dawno zginął ciśnięty prosto w Słońce przez Kapitan Marvel – całkowicie rozstraja bohaterkę psychicznie. Jessica ponownie musi zmagać się z wizją dominacji złoczyńcy, z brakiem pewności co jest realne, a co nie, co prowadzi do niewygodnego pytania, czy ma wciąż jeszcze wpływ na własne  życie. Psychiczną katorgę przechodzi również Luke Cage, który zaczyna w końcu rozumieć, z czym tak naprawdę musi zmagać się jego żona, niepewny co do faktu, czy mała Danielle jest rzeczywiście jego córką.

Ta bolesna warstwa psychologiczna jest przeplatana z brutalnie prowadzonym śledztwem, podczas którego Jessica zupełnie się nie patyczkuje (choćby z córką Purple Mana), aby osiągnąć wymierne rezultaty. Gościnnie mamy w “Fioletowej córce” znaczący występ Emmy Frost, która pomaga Jessice w poszukiwaniu odpowiedzi, kto stoi za całym zamieszaniem. Cieszą na pewno żywe dialogi, w których Thompson w ogóle nie ustępuje Bendisowi, dodając do komiksowych konwersacji nutę nie tyle kobiecej wrażliwości, co kobiecego pazura. Ponownie też więcej czasu zajmuje nam przyzwyczajenie się do digitalowych rysunków De Iulisa, które jak by nie patrzeć nie tworzą tego wyjątkowego, indywidualnego klimatu, jakie dawały plansze Gaidosa.

W końcu jednak musi dojść do konkluzji i rozwiązania sprawy przez Jessicę i tu sprawy się trochę komplikują, ponieważ nie dostajemy nic zaskakującego, choć Thompson bardzo się stara byśmy odnieśli takie wrażenie. Purple Man wiecznie będzie już nemezis Jessici Jones, choć akurat w “Fioletowej córce” jest nim w pośredni sposób. Wygląda na to, że twórcom bardziej w tym przypadku zależało na pokazaniu psychologicznych reperkusji nowego, fioletowego problemu, niż na spektakularnych rozwiązaniach fabularnych, po których zbieralibyśmy szczękę z podłogi. Szczęki nie zbieramy, możemy nawet pozwolić sobie na lekkie meh, kiedy wszystko zostaje wyjaśnione, a na pocieszenie dostajemy w piątym zeszycie całkiem zgrabny, psychodeliczny przerywnik pokazujący Jessicę w roli tradycyjnej pani domu. Koniec końców satysfakcja z lektury jest, choć wchodząc w tę historię można było oczekiwać większych rewelacji. Ale to już nasz życzeniowy błąd, bo przecież seria o Jessice Jones zawsze była programowo przyziemna i w rękach Kelly Thompson wciąż taka pozostaje. 

Jessica Jones, tom 5: Fioletowa córka

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Kelly Thompson. Rysunki: Mattia De Iulis. Mucha Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Dziki Zachód. Calamity Jane, tom 1 – Go West, young woman! [recenzja]

Trzeci komiks w ofercie wydawnictwa Lost in Time zaskakuje wyborem innego gatunku, niż będący wizytówką …

Leave a Reply