Gorący temat

Empireum – gdzie dwóch się godzi… [recenzja]

“Empireum” to kolejny wielki event w Marvelu, w którym główną rolę grają Skrulle i Kree. Jednak tym razem, obie kosmiczne rasy znajdą się w nowej dla nich sytuacji.

Czy w komiksowym Marvelu da się jeszcze wymyślić coś nowego i oryginalnego? Wiadomo, nie jest łatwo, ale twórcy wciąż próbują. Tym razem padło na Ala Ewinga i Danny’ego Slotta, dwóch aktualnie topowych scenarzystów, którzy postanowili wrócić do wałkowanego już wiele razy motywu wojny między Kree i Skrullami. Co wymyślili? Postanowili zakończyć ów konflikt, czego efekt dostajemy właśnie w “Empireum”. Prosty pomysł o ciekawych konsekwencjach dla całego Uniwersum Marvela. Ale żeby uzasadnić tę fabularną woltę, obaj panowie musieli najpierw sporo się natrudzić.

W opasłym tomie jego główny trzon, czyli sześcioczęściowe “Empireum” to mniej więcej połowa albumu. Najpierw dostajemy kilka zeszytów prowadzących do tego wydarzenia, w tym długi, osiemdziesięciostronicowy “Incoming!”, który gatunkowo okazuje się bardzo intrygującym kryminałem z ciekawą, naukową zagadką, nad którą głowią się różnorodni ziemscy superbohaterowie. Przy okazji dostajemy przegląd tego, co się dzieje w Uniwersum, bo pojawiają się bohaterowie z różnych serii, także tych wydawanych w Polsce (do końca nie wiem, czy to kompilacja fragmentów właśnie z tych różnych serii, czy osobny twór).  Ów marvelowski kryminał dobrze rokuje, tak samo jak zeszyt “Road to Empyre: The Kree/Skrull War” w którym dostaniemy w ekspresowym skrócie historię konfliktu dwóch kosmicznych ras, z wieloma szczegółami, tak, aby czytelnik nie zagubił się w późniejszym, głównym daniu komiksu. 

Poznajemy przy tym trzecią, a w zasadzie czwartą stronę nadchodzącego konfliktu (bo przecież jedną z nich są Ziemianie), ale może o tym sza. W każdym razie do tego momentu jest to fajnie poukładana historia i jednocześnie odpowiednio skomplikowana, aby i czytelnik, i wszyscy bohaterowie odpowiednio poczuli jej ciężar. Bo będzie się działo i wcale nie tylko dlatego, że w oku nadchodzącego cyklonu będzie stała para marvelowskich gejów, czyli Vicaan i Hulkling. Nadchodzi bowiem wielka bitwa i wielkie kosmiczno-ekonomiczne przemiany, które mogą wywrócić cały porządek kosmicznego uniwersum. Widzimy je jeszcze z perspektywy Avengers i Fantastycznej Czwórki – bo to kolejne zeszyty prowadzące do głównego eventu, a potem zaczyna się już rzeźnia. Można powiedzieć, że dosłownie i w przenośni. 

Nie tak dawno temu przeczytałem inny event, ze Skrullami w roli głównej, czyli “Tajną Inwazję”. Nie była to radosna lektura, raczej zmuszanie się do przechodzenia przez kolejne etapy opowieści od jednej nawalanki do drugiej, chociaż z ciekawym podtekstem. I tu wygląda to podobnie, (tam był Brian Michael Bendis, a tu Dan Slott i Al Ewing w roli scenarzystów), cała fabuła jest wymyślona naprawdę ciekawie i logicznie, choć dużo atrakcyjniejsza i wciągająca w tym co było przed, a także po, bo mamy jeszcze dwa zeszyty z podtytułem “Aftermath”, oba lepsze od głównego eventu. I już po lekturze człowiek się zastanawia – jak to jest, czemu nie pykło, dlaczego ta główna historia to jest jakiś przesiew, jakiś superbohaterski bełkot pełen męczących komunałów? Jakby twórcy nagle stracili scenopisarski instynkt i w momencie gdy zaczyna się główny event trzeba lecieć do przodu, byleby mieć to za sobą. Samo “Empireum” jest napisane słabo, na odwal się, napompowane ponad miarę. Jakby twórców sparaliżowało i wykasowało z nich inwencję. Przed oczami jawi nam się jeden wielki kolorowy galimatias, ilość postaci przytłacza, intrygi męczą. Niech to się już skończy, myślimy i jak tylko się kończy, jest lepiej. Nie w sensie, że już odkładamy album, tylko doczytujemy wspomniane zeszyty “Aftermath” z Avengers i Fantastyczną Czwórką,  z ciekawymi rozwiązaniami i niepokojącym cliffhangerem.

Po takiej dawce superbohaterszczyzny naprawdę ma się ochotę odpocząć od tych klimatów. Szkoda, bo przecież ten tom ma wiele dobrych momentów, także rysunkowo (ale oczywiście nie w samym “Empireum”). Końcowy efekt jest taki, że event ów łączy w sobie blaski i cienie tworzonej  superbohaterskiej historii, która choć ciekawi i intryguje, to również męczy. To trochę rodzaj status quo w superbohaterskich opowieściach, trzeba je ciągnąć, wymyślać dalej kolejne fabuły, a fani nawet jeśli złorzeczą, to i tak będą czytać dalej i od czasu do czasu się ekscytować. Tak widać musi być, superbohaterska karawana jedzie dalej. 

Empireum

Nasza ocena: - 50%

50%

Scenariusz: Dan Slott i Al Ewing. Rysunki: Valerio Schiti i inni. Tlumaczenie: Marek Starosta. Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Excalibur. Kroniki – historia legendarnego miecza opowiedziana na nowo [recenzja]

Już sam tytuł albumu – „Excalibur. Kroniki” – wskazuje całkowicie czytelny trop dla odbiorcy, w …

Leave a Reply