Gorący temat

Geiger, tom 1 – jak zbudować uniwersum od podstaw [recenzja]

“Geiger” to kolejne zaskoczenie w ofercie Nagle Comics. Coś, co mogłoby się wydawać jednorazową, postapokaliptyczną historią, jest w rzeczywistości czymś dużo więcej. 

Geoff Johns i Gary Frank to dwa nazwiska znane i uznane, ale głównie z superbohaterskiego podwórka. W Polsce mamy już pokaźną liczbę komiksów z Uniwersum DC ze scenariuszami tego pierwszego, a do niektórych z nich przykłada rękę (choćby do niekoniecznie lubianego przez fanów “Zegara Zagłady”) Gary Frank. Do drugiego z twórców mam zresztą duży  sentyment za sprawą “Midnight Nation” ze scenariuszem Michaela J. Straczynskiego wydanego lata temu przez Mandragorę – już wtedy cieszyła oczy przejrzysta kreska Franka, który raczej nie ma duszy eksperymentatora, tylko właśnie w przejrzysty sposób rysuje zazwyczaj emocjonujące i nierzadko poruszające czytelnika historie. Tak jak jest to w przypadku “Geigera”. 

Geoff Johns to również sprawny rzemieślnik, w ostatnich latach znany również jako architekt Uniwersum DC, który najwyraźniej ma większe ambicje i twórcze marzenia. Stąd też pomysł na “Geigera”, postapokaliptyczną historie z suberbohaterskim sznytem, która jak wspomniałem wyżej, jest jednak czymś więcej. Ale może po kolei.

Mamy rok 2050 – postapokaliptyczne czasy po kataklizmie sprzed dwudziestu lat. Na powierzchni Ziemi trzeba chodzić w skafandrze, a całe USA to bardzo niebezpieczny świat zamieszkały przez zwyrodnialców i zmutowaną faunę oraz z nielicznymi enklawami, jak odmienione Las Vegas, w których zamieszkujące je społeczności wyglądają dokładnie tak,  jak dobrze to znamy z różnych dzieł postapokaliptycznego gatunku.  Historia rozpoczyna się od pogawędki dwóch nieznanych nam bohaterów rozprawiających o tajemniczej postaci nawiedzającej napromieniowane bezdroża, czyli o świecącym, którego świat znał kiedyś jako tytułowego Geigera. On też ma swoją enklawę, o charakterze której dowiadujemy się z dramatycznej retrospekcji i chroni ją przed zakusami czających się na zewnątrz przeciwników. To bardzo ważny motyw w tej opowieści, który w znaczący sposób zaważy na losach Geigera. Jednak to co najważniejsze wydarzy się między głównym bohaterem a dwójką młodych uciekinierów z jednej z szalonych enklaw, w której rządzi pewien szalony król. Emocjonalna, fabularna jazda doprowadzi do wybuchowego finału, który jak się okazuje wcale nie będzie finałem, tylko początkiem czegoś więcej.

Geoffowi Johnsowi zamarzyło się bowiem własne uniwersum. Wymyślił na nie całkiem interesujący patent, z garstką nadzwyczajnych bohaterów z różnych okresów historii, którzy są połączeni w jakiś jeszcze nie do końca sprecyzowany sposób. Jednego z nich – i nie chodzi tym razem o Geigera poznaliśmy w głównym komiksie. Okazuje się bowiem, że kiedy docieramy do końca opowieści, pozostaje nam jeszcze tomu około sto stron lektury. Wypełniają ją w mniejszej części dodatki, a w większej krótkie, fabularne migawki z uniwersum Johnsa, rysowane przez różnych rysowników (już nie tylko Gary Frank, ale na przykład weteran Kelley Jones). Niektóre mają prześmiewczy, groteskowy charakter, inne wręcz przeciwnie, a najciekawiej wypada chyba pierwsza z nich, prezentuje nam jeden z filarów tworzonego uniwersum, czyli nie imającego się śmierci Ceerwonega Płaszcza, którego historia zaczęła się jeszcze w XVIII  wieku. Jak widać po czasowym przedziale, świat wymyślony przez Johnsa zapowiada się na ambitny projekt.

O tym, że można zbudować solidne i nieustannie rozszerzane się uniwersum przekonał czytelników choćby Mike Mignola za sprawą Hellboya, a ostatnio także Jeff Lemire, twórca “Czarnego Młota”. Johnsa musiało już uwierać jego wieloletnie doświadczenie w jednym superboahterskim uniwersum i postanowił spróbować czegoś nowego. Czuć w tym zaczątku radość z tworzenia poza ramami DC, choć czuć jednocześnie, że wcale nie jest łatwo wyjść z pewnych zastanych, popkulturowych schematów. Lemire w swoim uniwersum postawił na ich superbohaterski recykling. Wydaje się, że Johnsowi chodzi o coś więcej, ale do tego potrzeba też więcej talentu. Czy jego wystarczającą ilość posada Geoff Johns? Na razie ten jego świat przypomina trochę Millarworld Marka Millara, komiksowy świat, który w jego początkach też wydawał się świeży i fajny. Oceńcie to sami, na razie “Geiger” dostarczył naprawdę porządnej rozrywki i rozbudził ciekawość na dalszy rozwój uniwersum. A to już całkiem spory kredyt zaufania. 

Geiger, tom 1

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Geoff Johns. Rysunki: Gary Frank i inni. Tłumaczenie: Olga Mysłowska. Nagle Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Lucyfer, t.4: diabeł w głębi serca – współczucie dla diabła [recenzja]

Czwarty i ostatni  tom „Lucyfera” w ramach “Sandman Uniwersum” potwierdza wysoką jakość serii o Gwieździe …

Leave a Reply