Gorący temat

Glatz. Kraj Pana Boga – retro kryminał z górnej półki [recenzja]

Tomasz Duszyński w drugiej części serii retro kryminałów – „Glatz. Kraj Pana Boga” – udowadnia, że jeśli nie jest najlepszym autorem w tym gatunku, to z pewnością należy do ścisłej jego czołówki.

Nowy tom sięga może po mniej wątków politycznych, niż miało to miejsce w części pierwszej, jednak to nie przeszkadza autorowi ponownie zaserwować czytelnikom pełnokrwisty kryminał, sprawnie zaimplementowany w społeczno – historyczne realia dawnego Kłodzka.

Kolejna sprawa w Glatz, to pewne przetasowanie bohaterów względem pierwszego tomu. Główna postać – Wilhelm Klein – schodzi na dalszy plan i pojawia się nieco później, a pierwsze skrzypce przejmuje awansowany na szefa Wydziału Kryminalnego wachmistrz Franz Koschella. Bohater, który w pierwszym tomie krył się nieco w cieniu anemicznego, diablo inteligentnego oficera, teraz otrzymał pełnowymiarową rolę pierwszoplanową i ochoczo wykorzystuje swoją szansę. Sama kryminalna zagadka nie należy do najłatwiejszych. Nie dość, że jest swoistą kontynuacją sprawy sprzed lat, ponownym otwarciem śledztwa w związku z porwaniem córki zamożnego handlarza cygarami, to jeszcze ogniskuje na sobie zainteresowanie ważnych osobistości z kręgów policji kryminalnej, którzy za pierwszym razem odpowiadali za prowadzenie tej sprawy. Przypadkowe odnalezienie ciała zaginionej kilka lat wcześniej dziewczyny nie tylko rozdrapuje przyschnięte już rany bliskich jej osób, ale też zaogni wzajemne relacje w środowisku policjantów. Komu zależy naprawdę na odkryciu tajemnic zdarzenia sprzed lat? W komu – także po stronie śledczych – na rękę jest, by prawda jednak nie wyszła na jaw? Jakie szanse ma prostolinijny Koschella w zderzeniu nie tylko z przestępczym półświatkiem Kłodzka, ale też z biurokracją oraz jawną niechęcią przełożonych? I czy znów niezbędna okaże się pomoc i wsparcie Kleina?

Jak to w kryminale, trup ściele się gęsto, jednak przyznać trzeba, że równie wiele wysiłku w skonstruowanie kryminalnej intrygi, Duszyński włożył w zaprezentowanie tła społeczno – historycznego. Miasto w jego powieści żyje, jest na wskroś autentyczne, odmalowane w najmniejszych szczegółach, ze wszystkimi jego cieniami i blaskami. Wątki obyczajowe w „Kraju Pana Boga” stanowią równorzędną – co kryminalna opowieść – rolę. To nie tylko skromny, doklejony na siłę dodatek, teatralna dekoracja.

Mimo tego, nie zapominajmy, że „Glatz. Kraj Pana Boga” to kryminał i to właśnie śledztwo oraz wykrycie sprawców zbrodni ma kluczowe dla fabuły znaczenie. A sama zagadka – trzeba przyznać – robi wrażenie. Jest należycie skomplikowana, autor nie za wcześnie zdradza jej rozwiązanie, niechętnie odkrywając karty przed czytelnikiem. I choć po lekturze dwóch trzecich powieści mamy wrażenie, że o to objawiono przed nami całą prawdę, to tak naprawdę wiedza, którą otrzymujemy jest ledwie ułamkiem całości, jednym z elementów obrazu. Może i znaczącym, ale tylko jednym z przynajmniej kilku.

Językowa sprawność i precyzja prezentacji świata przedstawionego stoi u Duszyńskiego naprawdę na wysokim poziomie, a mroczne, brudne uliczki Kłodzka przyciągają jakimś dziwnym, niepokojącym magnetyzmem, który nie pozwala nam się od lektury oderwać. Wciąż żywe echa minionej wielkiej wojny kładą się cieniem na losy nie tylko okaleczonego Kleina (który, notabene przechodzi intrygująca ewolucję), ale też i postronnych bohaterów, zwykłych mieszkańców miasta. Ich życiorysy, warunkowane zazwyczaj przez pochodzenie, determinuje nie tylko ich szanse na przetrwanie, ale też sam charakter prowadzonego trybu życia. Nie są to jednostki samo stanowiące o sobie, a raczej ofiary zaistniałych w ich otoczeniu okoliczności. I tak naprawdę nie ma znaczenia, czy dotyczy to osoby z nizin społecznych, czy z arystokratycznych kręgów. Los zdaje się na równi przesądzony i trudny do zmiany w obydwu przypadkach. Zresztą, obrazowanie wielu różnych grup społecznych ówczesnego Kłodzka to jeden z ważnych elementów całej powieści. Duszyński nie ogranicza się do jednej określonej społeczności, ale ukazuje wszystkie składowe kłodzkiej tkanki miejskiej, akcentując, że jest to zintegrowany wewnętrznie, złożony organizm. Miasto gra tu niepoślednią rolę, ze swoimi handlarzami, robotnikami, zamożniejszym mieszczaństwem, arystokracją, ale i prostytutkami, żebrakami, czy pospolitymi przestępcami. Bohaterowie, jakimi autor zasiedlił karty powieści nie są idealni. Targani sprzecznościami, dalecy od ideału, ze swoimi wadami i niedoskonałościami dodają całej historii autentyzmu i mocy wyrazu, przez co sama kryminalna opowieść zdaje się bardziej realna. A ona sama jest przypowieścią o czysto ludzkich żądzach, których ofiarami stają się jednostki zupełnie przypadkowe, często niewinne, nie mogące się obronić, czy też przeciwstawić złu, w obliczu którego stają.

„Glatz. Kraj Pana Boga” to przykład tego, jak powinien wyglądać dobry kryminał retro. Tło społeczne, historyczne, całość użytej scenografii jest równie znacząca dla finalnego efektu, jak kryminalna zagadka. Duszyński świetnie rozumie tę zależność, a w dodatku jest po prostu bardzo dobrym pisarzem. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak oczekiwać na kolejną odsłonę cyklu. Czego i sobie i państwu życzę.

Glatz. Kraj Pana Boga

Nasza ocena: - 85%

85%

Tomasz Duszyński. Wydawnictwo SQN 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Drelich. Prosto w splot – pełnokrwista sensacja w polskich realiach [recenzja]

„Drelich. Prosto w splot” Jakuba Ćwieka można śmiało zaliczyć do tej samej kategorii, co „Furię” …

Leave a Reply