Gorący temat

Grób Batmana – prawie jak Punisher [recenzja]

Komiksy z Batmanem wychodzą u nas w zasadzie miesiąc w miesiąc i przyzwyczailiśmy się, że w zasadzie niewiele z nich jest w stanie zaskoczyć czytelnika. I dlatego  “Grób Batmana” na tle innych opowieści z Człowiekiem-Nietoperzem wyróżnia się choćby tym, że kładzie akcent na całkiem inne aspekty postaci superbohatera z Gotham niż w większości komiksów  głównie powtarzających oklepane motywy.

W komiksach takich jak “Batman. Imposter”, “Batman. Trzech Jokerów, “Batman. Przeklęty” (żeby wymienić te z ostatnich lat) twórcy dostają szansę, żeby w temacie Człowieka-Nietoperza opowiedzieć coś nowego. Historie osadzone poza głównym runem i jego odnogami dają szczególne pole do popisu, ale autorzy są jakby przytłoczeni ciężarem postaci Batmana i innych bohaterów z jego kręgu, przez co rzadko udaje im się wyjść poza oczywistą warstwę tych opowieści. To dlatego mamy wrażenie mielenia tych samych tematów, z podobną stawką i portretem Mrocznego Rycerza, który ma być właśnie odpowiednio mroczny. Dlatego też z taką ekscytacją wsiąkamy w klasyczną historię z “Batman. Knightfall” – bo przecież dzisiaj widok tak udręczonego Batmana to w zasadzie rzadkość. O przepraszam – nieco podobną ścieżką idzie właśnie Warren Ellis w “Grobie Batmana”. 

Tytuł sugeruje mroczną historię, może nawet z pogranicza horroru, ale  nic bardziej mylnego. To w zasadzie klasyczna historia z Batmanem, z nowym przeciwnikiem dysponującym wystarczającymi środkami, by wyzwać superbohatera na równorzędny pojedynek. Okładkowy opis też nie do końca trafia w punkt, bo wyobrażamy sobie scenę, kiedy Alfred (notabene relacja Bruce’a i Alfreda w tym komiksie to jeden z najmocniejszych punktów scenariusza), od lat szykujący się na tę ewentualność, być może będzie musiał pochować w grobie swojego panicza, a ten i tak jakimś cudem wstanie z martwych. Cóż, nie tędy droga. Warren Ellis zrobił bowiem coś nieoczekiwanego i klasyczną fabularnie opowieść z Batmanem napisał na swoich warunkach. Tak, abyśmy zwrócili uwagę na takie jej aspekty, które zazwyczaj pomijamy albo są zepchnięte na drugi plan. 

Sprawa, którą zajmuje się Batman jest odpowiednio skomplikowana – taka w której ostatecznie na celowniku znajdzie się policja w Gotham, momentami bezradna wobec rozpętanego przez tajemnicza organizację Scorn szaleństwa. Zanim dojdziemy do tej eskalacji, Ellis układa skrupulatnie fabularną układankę, która z początku rzeczywiście wygląda trochę na horror, szczególnie w momencie kiedy Batman musi stanąć do walki z pierwszym , przypominającym w swoim szaleństwie Jokera przeciwnikiem. Długa sekwencja brutalnej, celebrowanej wręcz walki zaskakuje, bo jednak te sceny zazwyczaj są przedstawiane inaczej. Rzecz w tym, że to dopiero pierwsza z takich długich sekwencji, w których oglądamy Batmana niemiłosiernie okładającego przeciwników. 

Ta brutalność, o której w ostatnich latach dużo się mówiło w związku z Batmanem (również w przypadku ostatniego filmu z Robertem Pattinsonem) szokuje, ale też rozbudza czytelniczą wyobraźnię. Szokuje również komisarz Gordon, który najchętniej posłałby jednemu bądź drugiemu złoczyńcy kulkę w łeb, na co zawsze Batman reaguje swoją mantrą – ma być bez zabijania. Ale stłuc przeciwnika do nieprzytomności – cóż, to już można. W rezultacie ta historia o Batmanie wygląda niczym rozwałka uskuteczniana przez Punishera, ale właśne z tą różnicą – bez zabijania. Oraz z konsekwencjami, nie tylko fizycznymi, które ciążą niemiłosiernie Bruce’owi Wayne’owi co możemy zobaczyć w poruszającej, kulminacyjnej scenie (wcale nie chodzi o finałową), w której bohater musi swoje odcierpieć w chwili, która raczej powinna przynieść mu wytchnienie.

Warren Ellis to scenarzysta dobrze znany polskiemu czytelnikowi, który w swoich opowieściach nie ma dla swoich bohaterów taryfy ulgowej i często idzie na całość. Jednak nie ma co porównywać go z Garthem Ennisem, dla obu scenarzystów ważniejsze są odmienne aspekty tworzonej historii. “Grób Batmana” być może jest jedną z niewielu naprawdę dorosłych opowieści o Batmanie, bez dobrze znanych złoczyńców, ale w zamian z dozą furii i zarazem poczucia bezradności (bo inaczej nie można, jakby ta powtarzalność przemocy pogrzebała go za życia), które wylewają się z brutalnych kadrów. Co ciekawe, w warstwie graficznej to można powiedzieć klasyczna historia o Batmanie, z jego utrwalonym wizerunkiem, za który tym razem odpowiada Bryan Hitch i Kevin Nowlan. O tym jak bardzo się postarali w tej opowieści niech zaświadczą dodatki, a szczególnie klimatyczna plansza w dwóch wersjach, najpierw z samym ołówkiem Hitcha, a potem z tuszowaniem Nowlana. To scena z początkowej początkowej partii komiksu, świetnie nastrajająca na opowieść, która w efekcie okazała się całkiem inna od tego, czego się po niej spodziewaliśmy. Więcej takich historii poproszę!

Grób Batmana

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Warren Ellis. Rysunki: Bryan Hitch. Tłumaczenie: Jacek Żuławnik. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Powrót pszczołojada – piękno historii ukryte w jej prostocie [recenzja]

„Powrót pszczołojada” to debiut komiksowy niezwykle utalentowanej holenderskiej twórczyni Aimee de Jongh, którą polski czytelnik …

Leave a Reply