Gorący temat

Pamiętnik diabła – geneza potwora w wersji po liftingu [recenzja]

Historie o seryjnych mordercach niezmiennie fascynują, kuszą, pociągają zarówno twórców, jak i odbiorców popkultury. Choć to zaskakujące, to takie produkcje, jak bijący ostatnio rekordy popularności, oparty na faktach „Dahmer – Potwór: historia Jeffreya Dahmera”, czy całkowicie fikcyjny „Dexter” wciąż przyjmowane są przez fanów z otwartymi ramionami, a kolejne produkcje kreujące bohaterów skrajnie negatywnych wciąż pojawiają się na rynku. Bo rynek tego oczekuje, bo szuka tego odbiorca.

W ten właśnie nurt wpisuje się Kuba Sobański – postać wykreowana przez Adriana Bednarka w jego debiutanckiej powieści „Pamiętnik diabła”. Bohater, jaki doczekał się całej serii książek, a teraz wraca w wielkim stylu, z solidnie poprawionym literackim debiutem i zapowiedziami nowych części.

Sobański to typowy antybohater, którego naprawdę nie mamy za co lubić. Nie jest taki, jak wspomniany Dahmer, nie izoluje się, nie ma problemów z adaptacją społeczną. Nie jest jak serialowy (wcześniej powieściowy) Dexter, który miał przecież swoje dobre – oprócz skrajnie mrocznej – strony. On jest z jednej strony spełnieniem marzenia o wygodnym, beztroskim życiu, duszą towarzystwa, nie narzekającym na brak gotówki, z własnym eleganckim apartamentem, dobrej klasy samochodem i zamiłowaniem do żywiołowej rozrywki, przez co zdaje się królować pośród „bananowej młodzieży” krakowskiego światka studenckiego. Jednak mało kto – poza nami, czytelnikami – zna mroczne oblicze Kuby Sobańskiego. Jego mroczne pragnienia, demony, trawiące go i pchające do coraz drastyczniejszych zbrodni.

Pierwszy tom serii, o znaczącym tytule „Pamiętnik diabła” to tak naprawdę wstęp do niezwykłej, ponurej kreacji Bednarka, jaka zapewniła mu popularność i znaczącą pozycję w literackim światku. Miałem okazję czytać pierwsze wydanie powieści i muszę przyznać, że choć była to literatura obiecująca, miała pewne braki stylistyczne. Ale – co ważne – widać spory progres na przestrzeni lat w warsztatowej sprawności Bednarka, co zaowocowało o wiele lepszą jakością prozy w nowym wydaniu debiutanckiej książki. Pomijając o wiele lepszą okładkę (pierwsza była naprawdę koszmarkiem, nijak nie związanym z treścią), to powieść bardziej dopracowana, wygładzona, brzmiąca równie dosadnie, ale zarazem unikająca błędów poprzedniej wersji. Ciekawe zogniskowanie na postaci skrajnie negatywnej, z jednej strony uniemożliwia nam sympatyzowanie z bohaterem, z drugiej uwalnia interesujący socjologiczny mechanizm społecznej fascynacji złem. My – odbiorcy popkultury – z wygodnego fotela, w trakcie lektury, bądź seansu, mamy szansę zajrzeć za kotarę społecznych norm, przekroczyć granicę tabu. Poznać nie tylko czyny, ale i odczucia, które odrzucamy przez wrodzoną moralność, przez świadome rozróżnianie dobra i zła, ale zarazem – czy się nam to podoba, czy nie – przez narzucone normy społeczne. Bohater Bednarka te ograniczenia świadomie odrzuca. Owszem, wiedziony mrocznymi traumami z dzieciństwa, które wyzwalając w nim żądzę zemsty, odreagowania, przeniesienia kary na kolejne jednostki, kiedy winowajca jego cierpienia nie jest już w zasięgu, możliwy do ukarania. Ale jednak w pełni świadomy swojej odmienności, której nie traktuje, jako skazy, ale odwrotnie – wyróżnika. Cechy czyniącej go kimś wyjątkowym.

Uwidacznia się w trakcie powieści swoista ewolucja bohatera, bo choć z początku wybija na pierwszy plan jego zawyżone poczucie własnej wartości, jego wyjątkowości, to z czasem – kiedy poznajemy genezę jego wypaczenia – on sam zdaje się rozumieć, że żądze, jakie nimi sterują nie są wartością dodaną, czynnikiem nobilitującym, ale brzemieniem, z którym musi się uporać, by móc żyć. I pozostać na wolności.

Zaskakuje, jak ostrożnie potrafi Bednarek racjonować krwawe elementy, unikając co bardziej szczegółowych opisów samych aktów zbrodni, a skupiając się bardziej na psychologicznej i społecznej oprawie. Z pewnością to odsuwa sugestię przynależności serii do gatunku horror gore, a plasuje bliżej – mrocznego i krwawego – ale jednak nadal thrillera. To akurat dobrze, bowiem gore niejednokrotnie operuje makabra dla samej makabry, z trudem implementując pomiędzy wiwisekcyjne opisy rzeczową fabułę. U Bednarka mamy przede wszystkim opowieść. Skupienie bardziej na metodyce zbrodni niż na samej jej cielesności, fizjonomicznych i fizjologicznych aspektach. Można utyskiwać na seksistowskie postrzeganie kobiet, jakie serwuje autor, bo do końca trudno wyczuć, czy to postrzeganie samego Bednarka, czy jego bohatera, jednak model psychopaty, wybierającego ofiary wg określonego klucza, jak czyni Sobański wypada mocno wiarygodnie.

Przeraża zresztą nie tylko to, że jest mordercą. To jednostka nad wyraz inteligentna, umiejąca doskonale planować, a szokują nie tylko same akty popełnianych przez niego zbrodni, ale tez zimnokrwista zemsta, jaką kieruje się karząc osoby z najbliższego otoczenia, kiedy uzna, ze te w jakiś sposób skrzywdziły go lub się mu naraziły.

Postać Kuby Sobańskiego to kolejny w galerii literackich psychopatów bohater, obok którego trudno przejść obojętnie. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, zyskał grono wiernych fanów, których z pewnością ucieszy fakt nie tylko reedycji w poprawionej wersji, ale zapowiedź nowych tomów. Sam muszę przyznać, że w rodzimej literaturze nikomu dotychczas nie udało się wykreować postaci seryjnego mordercy w sposób tak kompleksowy. Warto dodać, ze niepoślednia rolę gra tutaj samo miasto, a ja – jako wieloletni mieszkaniec Krakowa – mam oczywistą łatwość identyfikacji powieściowych lokacji w trakcie lektury, co z pewnością przekłada się na intensywniejszy odbiór treści.

„Pamiętnik diabła” to powieść mroczna, niepokojąca. Krwawa, ale potrafiąca zachować umiar w makabrze, nie popadająca w skrajność. Zafascynowana złem, ale i próba jego zrozumienia, określenia genezy, może nawet zapanowania nad nim? Z pewnością poprawiona wersja cechuje się znacznie bardziej dopracowanym warsztatem i całościowo wypada lepiej niż wersja pierwotna. Dlatego nawet tym, którzy już znają powieści o Kubie Sobańskim, warto nową edycję polecić.

Pamiętnik diabła

Nasza ocena: - 80%

80%

Adrian Bednarek. Wydawnictwo Zaczytani 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Plama światła – wszystkie dzieci Antrovisu [recenzja]

Sięgając po „Plamę światła” nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Owszem, znam twórczość Pawła Matei …

Leave a Reply