Gorący temat

Hunter Hunter – polowanie na wielkiego, złego wilka [recenzja]

Jak udowodniło nam już wiele filmów, nigdy nie wiadomo na co możemy natknąć się w lesie. Ostrożność jest więc zalecana, a Shawn Linden daje nam kolejny ku niej powód.

Najnowsze dzieło specjalizującej się w produkcjach grozy wytwórni IFC Midnight opowiada o rodzinie traperów, którzy po trosze z wyboru, a po trosze nie, wiodą trudny żywot w przepastnym kanadyjskim lesie. Izolacja od cywilizacyjnego zgiełku okupiona jest walką o każdy grosz, a warunki egzystencji zdają się pogarszać rok do roku. A tym bardziej teraz, gdy na ciężko wypracowane, złapane w sidła plony po raz kolejny zaczyna dybać prześladujący rodzinę przedstawiciel Canis Lupus. Wobec finansowej klęski miarka musi się przebrać, toteż na poszukiwanie i ostateczne rozstrzygnięcie sprawy z drapieżnikiem rusza głowa rodziny. To jednak co w głębi lasu Joseph znajdzie, sprawi że uświadomimy sobie, że to ledwie początek pędzącej ku bohaterom katastrofy.

 „Hunter Hunter” to film na wskroś skromny. Cała akcja ogranicza się do zaledwie kilku lokacji, a pośród obsady, oprócz wykopanych z zamierzchłej przeszłości Devona Sawy i Nicka Stahla próżno szukać nazwisk które mogłyby się nam kojarzyć. Po prawdzie jednak, taki stan rzeczy działa tylko na jego korzyść – Shawn Linden w swoim filmie uwagę koncentruje całkowicie na historii jaką chce nam przekazać, bez bagażu oczekiwań zapewnionego przez olbrzymi budżet i wymagania inwestorów. No i z zadania wychodzi z tarczą.

Już pierwsze minuty jego dzieła rysują nam piekielnie naturalistyczny obraz leśnej głuszy i spodziewanego survivalu. Wszystko jest tu brudne, przegniłe, a w kolejnych kadrach unosi się zapach leśnej ściółki. Co ważne też, kamera nie ucieka od szczegółów – kiedy widzimy scenę skórowania zwierząt, przyjrzymy się większości tegoż zajęcia aspektów. Wszystko to sugeruje z jakiego rodzaju kinem będziemy mieli do czynienia w następnych minutach… a przynajmniej tak można nam się wydawać. Spodziewane starcie człowieka z bezlitosną naturą jednak nie do końca rozwija się tak, jak przyzwyczaiły nas filmy w rodzaju „Backcountry” czy „The Grey”, a następująca mniej więcej w połowie seansu fabularna wolta stawia całą historię na głowie. Kto tak naprawdę jest tu łowcą, a kto drapieżnikiem, to tylko jedna z kwestii przed jakimi zostajemy postawieni – a na właściwe jej przetrawienie czasu praktycznie nie dostaniemy, bo wypadki od tego momentu zaczynają toczyć się w lawinowym tempie, aż do piorunująco bezpardonowego, katartycznego finału.

„Hunter Hunter” bawi się więc z naszymi oczekiwaniami w sposób zupełnie świadomy i na ogół wychodzi mu to naprawdę dobrze, szczególnie gdy postanowi sączyć złowieszczy klimat przy pomocy ścieżki dźwiękowej i wyblakłych kolorów kolejnych kadrów. Nie znaczy to jednak, że nie uniknięto tu kilku błędów które nieco przeszkodziły by film wywindować do statusu prawdziwej niezależnej perełki. Nie na wszystkie pytania dostaniemy tu odpowiedzi, nie każda scena (szczególnie te z udziałem stróżów prawa) jest tu absolutnie niezbędna. Przede wszystkim jednak wydaje się, że filmowi brakuje nieco minut, które pozwoliłyby jeszcze lepiej zarysować bohaterów, ich psychologiczną przemianę, a tym samym zapewnić nam prawdziwy emocjonalny rollercoaster w końcowych sekwencjach.

 „Hunter Hunter” mógł być zatem kolejnym po „Possessorze” czy „The Dark and the Wicked” piekielnie dobrym filmem grozy z niezależnym rodowodem, ale do ideału jednak trochę zabrakło. Jeśli jednak nie boicie się stawić czoła wylewającemu się z ekranu nihilizmowi i macie odpowiednio wytrzymałe żołądki, tak czy inaczej powinniście zwrócić nań swoją uwagę – to całkiem dobra propozycja na przyzwoite zamknięcie 2020 roku dla każdego miłośnika filmowego mroku.

Foto © IFC Midnight

Hunter Hunter

Nasza ocena: - 65%

65%

Reżyseria: Shawn Linden. Obsada: Devon Sawa, Nick Stahl, Camilla Sullivan. Kanada, 2020.

User Rating: 4 ( 1 votes)

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Wyprawa do dżungli – alternatywa dla filmowego Marvela [recenzja]przedpremierowo 

“Wyprawa do Dżungli” to przykład idealnego kina wakacyjnego. Jest naturalnym spadkobiercą Kina Nowej Przygody podrasowanego …

Leave a Reply