Gorący temat

IHS. In Holandia Suburbia – niekoniecznie koszmary [recenzja]

Kiedy wydawało się, że najdziwniejszym komiksem ostatnich miesięcy zostaną bezapelacyjnie “Rytuały” Alvaro Ortiza, Timof Comics wyciągnął jeszcze jednego asa z rękawa i opublikował holenderski “IHS. In Holandia Suburbia”. Już po samym tytule można było wnioskować, że będzie ciekawie, czy nawet mówiąc kolokwialnie – grubo. A jak jest w rzeczywistości?

Holenderski komiks dzieli rzut beretem od frankofońskiego, komiksowego tygla. Niby blisko, ale chyba też bardzo daleko, bo jakoś trudno tak z pamięci wyłuskać inne, opublikowane u nas niderlandzkie historie obrazkowe. Timof Comics zawsze w swojej ofercie starał się przybliżyć komiksy z różnych, tych mniej oczywistych i mniej popularnych rynków komiksowych. Ryzyko wydawnicze, które raz popłaca, raz nie, ale przynajmniej daje nam pojęcie o tym, co słychać poza komiksowym mainstreamem. A słychać bardzo różne, czasem bardzo dziwne rzeczy.

Skrót “IHS” mamy już rozszyfrowany na okładce komiksu – In Holandia Suburbia, choć scena, którą  widzimy na okładkowej grafice wpisuje się również w wyraźnie zaznaczone w tytułowym logo chrześcijańskie konotacje – widzimy jako żywo pozę znaną z obrazów przedstawiających zdjęcie Chrystusa z krzyża. Na komiksowych planszach będzie się jeszcze zresztą przewijać wizja Matki Boskiej, jako świadka strasznych, choć równocześnie groteskowych wydarzeń. Ale te konotacje to tylko jeden z elementów spajających pokręconą fabułę komiksu Guido van Driela. Do tego stopnia pokręconą, że próby jej zinterpretowania mogą być skazane na porażkę.  

IHS to także nazwa zespołu, który tworzy grupa holenderskich nastolatków. Jej członkowie doświadczą tutaj przedziwnych zdarzeń. Jeden z nich umrze podejrzaną śmiercią – o czym dowiadujemy się już na początku komiksu, drugi zaś zostanie poważnie okaleczony, o czym dowiadujemy się nieco później. Okoliczności tych zdarzeń to jakaś złośliwa gra fatum i przypadku, które zaczynają wspólnie rozgrywać holenderskie przedmieścia, co jest dokumentowane w pierwszej części komiksu w postaci dwustroncowych plansz obrazujących kolejne mroczno-groteskowe wydarzenia. Co je powoduje? Jakaś kosmiczna, niezidentyfikowana siła? A może wcale nie, może to równie tajemnicza siła z wnętrza ziemi, która właśnie dostała możliwość wydostania się na powierzchnię za sprawą wydrążonego i następnie  porzuconego, kilkukilometrowego szybu? 

Chłopaki z zespołu to nie jedyni, istotni bohaterowie “IHS”. Dla jednego z nich ważny staje się ukrywany związek z muzułmańską dziewczyną. Dla Wima, kierowcy autobusu, ważniejsza od żony inwalidki staje się hodowana na poddaszu marihuana. Policjant Harry Kleijn prowdzi dziwne śledztwo i to do niego należy ostatnie słowo w tej historii. Narkotyki, UFO, plastik i śmierć splatają się w komiksie w dziwaczną mieszankę z różnorodnymi odnogami, z których każda wydaje się prowadzić donikąd. W pewnym momencie mamy świetny, podany przez narratora passus  o tym, że przeciwieństwem śmierci nie jest życie, tylko narodziny. Zatem życie nie ma żadnego przeciwieństwa i po prostu toczy się bez celu swoim torem od przypadku do przypadku. I różne dziwne zjawiska wydają się tylko potwierdzać tę niewesołą ideę. 

Rozpoczynając lekturę, zachęcony opisem spodziewałem się jakiegoś totalnego odjazdu, zamiast tego jest to bardziej zjazd. Nawet jeśli historia donikąd nie prowadzi to fascynuje swoimi postaciami i stroną graficzną, jaką rzadko możemy zobaczyć w komiksie. Śledząc plansze czujemy się tak, jakbyśmy obcowali z którymś (no właśnie, z którym?) kierunków w dwudziestowiecznym malarstwie z nutą awangardy, który jakąś rzadko wytyczoną ścieżką zawędrował w komiksowe rejony. Jedynie pan Klösterman, tajemniczy bohater komiksu, który jako jedyny wydaje się mieć pojęcie o tym, co tu się wyczynia wygląda tak, jakby wskoczył do historii Van Diela prosto z “Fastnachtspiel” Marka Turka. Czyli mamy jednak konkretną paralelę i to wcale ciekawą, która wyśmienicie nadaje się do porównań i interpretacji “IHS”. Było dziwnie, do tego stopnia, że Kafka miesza się tu z “Archiwum X”,  a na koniec zostaje w głowie dziwny mętlik oraz  wspomniane wyżej dwuplanszowe, groteskowe sceny, mogące przyprawić nas o dziwaczne sny, które niekoniecznie muszą być koszmarami. I może to jest główna wartość tego holenderskiego komiksu.

IHS. In Holandia Suburbia

Nasza ocena: - 65%

65%

Scenariusz i rysunki: Guido van Driel. Tłumaczenie: Olga Niziołek. Timof Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Mroczny Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, tom 2 – punkt krytyczny [recenzja]

Czytelnik komiksów superbohaterskich dociera co jakiś czas do punktu krytycznego i zadaje sobie wtedy pytanie …

Leave a Reply