Gorący temat

Przemek Corso – nie jestem towarzyski [wywiad]

Z Przemkiem Corso – autorem m.in. powieści Serca twego chłód oraz Honor złodzieja – rozmawiamy o wielkim powrocie jego bohatera, Roberta Karcza, o tym, czy western w Polsce może się przyjąć i o tym, jakich projektów najbardziej się wstydzi, a z których jest najbardziej dumny. 

Marzyłeś o tym, by zostać Panem Samochodzikiem? Czy wolałeś jednak Indianę Jonesa?

Zdecydowanie wolałem Indianę Jonesa, choć przygody pana Samochodzika czytałem namiętnie, nawet te późniejsze, nie pisane przez Nienackiego. Kochałem Indianę do tego stopnia, że jako dziecko nawet bawiłem się, że nim jestem. Od kiedy skończyłem kilka lat i obejrzałem „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”, wiedziałem, że jest coś fascynującego w koncepcie dalekich podróży, poszukiwania skarbów i prania Nazistów po gębach. Uwielbiałem to… i choć filmowo czwarta część złamała mi serce, a piąta, jawi się jak kopanie leżącego, to filmowa trylogia przygód profesora Jonesa jest dla mnie ważniejsza niż „Gwiezdne Wojny”.

Stąd wziął się Karcz? Z tej dziecięcej tęsknoty?

Pewnie. Intrygująca wydała mi się idea wykorzystania tych wszystkich tropów i marzeń z dzieciństwa i zbudowanie bohatera, który lepiej radzi sobie ryzykując życie, niż rozmawiając ze swoimi bliskimi. Ta dualność i pewna życiowa nieporadność w zestawieniu z żądzą przygód stała się fundamentem pod Karcza i jego bliskich i te wszystkie relacje.

Kogo w Karczu jest więcej – Tomasza z powieści Nienackiego, czy Indiego?

Po trochu każdego… Nawet Simona Templara, choć bardziej chodzi o strukturę przygód, niż charakter.

To Twoje alter ego? Budując tę postać wzorowałeś ją na sobie?

Oj… myślę, że tak. W tym sensie, że zawsze miałem problem z mówieniem tego co czuję, a z drugiej strony zawsze dobrze radziłem sobie zawodowo. Większość kłopotów w które wpada Karcz bierze się z nieumiejętności radzenia sobie z relacjami.

Ramoneska się zgadza – to element wyraźnie Was łączący. A co z samochodem? To twoje auto marzeń?

Zdecydowanie. Od kiedy pierwszy raz zobaczyłem Macha 1 w filmie „Diamenty są wieczne” z Connerym, wiedziałem, że chciałbym się nim przejechać.

Karcz jest samotnikiem, mocno stroniącym od ludzi. A Ty zdajesz się być duszą towarzystwa. Żyjesz z relacji z ludźmi. Trudno było kreować z jednej strony postać tak do siebie podobną, a z drugiej – tak różną?

Wiesz, to nie jest autobiografia. W tym konkretnym przypadku wykorzystałem po prostu pewne znane mi mechanizmy i własne przywary i wlałem je w bohatera. I nie, nie jestem towarzyski. Po prostu Przemek Corso jest nieźle wymyślony i ma wesołe przysposobienie, ja chodzę sam do kina i ciągle się gdzieś sam włóczę. Lubię w ludziach to, że jesteśmy złożeni. Możemy mieć trochę cech, takich, a trochę takich. Jesteś pod każdym względem w spektrum.

Sprawdź, gdzie kupić:

Podejmujesz w pierwszej powieści z cyklu – „Honorze złodzieja” – wątek zagrabionych w czasie II wojny dóbr kultury i narodowego majątku. Pojawia się tam także motyw ruin starego legnickiego szpitala, które istnieją naprawdę. Ile jest historycznych faktów w powieści? Czy ktokolwiek snuł przypuszczenia nt. legnickich podziemi i tego, co może tam być ukryte?

Karcz to efekt fascynacji nie tylko powieściami i filmami, ale również historią. „Honor złodzieja” jest zbudowany na prawdziwych opowieściach i bajaniach o podziemnych mieście, kompleksie schronów i legendarnym złotym konwoju. Jestem zdania, że wystarczy wyjść z domu i się rozejrzeć, a przygoda i niesamowite opowieści będą tam na nas czekać. Pytanie tylko, czy macie oczy szeroko otwarte i czy potraficie słuchać?

Zdradzisz, czego szukał będzie Karcz w następnym tomie? Znów wróci wątek drugowojennych łupów? A może bardziej cofniesz się w przeszłość?

Nowa seria o Karczu jest przebudowana i zawiera dużo retrospekcji. Kolejny tom, zabierze bohaterów w samo serce Sahary. Czyli docelowo w miejsce, w którym Karcz będzie czuł się bardziej swobodnie niż… jako nauczyciel na zastępstwie w jakiejś szkole.

Ile łącznie tomów w serii powstało?

Seria jest wyliczona na pięć tomów plus bonus, ale nie mogę nic więcej o tym powiedzieć.

Przewidujesz kontynuację? Masz zamiar jeszcze do Karcza kiedyś powrócić? Czy to pisarsko zamknięty rozdział?

Wrócę do niego, bo muszę napisać zakończenie. Największym wyzwaniem do tej pory był powrót do tego świata i przepisywanie tych książek. Były momenty, że łapałem za głowę i myślałem: Corso, ty baranie, ty nie umiesz pisać! Nie polecam takich powrotów, ale dla mnie było to oczyszczające i pozwoliło mi dopisać dwa ostatnie tomy.

Niniejsze wydanie w SQN to reedycja twojego debiutu. Skąd pomysł, by powrócić do tego cyklu?

Uznałem, że to dobry pomysł. Poza tym w Polsce nie ma niczego takiego, jak Karcz. Ten gatunek nie istnieje.

Trudno było przekonać wydawcę?

Moja relacja z SQN to relacja zbudowana zaufaniu i bliskości. Powrót Karcza idealnie się wpisał w ich serię SQN Originals – z audio i bez szerokiej dystrybucji. Jestem im za to bardzo wdzięczny, bo umrę ze świadomością, że nie mam na świecie niedokończonych spraw.

Jako, że jesteś dosłownie „człowiekiem – orkiestrą”, także literacko nie zamykasz się w jednym gatunku. Napisałeś thriller o psychopacie, serię książek przygodowych o krnąbrnym poszukiwaczy skarbów, powieść dla dzieci, oraz słuchowisko w konwencji klasycznego westernu… Jest gatunek, w którym na pewno nie spróbujesz swoich sił?

Każdy kolejny projekt literacki to wyzwanie. Są rzeczy, których bym nie napisał, ale to dlatego, że nie wydają mi się interesujące.

Piszesz bardzo różne rzeczy. A co czytasz? Prywatnie, dla przyjemności, nie tylko zawodowo, jako lektor? Ulubieni pisarze? Ulubione książki?

Neil Gaiman, Stephen King… Garth Ennis, Mike Carey, Brian Azzarello… Ostatnio wróciłem do lektury „Wayward Pines” i „Amerykańskich Bogów”. Świetne.

Najważniejsze w życiu to…?

Być wdzięcznym i wykorzystywać szanse.

A największe marzenie Przemka Corso? Jeszcze przed tobą? A może już się spełniło?

Chciałbym zwiedzić cały świat. Póki co próbuję.

Są – w obszarze zawodowym – rzeczy, których żałujesz? Takie, które wg Ciebie nie wyszły? Projekty, których się wstydzisz? Do których wolałbyś się nie przyznawać?

Napisałem sporo scenariuszy do teledysków w tym disco polo. Niektóre mają po 200 milionów wyświetleń. Nie przyznałbym się nawet na torturach, że maczałem w tych projektach palce.

A najdziwniejszy projekt zawodowy, w jakim brałeś udział? Coś, co zaskoczyło samego Ciebie?

Napisałem scenariusz do teledysku Norbiego w którym zagrałem samego siebie i nawet rzuciłem kwestię: „Ja wiem, że dziewczyny są gorące…”. Wtedy zrozumiałem, że mam bardzo dziwne życie i że spotykają mnie gotowe anegdoty do opowiadania w towarzystwie.

Wracając jeszcze do westernu. Mowa o „Miasteczku Brightope” napisanego dla Storytel Original. Wspominałeś, zapowiadając je, że to spełnienie dziecięcego marzenia. Ile ci jeszcze tych marzeń zostało? Pytam, czego jeszcze można się po Tobie spodziewać…

„Miasteczko Brighthope” to było największe wyzwanie, chociażby ze względu na to, że gatunek westernu nie jest w Polsce popularny. To było duże ryzyko, ale zakończone ogromnym sukcesem. Storytel zrobił wszystko, co w ich mocy, żeby nasz western miał skalę. Zatrudniono największe gwiazdy, lektorem został Jan Frycz, a w rolach głównych pojawił się Borys Szyc, Wojciech Mecwaldowski i Bartek Bielenia. Zdecydowanie daje mi to motywację do dalszej pracy.

„Miasteczko Brighthope” to klasyczny western w znakomitej obsadzie i zrealizowany – jak na polskie warunki – z wielkim rozmachem. Myślisz, że superprodukcje audio to przyszłość?

Zdecydowanie. Skończyłem teraz pracę nad kolejnymi dwoma scenariuszami. Słuchowiska dają nam możliwość opowiadania historii w nieprawdopodobnej skali.

A co w końcu z tym złem zwyciężającym w finale, za które jednak z komentujących, Gosia X przyznała „Miasteczku…” tylko jedną gwiazdkę? Ty twierdzisz, że ta historia ma jednak happy end…

Gosia napisała, że nie lubi złych zakończeń i wlepiła jedną gwiazdkę. Rozumiem ją, ale Brighthope ma happy end, więc może nie dosłuchała do końca? To jest mocny tekst z wieloma brutalnymi scenami, na pewno nie jest dla ludzi o słabych nerwach.

Pytam o tę jedną gwiazdkę nieprzypadkowo, bowiem w ostatnim czasie ponownie przetoczyła się przez media (społecznościowe) dyskusja o reviev bombingu, który dotyka nie tylko światowe produkcje filmowe i serialowe, ale też polski rynek książki. Dla ciebie oceny wystawiane na portalach, jak Lubimyczytac.pl, czy choćby w serwisach, jak Storytel, są miarodajne? Powinni się nimi sugerować czytelnicy, a twórcy przejmować?

Ja ich nie czytam. Nie potrafię. Wiem, że ta odpowiedź cię nie satysfakcjonuje, ale tak jest.

A dla ciebie czyja opinia jest najważniejsza? Krytyków, recenzentów? A może słuchasz tylko głosu odbiorców?

Najważniejsze to mieć dla kogo pisać. Cała reszta jest drugorzędna.

Wiem, że kolejny tom Karcza dopiero po wakacjach. A w międzyczasie zamierzasz nas jeszcze czymś zaskoczyć?

Oj tak… zdecydowanie. Przekonasz się szybciej, niż myślisz.

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Mariusz Wojteczek – Horror jest zwierciadłem, odbijającym społeczne lęki swoich czasów [wywiad]

Katarzyna Wolny z bloga Alicya w Krainie Słów przeprowadziła wywiad z naszym redaktorem Mariuszem Wojteczkiem, …

Leave a Reply