Imaginarium zbiorowe – psychodeliczna podróż w głąb własnej świadomości [recenzja]

„Imaginarium zbiorowe” Wesleya Rodriguesa to kolejny przykład komiksu, którego nie da się zakwalifikować jednoznacznie. Wszystko zależy od tego, jak bardzo czytelnik jest otwarty na interpretacje. W wersji podstawowej dostrzec można tylko szaloną historię o krowie, która chciała być ptakiem, a w następstwie zaczęła latać i pożarła Wszechświat. Ale jeśli postaramy się spojrzeć głębiej, to dostrzeżemy magiczną opowieść o pragnieniach, o sile woli i o dążeniu do spełnienia i samorealizacji, przede wszystkim poprzez zrozumienie siebie.

Wydawnictwo Mandioca ma talent do nietuzinkowych komiksów i przyznaję, że rzadko zdarza im się nie trafić w moje osobiste gusta. Jednak to przede wszystkim zasługa bardzo szerokiego spektrum tematycznego oraz gatunkowego prezentowanych przez nich publikacji. Śledząc uważnie zapowiedzi nowego albumu, wydanego u nas pod tytułem „Imaginarium zbiorowe”, nastawiałem się na monumentalny, mocno oniryczny twór bez konkretnej, linearnej fabuły. Raczej eksperyment graficzny, popis nieskrępowanej wyobraźni swojego twórcy.

Dostałem w efekcie o wiele więcej, bowiem – pomijając fakt rzeczywistego graficznego kunsztu, ukazującego ogrom talentu autora – to i sama historia okazała się tyleż niezwykła, co wewnętrznie spójna i konsekwentna.

By zrozumieć ją w pełni, musimy zapoznać się – choćby z grubsza – z jungowską teorią struktury osobowości. Przyjęcie jej podstawowych założeń pozwoli nam szerzej zrozumieć sam fabularny przekaz, który jest oparty na funkcjonowaniu kilku, hierarchicznie uporządkowanych podsystemów, jak ego, persona, dusza, nieświadomość indywidualna i nieświadomość zbiorowa. Jeśli pod uwagę weźmiemy owe elementy składowe, możemy w pełniejszy sposób dostrzec ewolucję Agrypina i jego konfrontację z manifestacjami własnej podświadomości w finalnym etapie opowieści.

„Imaginarium zbiorowe” to niezwykle złożona historia, której nie pokuszę się tutaj w pełni obnażyć, byście nie tracili radości odkrywania w trakcie lektury. Niech wystarczą Wam te powyższe, bardzo ogólne tropy, do rozpoczęcia własnych dywagacji.

Całość historii zaczyna się od konceptu, że w procesie tworzenia pewna krowa trafia na świat z duszą ptaka i nieodpartym pragnieniem latania. A może to pewien ptak otrzymał niezasadnie ciało krowy? Nie jest to samo w sobie aż taki istotne, bowiem, niezależnie od wersji, ten dysonans pomiędzy samopostrzeganiem, a formą rzeczywistą staje się katalizatorem niezwykłych przypadków, o jakich traktuje opowieść Rodriguesa. Dość powiedzieć, że szalone, zdałoby się pragnienie krowy, by latać jest do spełnienia niemożliwe… A co by się stało, gdyby jednak się spełniło? Jaki wpływ miałoby to na świat, takie jawne zaprzeczenie ustalonemu porządkowi, jego podstawowym prawom?

Odpowiedź na te pytania, które autor „Imaginarium zbiorowego” zawarł w swoim monumentalnym dziele bynajmniej nie są oczywiste. Miejscami ocierają się wręcz o szamańskie praktyki poszerzania świadomości za pomocą halucynogennych substancji (gwieździste mleko, hm…) to kolejna z możliwych interpretacji, notabene spójna z nawiązaniami do ww jungowskiej teorii. Postaci, włącznie z głównym bohaterem uzyskują swoisty rezonans z własną nieświadomością zbiorową, czyli niczym innym, jak archetypicznymi instynktami, wspólnymi dla ogółu jednostek w danej kulturze.

Takich tropów oczywiście da się w albumie odnaleźć o wiele więcej – co samo w sobie jest wartością dodaną – ale też przestaje dziwić, że komiks ten powstawał na przestrzeni aż 11 lat i stanowi swoiste opus magnum Roriguesa.

Graficznie, minimalizm i surowość miesza się tu z niezwykle emocjonalną ekspresją szczegółów, co stanowi niezwykle interesującą mieszankę i praktycznie dowolna plansza może stanowić formę małego dzieła sztuki. Ścisła korelacja pomiędzy opowieścią, a obrazem, który ją ilustruje jest tu chyba silniejszy, niż przy jakimkolwiek innym komiksie. Doświadczenie Rodriguesa w pracy nad teorią ruchu w obrazie znalazło tu wspaniałe ukoronowanie i odzwierciedlenie. Różnorodność technik, staranne dopasowanie tempa, dynamiki, do danej sceny – to wszystko składa się na wspaniałą – tekstowo – graficzną ucztę, gdzie obraz ma równorzędne, jeśli nie większe fabularne znaczenie. Jest nie tylko ilustracją do samej opowieści, ale stanowi równorzędną dla niej narrację.

Wydanie – jak to w przypadku Wydawnictwa Mandioca – znów prezentuje się na najwyższym poziomie, zwłaszcza, że formatem doskonale pasuje do serii południowoamerykańskich klasyków, zapoczątkowanej wyśmienitą „Favelą w kadrze”.

Nieważne, czy skupicie się na wierzchniej warstwie historii, skupionej na magicznej baśni o krowie, która pragnęła latać, czy zanurzycie się głębiej, w masę jungowskich odniesień i rozważań o strukturze osobowości – ten komiks da wam masę frajdy. I będziecie go czytać raz za razem, przy każdej ponownej lekturze odkrywając go na nowo.

Imaginarium zbiorowe

Nasza ocena: - 100%

100%

Scenariusz i rysunki Wesley Rodrigues. Mandioca 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

ElfQuest, tom 1 – legenda niezależnego komiksu [recenzja]

„ElfQuest, tom 1″ to z jednej strony rzecz bardzo ciekawa, bowiem Wydawnictwo Amber, odpowiadające za …

Leave a Reply