Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa – czy aby na pewno? [recenzja]

Książka „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa” to znakomity marketing dla filmu pod tym samym tytułem, jaki niedawno pojawił się w kinach. Dobrze filmową produkcję uzupełnia, wcześniej zapowiadając ją udatnie i kusząc tematyką tak w naszym kraju popularną – by wspomnieć choćby popularność publikacji Masy, czy Greka. Ogólnie nurt wspomnieniowy skruszonych gangsterów święci triumfy w obszarze polskiego czytelnictwa, a ja sam już nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Niby ludzie czytają, a to zawsze jest zjawisko na plus, ale czy nie ma znaczenia, co czytają?

Abstrahując od tego problemu, kluczem do oryginalności książki Krzysztofa Gurecznego jest fakt, iż bandyta opowiadający w niej Gurecznemu swoją historię nijak nie wykazuje skruchy, nigdy nie ukorzył się, nie uznał swoich win, nie tłumaczy się i nie rozgrzesza. Stwierdza jasno, że zrobił, co zrobił i będzie to robił nadal, bo to jego życie, jego styl. I już nawet nie o pieniądze mu chodzi, ale o dreszczyk adrenaliny. I tu pojawia się zasadniczy problem tej publikacji: rodzi się w czytelniku podejrzenie, czy aby całość nie jest konfabulacją, wymysłem, sprytnym zabiegiem marketingowym, mającym zapewnić lepszą sprzedaż filmowi, jak i dodatkowy zysk na zbycie książki?

Całość „Jak zostałem gangsterem” ma być non fiction, utrzymaną w formie wywiadu – rzeki, jednak mało tam mamy konkretów. Zgoła nic, co dałoby się umiejscowić konkretnie w czasie i przestrzeni. Ulubione hasło zwierzającego się Gurecznemu gangstera to „pomidor” I pada w książce nad wyraz często. Zawsze wtedy, kiedy mafiozo byłby zmuszony podać jakieś konkretniejsze fakty, daty, zdarzenia. Coś, co dałoby się powiązać ze znanymi sprawami kryminalnymi z ostatnich kilkunastu najmniej lat.

Bez tego mamy wartką, dynamiczną opowieść, która jednak brzmi mocno fikcyjnie, trochę kreując romantyczny wizerunek twardego bandziora z zasadami, niezwykle inteligentnego, mocno puszącego się swoją umiejętnością ogrywania wszystkich. To niby historia o brutalnym świecie, ale jednak pełna swoiście pojmowanego honoru, zasad… i głupców. Bowiem w opowieści głównego bohatera mało kto ma wyższy iloraz inteligencji, prócz niego oczywiście.
Przez całą lekturę miałem problem, by uwierzyć, że czytam historię opartą na faktach. Właśnie przez to niedookreślenie, niemożność umiejscowienia któregokolwiek z elementów ściśle w czasie i przestrzeni całość wywiadu zdaje mi się kreacją zgrabną, jednak nie mającą wiele wspólnego z rzeczywistością. Przypadkiem aktywny od czterech dekad bandzior nagle zapragnął opowiedzieć Gurecznemu swoją historię? Ale opowiedzieć tak, by w rzeczywistości nie powiedzieć niczego konkretnego? Ani jednego zdarzenia, ani jednej ksywki, nazwiska, daty? Więc po co to? Dla sławy? Co za sława, skoro nadal nikt nie wie, kim jesteś? Dla pieniędzy? Przecież obraca milionami, a poza tym, jakby miała wyglądać umowa wydawnicza, rozliczenie z Urzędem Skarbowym itd.? I idąc tym tropem dalej – Gureczny przypadkowo jest scenarzystą filmowym i zgrabnie skrawa całą opowieść na chwytliwą komedię sensacyjną, rzekomo opartą na faktach ( a wiadomo, że ten zwrot doskonale pomaga lepiej sprzedać film). Jakoś mi się to nie klei.

Co nie oznacza, że całość źle się czyta. Utrzymanie książki w konwencji wywiadu – rzeki pozwala uniknąć dłużyzn, historia nie nudzi, zdaje się – przynajmniej fabularnie – atrakcyjna i przyswajalna. A że zdaje się mało prawdopodobna? Cóż , zakładam, że to raczej marketingowe wsparcie filmu, z gruntu nieetyczne, ale jednak udatnie pomyślane – i co ważniejsze, spełniające swoje zadanie.

Kiedy dodać, że blurb okładkowy napisał reżyser filmu „Jak zostałem gangsterem”, to wszystko jakoś zgrabnie dopełnia się, jako nowatorski plan promocyjny, gdzie wszystko jest ze sobą powiązane, od postaci prowadzącego domniemany wywiad, po finalny produkt kinowy.

„Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa.” w moim odczuciu prawdą nie jest. Może się mylę, jednak konwencja i treść książki nie przekonała mnie do swojej autentyczności. To bardziej chwytliwe, proste, ale operujące w popularnej tematyce czytadło na kilka wieczorów. Możliwe do przeczytania, jednak jeśli macie lepsze lektury, to spokojnie możecie te pozycją odpuścić. Zawsze można obejrzeć film, który ma szansę być jednym z tych przypadków, gdzie ekranizacja okaże się lepsza od książkowego pierwowzoru.

Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa. Rozmawia Krzysztof Gureczny. Wydawnictwo Agora 2019.

Ocena: 5/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Kosmos. Możliwe światy – pasjonująca podróż przez wszechświaty [recenzja]

W latach 80. popularnonaukowy program Carla Sagana i Ann Druyan, “Kosmos”, kształcił, zaciekawiał, otwierał oczy …

Leave a Reply