Gorący temat

Siódmy koci żywot – pazury i wibrysy na tropie zbrodni [recenzja]

Beata i Eugeniusz Dębscy nie zwykli zasypiać gruszek w popiele – ledwo co dali nieco odpocząć Tomaszowi Winklerowi, a już postanowili pomęczyć nieco tych, z którymi prywatny detektyw na swojej zawodowej drodze się zetknął. Tym razem jednak przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości otrzymali niespodziewaną pomoc.

„Siódmy koci żywot” jest spin offem czterech części perypetii wrocławskiego, byłego policjanta i jako taki, swoją akcję koncentruje na postaciach które na kartach poprzednich powieści zdążyły już mniejszą bądź większą rolę odegrać. Na pierwszym planie historii mamy zatem Macieja Malickiego i Magdę Borkońską – dwójkę zaprawionych w bojach i potrafiących wypracowywać nietypowe rozwiązania funkcjonariuszy policji, oraz pojawiającą się po raz pierwszy Sheilę… czyli kotkę której właściciel, Jovan Dragosavljevic został zamordowany. To właśnie ta trójka, mniej i bardziej świadomie współpracując stanie przed koniecznością rozwikłania tajemnicy zbrodni – a będzie musiała działać niezwykle szybko, bo już wkrótce okaże się, że afera ma znacznie szerszy zasięg niż początkowo mogłoby się wydawać, a przestępcy bynajmniej nie powiedzieli ostatniego słowa.

W zalewie uginających księgarniane regały rodzimych i zagranicznych kryminałów, powieści Beaty i Eugeniusza Dębskich wyróżniają się trudnym do podrobienia, łączącym obyczaj, kryminał i komedię stylem. Nieco słowotwórstwa, sporo sarkazmu i one-linerowych wymian zdań czy bohaterowie działający w myśl zasady „kto się czubi ten się lubi” skutecznie wzbogacały skądinąd i tak solidnie zbudowane przygody Tomasza Winklera… ale w „Siódmym kocim żywocie” autorzy idą o krok dalej. Wciąż co prawda mamy tu do czynienia z gatunkową fuzją – niezbędna zagadka kryminalna zajmuje tu należyte pierwsze miejsce – ale już sposób przedstawienia historii uderza w dość wyraźnie bardziej relaksujące nuty, niż atmosfera potrafiąca towarzyszyć wydarzeniom w jakich uczestniczył Winkler. Niewątpliwym atutem są rozdziały w których całą sytuację obserwujemy z perspektywy Sheili – kotka nie tylko nie pełni tu roli statystki, aktywnie uczestnicząc w śledztwie, ale wręcz wielokrotnie naprowadza policjantów na właściwie tory. Ktokolwiek wątpił w to, że światem rządzą przedstawiciele i przedstawicielki gatunku Felis catus, tu otrzyma niezbity dowód na to, że nie miał racji.

Mimo tak dużego ładunku elementów rozluźniających nastrój całości, nie znaczy to jednak, że przedstawiona historia nie potrafi wzbudzać emocji – zarówno zbrodnia jak i poszczególne etapy jej rozwikływania są poprowadzone tak, by skala wydarzeń jedynie zwiększała swe rozmiary w miarę rozwoju fabuły, a całości udało się nadać nastrój nieustannego wyścigu z czasem. Już tylko z tego względu, „Siódmy koci żywot” czyta się niezwykle szybko, a to tylko jeden z aspektów sprawiających, że czas spędzony z najnowszą powieścią Dębskich to gwarancja uśmiechu na twarzy. Pisarskie małżeństwo ma bowiem tę niezbędną umiejętność, która pozwala im odpowiednio wyważać proporcje personalnych przemyśleń bohaterów z partiami budującymi świat przedstawiony i dynamicznymi dialogami. Tempo akcji nie schodzi tu więc poniżej stałego poziomu i właściwie nie sposób mówić o fragmentach, które powodowałyby u czytelnika przecieranie powiek.

„Siódmy koci żywot” to zatem pod wieloma względami  powieść w swojej kategorii niezwykle udana, potrafiąca zapewnić odbiorcy kilka godzin niezbędnego eskapizmu i tego rodzaju lektury, której nadrzędnym celem jest dostarczenie relaksującej rozrywki. Wyraziści bohaterowie, nieźle poprowadzona intryga, udanie wplecione w całość elementy komediowe. Czy od powieści będącej pastiszem gatunku możemy wymagać czegokolwiek więcej?

Siódmy koci żywot

Nasza ocena: - 75%

75%

Autorzy: Beata i Eugeniusz Dębscy. Wydawnictwo Agora, 2023.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Olvido – oszałamiająca podróż przez wachlarz fantastycznych konwencji [recenzja premierowa]

Olvido to po hiszpańsku zapomnienie. I choć tytuł cechuje zaskakująca adekwatność względem głównego bohatera, nie …

Leave a Reply