Mgława – historie pisane krwią, magią i prochami [recenzja]

Zwykle bardzo alergicznie reaguję na wydawnicze hasła umieszczone na okładkach i obwołujące daną pozycję „najlepszym reprezentantem gatunku”, a jego twórcę przystawiające do gigantów z Zachodu. Na „Mgławie” także pojawia się dumne „Najlepsza polska urban fantasy”, ale – co ciekawe – w tym konkretnym wypadku to hasło wcale nie jest przesadzone.

Nie będę ukrywał, że mam do opowiadań z Mgławy wielki sentyment, już od przeczytania pierwszego zbioru Pawła Ciećwierza – „Nekrofikcje”. Mroczna wizja Polski trzymanej pod ciężkim butem Kościoła i wielkich korporacji. Do tego pełnej magii – która jest nielegalna, albo zaprzęgnięta do działań na rzecz bezwzględnej Inkwizycji. Jeśli dorzucicie do tego brudne, nieprzyjazne lokacje samej Mgławy i pomniejszych miast i miasteczek, zasiedlonych przez różnego rodzaju społeczne wyrzutki, życiowych rozbitków i przestępców różnorakiego kalibru, będziecie mieć prawie pełny obraz świata wykreowanego przez Ciećwierza. Nie braknie tutaj też demonów, duchów łaknących zemsty, wiedźm, egzorcystów i zombie, a pojawiają się też bezwzględnie skuteczni płatni mordercy. No ale cóż poradzić, Mgława nigdy nie była przyjaznym, sympatycznym miejscem. Jest za to domem dla Brighelli – nieco nieporadnego egzorcysty, ze spapranymi przez inkwizycyjny sąd papierami, znacznym magicznym potencjałem (nad którym nie pracował wystarczająco, by osiągnąć możliwy dla siebie poziom) i z wielkim pociągiem do wszelkiej maści używek.

Brighella nie jest zbyt sympatyczną postacią. Naprawdę trudno wykrzesać wobec niego pozytywne odczucia, bowiem nie jest to typowa kreacja „antybohatera”, który mimo swej odpychającej powierzchowności kryje gołębie serce i skłonny jest do aktów wielkiej szlachetności. Brighellę interesuje przetrwanie. Jego i tylko jego, bo niekoniecznie zwraca uwagę na to, kogo w tym celu przyjdzie mu poświęcić, kto przez to straci, czasem życie, a czasem nawet coś więcej…

Jednak to akurat czyni głównego bohatera opowiadań w zbiorze naprawdę magnetyczną, przyciągająca postacią, której zachowania nie są zbyt przewidywalne, nie trzymają się utartych schematów konstrukcyjnych, typowych dla urban fantasy. To mroczne, ponure opowieści, przesycone nostalgią, smutkiem i w bardzo gorzki sposób komentujące rzeczywistość. Co ciekawe, Ciećwierz jest raczej autorem kojarzonym z prawicą, więc tak ostra krytyka kościoła może zaskakiwać. Jednak kiedy wczytamy się głębiej w kolejne historie z Mgławy, zaczynamy dostrzegać, że twórca ma głęboki szacunek do wiary, jako takiej, a obnaża jedynie (i aż) zakłamanie, hipokryzje i obłudę Kościoła jako instytucji, nie zaś jako społeczności skupionej wokół nauk Chrystusa. Ta teologiczna głębia jest z brudnym, odpychającym zobrazowaniem przedstawionego świata, pełnego zbrodni, grzechu, zła i cierpienia. Ciećwierz zdaje się mówić, że świat, jaki nas otacza jest tak odpychający, bowiem my go takim uczyniliśmy. I nie zwalajmy winy na Boga. Kościół instytucjonalny jest tu rzeczywiście potworem – głównym antagonistą, uosabianym przez morderczą w swoich zapędach dominacyjnych Inkwizycję, dążącą do bezwzględnej, nie tyle eliminacji osób z potencjałem magicznym, co kontroli nad nimi.

„Mgława” to opowieści kipiące akcją. Czasem gorzko ironiczne, czasem sentymentalne, czasem wzruszające. Opowiadające o ludziach skrajnie niedoskonałych, którzy ukształtowani zostali przez równie niedoskonały świat i którzy nigdy nie otrzymali szansy, by być kimś innym. O ludziach, mających swoje wyszukane ideały i o takich, którzy wierzą w proste prawdy, bez wielkich słów. O tych, którzy chcą zmieniać świat, wywracać ustalony porządek do góry nogami, ale i o takich, których jedynym zajęciem jest przetrwanie.

To – jak w każdym zbiorze – opowiadania lepsze i gorsze, jednak trzeba przyznać, że nie ma tu przesadnych wahań poziomu i całość jest stosunkowo wyrównana.

Opowieści Ciećwierza są często wulgarne, aż do granic ponure i niewiele kryjące w sobie pozytywnych przesłań, jednak taki schemat pasuje jak ulał do konstrukcji sztafażu samej Mgławy. To nie jest lektura, która ma bawić, wzruszać, uprzyjemniać czas. To opowieść punktująca grzechy współczesnego świata, obnażająca naszą hipokryzję, egocentryzm. I robiąca to w równie dosadny, co po prostu trafny sposób. To proza kipiąca akcją, często nie unikająca przerysowanej, komiksowej rozwałki, z odpadającymi zombie głowami etc., jednak głębiej zawiera smutny, acz trafny komentarz do naszej rzeczywistości. Komentarz mniej zero jedynkowy – w kwestii Kościoła – niż było to np. w serii „Bóg, Horror, Ojczyzna” Łukasza Radeckiego, gdzie nie mieliśmy rozdziału instytucji i wiary. Tam zadawały się być równie szkodliwe, zlewając się w ostentacyjny monolit. U Ciećwierza zaś jest wyraźny rozdział, sugerujący, by nie oceniać chrześcijaństwa poprzez pryzmat podłości i grzechów jego przedstawicieli, bowiem z boskością i chrystianizmem nie mają oni wiele wspólnego.

„Mgława”, zawierająca najlepsze opowiadania z „Nekrofikcji” i „Boskiego palca Opatrzności”, a dodatkowo premierowe historie, to naprawdę najlepsza polska urban fantasy, której dorównywać mogą mocno niedocenione, a znakomite „Opowieści praskie” Tomasza Bocheńskiego.

Świat wykreowany przez Ciećwierza to uniwersum na tyle pojemne, by zmieściła się w jego obrębie jeszcze niejedna historia, a Brighella, mimo tego, że jest takim dupkiem, mimo wszystko potrafi skupić na sobie naszą uwagę. Nie, raczej się z nim nie polubimy, bo zbyt często przedkłada dobro własne, nad dobro innych, a ludzie z jego otoczenia po częstokroć marnie kończą, ale ma wiele ciekawych spostrzeżeń, dotyczących ogólnej kondycji swojego świata. I naszego, poniekąd też. Warto posłuchać, co ma do powiedzenia.

Mgława

Nasza ocena: - 90%

90%

Paweł Ciećwierz. Wydawnictwo Stalker Books 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Antologia polskiego cyberpunka – bardzo dobra, choć nie całkiem cyberpunkowa [recenzja]

„Antologia polskiego cyberpunka” to nowy projekt audio od Empik Go, dostępny również w wersji ebook …

Leave a Reply