Joker: Zabójczy uśmiech – dziękuję, nie tańczę

Jeff Lemire to twórca, który w swoich dziełach preferuje u swoich bohaterów podążanie w kierunku jasnej strony mocy. Może dlatego wycieczka w głąb jądra ciemności nie wyszła mu za specjalnie.

Ta wycieczka w stronę mroczniejszej fabuły nie jest przypadkiem jednostkowym. “Joker: Zabójczy uśmiech” razem z “Gideon Falls” są dowodem na to, że ciemna strona coraz częściej kieruje kanadyjskiego scenarzystę w stronę poetyki horroru, który dzięki rysunkom Andrea Sorrentino w obu tych tytułach przybiera estetykę koszmaru na jawie. Widać, że obaj twórcy znaleźli wspólny język, ale znacznie lepiej spełniają się tworząc zupełnie nową fabułę i postacie. Chciałoby się, żeby w zapowiadającym się intrygująco “Jokerze” spróbowali na nowo zdefiniować tę postać, co po części zapowiada minimalistyczna jak na opowieści o szaleńcu z Gotham okładka, ale koniec końców nie mówią o nim nic nowego. O dziwo, ciekawiej wypada tu wątek z Batmanem, któremu poświęcony jest epilog trzyczęściowej serii o Jokerze. “Batman: Zabójca śmierci” jest jednak do tego stopnia fabularnie zakręcony, że naprawdę ciężko jest wychwycić jego puentę. 

Głównym bohaterem komiksu Lemire’a jest psychiatra Ben Arnell, który próbuje zgłębić zagadkę szaleństwa Jokera, ponieważ tylko wtedy będzie w stanie wyleczyć złoczyńcę. Jak możemy się domyślać, rzecz dzieje się w scenerii Azylu Arkham, który za sprawą sterylnych rysunków Sorrentino i kolorów Jordei Bellaire traci całą swoją gotyckość – ta zresztą nie pasowałaby do oszczędnej w środkach wyrazu fabule. Jak to się może potoczyć? Cóż, chcielibyśmy żeby potoczyło się inaczej niż zwykle, jednak Lemire nie jest w stanie wyjść poza strefę nakładających się na siebie stałych motywów z opowieści o tym złoczyńcy. Być może twórcy sądzili, że wystarczy tu sama przyjęta przez nich estetyka, z Jokerem który wygląda na zwykłego pacjenta, a nie pełnego ekspresji szaleńca, ale to też nic nowego, bo tym tropem poszli ostatnio i Sean Murphy w “Batmanie. Białym Rycerzu” i Stjepan Sejic w “Harleen”. 

Czym zatem miał być w zamyśle twórców “Joker. Zabójczy uśmiech”? Tytuł wskazuje, że ma jakieś konotacje z “Zabójczym żartem” Alana Moore’a, tylko pytanie, gdzie ich szukać? W stwierdzeniu, że jeden zły dzień może zmienić człowieka w szaleńca i że nasze codzienne zachowanie świadczące o zdrowiu psychicznym jest jedynie noszoną z konieczności maską? Wszystko to już było, razem z fragmentami dziecięcej estetyki wprowadzonej do fabuły komiksu Lemire’a i Sorrentino. Ciekawsze i niepokojące jest to, co dzieje się we wspomnianym wyżej epilogu “Batman. Zabójca uśmiechu”, który wydaje się fantasmagorią bez wyjścia i pasuje do ostatnich interpretacji postaci Człowieka- Nietoperza.

Jak to wszystko podsumować? Ano tak, że cały czas najlepszą fabułą komiksową, w której psychoanalityka posadzono naprzeciw szaleńca pozostają “Strażnicy” Alana Moore. Jeden rozdział z tego arcydzieła komiksu, czyli “Otchłań spogląda na ciebie” pozamiatał w tym temacie na tyle, że ciężko po tej historii z Rorschahem i doktorem Malcolmem Longiem czymś zaskoczyć. Zresztą po co się szarpać i sadzać naprzeciw siebie psychoanalityka i szaleńca? Wystarczy sam Joker, najlepiej ten ostatni, filmowy. Todd Phillips nie potrzebował w tej fabule pary Joker-psychiatra, wystarczyła para Joker -widz i wspólny taniec obu na tak wielu poziomach. Tego niestety zabrakło w “Jokerze” Jeffa Lemire’a. Po przeczytaniu jego historii, jedyne co przyszło mi na myśl, to grzeczna odmowa na propozycję wspólnego, komiksowego tańca, któremu w porównaniu do tego filmowego niestety dużo zabrakło.

Joker: Zabójczy uśmiech

Nasza ocena: - 50%

50%

Scenariusz: Jeff Lemire. Rysunki: Andrea Sorrentino. Egmont 2020.

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Pulp – komiksowe Gran Torino [recenzja]

Po tytule i okładce “Pulp” możemy wywnioskować, że będziemy mieli do czynienia z klasycznym westernem. …

Leave a Reply