Gorący temat

Niełatwo być Mikołajem w Gotham – komiksowe opowieści świąteczne

Święta Święta… A jeśli święta, to warto sprawdzić jakie bożonarodzeniowe historyjki zaserwowali nam komiksiarze. Ostrzegam, nie są to wersje słodkie i grzeczne. To opowieści o tym, jak trudno być elfem, jak ciężki bywa los Mikołaja, i że Boże Narodzenie wcale nie cieszy każdego.

Hellblazer – Pan Tańca
(Garth Ennis Hellblazer, tom 1. Egmont 2020)

 

Sprawdź, gdzie kupić:

„Hellblazer” to seria komiksowa, która ukazywała się w USA jako miesięcznik od 1988 do 2003 roku w ramach imprintu Vertigo. Jej głównym bohaterem jest John Constantine, angielski mag i egzorcysta. Postać tę stworzyli Alan Moore, Steve Bissette i John Totleben. Bohater pojawił się pierwotnie w „Sadze o Potworze z Bagien” w 1985 roku, jednak wkrótce zasłużył na swoją własną serię, która zdobyła zresztą wielką popularność.

Constantine ma talent do pakowania się w piekielne kłopoty. I przymiotnik „piekielne” nie jest tutaj przypadkowy, bowiem uliczny mag potrafił zadrzeć nawet z władcami podziemi. „Hellblazer” cechuje mroczna, pełna rezygnacji atmosfera, a Constantine to typowy życiowy rozbitek, trawiony brzemieniem własnych umiejętności. Bo kto raz zajrzał poza kurtynę osłaniająca naszą rzeczywistość, ten już nigdy nie będzie taki sam.

W ramach serii, w #49, napisanym przez Gartha Ennisa i rysowanym przez Steve’a Dillona odcinku, Constantine spędza dość nietypowe święta Bożego Narodzenia. W wigilijne popołudnie bohater włóczy się po mieście w poszukiwaniu idealnego prezentu dla Kit (nie mając oczywiście jakiegokolwiek pomysłu na to, czym miałby być). Kiedy dostrzega że śledzi go duch ponurego, wyraźnie nieszczęśliwego mężczyzny… Cóż, to przypadkowe spotkanie przeradza się szybko w dość nietypową opowieść świąteczną. Nietypową nie tylko dla Constantine’a.

Tajemniczym obcym okazuje się być nie kto inny, jak tytułowy „Pan Tańca”, który jednak – przez brak tradycyjnego, irlandzkiego kultywowania przedbożonarodzeniowego zimowego przesilenia, stał się po prostu duchem niebyłych świąt. To, co kiedyś było pogańskim symbolem radości, witalności i zabawy wyrażanej piciem i tańcem w ramach hucznej biesiady zostało zaanektowane i wypaczone przez chrześcijańskie Boże Narodzenie. Constantine nie byłby jednak sobą, gdyby nieszczęśliwemu duchowi nie pomógł… Co – rzecz jasna – kończy się powrotem do dawnej tradycji radosnej, nieskrępowanej popijawy do późnej nocy.

Scenariusz tego zeszytu to z jednej strony ukłon w stronę rodzimej, irlandzkiej tradycji i dawnych bóstw, a z drugiej klasyczny odcinek świąteczny (choć ukazał się nie przed świętami, a dopiero w styczniu 1992). Niby prosta historyjka, a jednak wzrusza, choć wzruszenie to wiąże się głównie z opcją spożycia bardzo dużej ilości alkoholu i niekoniecznie spędzania świąt z najbliższymi. Cóż, nie każdy (oprócz Johna Constantine’a) ma ochotę tak właśnie spędzić Wigilię, jednak przygotujcie się, bowiem to i tak chyba najmilsza świąteczna opowieść komiksowa, jaką dla Was mamy.

Zbir – Opowieść wigilijna
(The Goon. Kolekcja, tom 1. Non Stop Comics 2018)

Sprawdź, gdzie kupić:

„Zbir” to tytułowa postać serii komiksowej stworzonej przez Erica Powella, gdzie jest on zarówno scenarzystą, jak i rysownikiem. . Łączy w sobie to, co w komiksach najlepsze: olbrzymią dawkę bezpretensjonalnej przemocy, mnóstwo, często bardzo zgryźliwego humoru, potwory z pulpowych opowieści i całe hordy zombie. Zbir to (tylko pozornie) tępy mięśniak, pracujący dla lokalnego mafioza Labrizzia. Tak naprawdę sam pociąga za sznurki, zajmując się ściąganiem haraczy i dbaniem o spokój (we własnym rozumieniu) w dzielnicy. I jak na konwencję komiksu z wielkim sentymentem do pulpy, w Goonie pojawiają się coraz to nowi antagoniści, mniej lub bardziej przerysowani, jednak niezmiennie kipiący ironią i wykazujący nieodpartą chęć totalnej rozwałki.

„Zbir. Opowieść wigilijna” to nieco inna wersja świątecznej historii, gdzie elfy wcale nie są takie sympatyczne, ale za to lubią zjadać dzieci. A Mikołaj… Dość powiedzieć, że daleko mu do jowialnego, otyłego starca z czerwonymi od mrozu policzkami. W tej historii jest wszystko, czego możemy się spodziewać po Zbirze. Jest specyficzny, mało ugrzeczniony humor, absurdalne pomysły i świetna kreska Powella. A do tego są święta. I w sumie to szczęśliwe zakończenie też jest… Takie, jakie mógł nam zaserwować jedynie twórca najbardziej pokręconego komiksu świata – Eric Powell. W świecie Zbira nawet świąteczna impreza bożonarodzeniowa nie może przebiec bez zakłóceń…

Hitman – Zlecenie na Św. Mikołaja
(Hitman, tom 1. Egmont 2020)

Sprawdź, gdzie kupić:

Hitman to postać stworzona przez irlandzkiego scenarzystę komiksowego Gartha Ennisa i rysownika Johna McCreę. Tommy Monaghan, weteran pierwszej wojny w w Zatoce Perskiej, który wraca do Gotham (gdzie działa już jego najsłynniejszy bohater – Batman) zostaje płatnym zabójcą, choć zabójcą z zasadami, przyjmującym zlecenia jedynie na wrednych ludzi…

Kiedy ukąsi go pasożyt Glonth, Tommy zyskuje dość niezwykłą moc telepatii i rentgenowskiego spojrzenia, przez co jednocześnie jego gałki oczne stają się smoliście czarne…

Hitman nieczęsto używa swoich mocy, przez choroby z nimi związane oraz niemożność koncentracji w walce. W serii Ennis – jak to ma w zwyczaju – nie szanuje żadnych świętości, a tutaj szczególnie obrywa się trykociarskim superbohaterom. „Zlecenie na Mikołaja” to dość nietypowa historia świąteczna. I „nietypowa” w znaczeniu normalnego, zwyczajnego człowieka. Bo dla Ennisa (i jego zagorzałych czytelników, do których niżej podpisany także się zalicza) to historia całkiem charakterystyczna do profilu opowieści o Monaghanie.

Bob Smurd, mało sympatyczny pracownik gothamskiej elektrowni atomowej ulega nieszczęśliwemu wypadkowi, przez który… zyskuje radioaktywne moce. W kostiumie (a jakże!) Świętego Mikołaja zaczyna terroryzować miasto. Kiedy zlecenie na jego likwidację dostaje nie kto inny, jak nasz bohater Tommy Monaghan, sprawy muszą się skomplikować…

Hitman to absurdalna dawka przemocy, wisielczy humor i mnóstwo bezpardonowej rozwałki. A że akurat mamy okres świąteczny, to nawet Hitman musi jakoś zarobić na prezent dla swojej dziewczyny.

Batman – Wśród nocnej ciszy… (Krwawa noc)
(Batman Black & White, tom 1: Wieczna żałoba. Egmont 2020)

Batman to postać kultowa. Najważniejszy – zaraz po Supermanie (czy na pewno dopiero na drugim miejscu?) – w panteonie DC. Dwuznaczny moralnie, nie tak nieskazitelny, targany sprzecznościami i trawiony traumą po tragicznej śmierci rodziców, (która uczyniła go właśnie tym, kim jest – Człowiekiem Nietoperzem, samozwańczym i zdeterminowanym obrońcą Gotham). Stworzony w 1939 roku przez Boba Kane’a i Billa Fingera i po raz pierwszy pokazany na łamach Detective Comics vol. 1 #27, przez lata zainspirował setki scenarzystów i rysowników do tworzenia opowieści ze sobą w roli głównej.

„Batman. Black & White” to seria ośmiostronicowych historii o Człowieku Nietoperzu, przygotowywana do specjalnego, zeszytowego wydania (każdy po pięć historii) od Wydawnictwa DC Comics. W zeszycie #3 z sierpnia 1996 roku znalazła się także historia świąteczna, zatytułowana „A Slying song tonight”. Napisana przez Dennisa O’Neila i zilustrowana przez Teddy’ego Kristiansena opowiada dość prosty epizod ze świętym Mikołajem w roli głównej. Batman ochrania pewną rodzinę, której ojciec przyczynił się do skazania szefa mafii, za co znalazł się na celowniku. Płatny morderca będzie chciał go zabić, jednak jak Batman ma odkryć, kim jest cyngiel, w mieście zamieszkanym przez 7 milionów ludzi? Każdy może być zabójcą, każdy może czyhać na niczego nieświadomą rodzinę, przygotowującą się do świąt… Mroczny klimat, czerń i biel i różne oblicza świętego Mikołaja – to wszystko znajdziecie w tej krótkiej historii. W Polsce ukazała się w kultowym wydawnictwie TM-Semic, w Wydaniu Specjalnym: Batman: Black & White #2/1997 pod tytułem „Wśród nocnej ciszy…”, a ostatnio wznowiona została w powiększonym formacie i ekskluzywnej serii „Batman. Black & White” od Wydawnictwa Egmont pod tytułem „Krwawa noc” (Batman: Black & White. Tom 1 Wieczna żałoba. Egmont 2020)

Transmetropolitan – Wkurzająca zima
(Transmetropolitan, tom 2. Egmont 2018)

Sprawdź, gdzie kupić:

Za „Transmetropolitan” odpowiadają: scenarzysta Warren Ellis i rysownik Darick Robertson. Ta wydawana w latach 1997 – 2002 saga jest jedną z najoryginalniejszych serii komiksowych, jakie kiedykolwiek wydano. Serio. Na wskroś obrazoburcza, nie uznająca żadnych świętości (może prócz bezpardonowej wolności słowa) postcyberpunkowa opowieść o świecie przyszłości, gdzie polityka jest jeszcze bardziej bezwzględna, jeszcze bardziej na sprzedaż, niż obecnie, a prawdziwie wolnych, obiektywnych mediów jest jeszcze mniej, niż dzisiaj. Pająk Jeruzalem to reporter równie bezczelny, co bezkompromisowy. Zawsze pisze prawdę, przez co nienawidzą go wszyscy. To dziwak, sfrustrowany, zgorzkniały i uzależniony od takiej ilości narkotyków, że już dawno powinien gryźć ziemię. A jednak, żyje, chodzi, a w dodatku pisze, przez co zadziera z samym prezydentem.

W króciutkiej historyjce „Wkurzająca zima” Jerusalem naświetli wam, dlaczego nienawidzi zimy, świąt i w ogóle wszystkiego. Ale – mimo do negatywnego, na wskroś pejoratywnego nastawienia Pająka – i tak warto przeczytać Transmetropolitan. To, jak mówiłem, jedna z najoryginalniejszych serii komiksowych, jakie kiedykolwiek powstały. I warto sięgnąć po nią w całości, nie tylko przez świąteczny short.

LOBO – Paramilitarne święta specjalne
(Lobo: Portret bękarta. Egmont 2015)

Sprawdź, gdzie kupić:

Postać Lobo stworzył scenarzysta Roger Slifer i rysownik Keith Griffith, a pojawił się po raz pierwszy w „Omega Man” #3 w czerwcu 1983. Z początku kształtowany jako antybohaterska parodia marvelowskiego Wolverine’a, z czasem zdobył na tyle dużą popularność, że początkiem lat 90-tych doczekał się własnej serii. Tworzony przez kilku autorów, z pewnością największą sławę zdobył dzięki odcinkom rysowanym przez bezpardonowego, rozmiłowanego w karykaturalnej przemocy Simona Bisleya. I to Bisley właśnie jest autorem rysunków do specjalnej, świątecznej historii „Lobo. Paramilitarne święta specjalne” z 1991 roku. Alan Grant sięga w scenariuszu po dość utarty schemat: Lobo dostaje na kogoś zlecenie. Jednak tym razem tym kimś jest sam Święty Mikołaj, a zleceniodawcą… Zajączek Wielkanocny. W dodatku pijany w sztok. Otóż symbol świąt wielkanocnych nie może przeboleć, że Boże Narodzenie – a tym samym jego kolega po fachu w czerwonym ubraniu – są popularniejsi i cieszą się większą estymą w społeczeństwie. Wpada więc na iście szatański pomysł pozbycia się znienawidzonego konkurenta. Cóż, Lobo zawsze dotrzymuje słowa, więc w chwili podjęcia zlecenia przez ostatniego Czarniana, Mikołaj znajduje się w niemałych tarapatach. Całość, uzupełniana przez znakomite, charakterystyczne rysunki Bisleya daje iście wybuchową mieszankę, pełną nieskrępowanej przemocy, absurdalnie przerysowanej rozwałki i wisielczego humoru, z jakiego zresztą słynie całość serii o przygodach nietuzinkowego płatnego zabójcy z Czarnej Planety. Jeśli lubicie groteskową przemoc, a odrywane głowy elfów Wam nie straszne (no i koniecznie – macie twarde żołądki) to historia w sam raz dla Was.

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Najciekawsze książki o kobietach nauki

Dnia 11 lutego obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet w Nauce, święto względnie młode, bo fetowane dopiero …

Leave a Reply