Kapitan Ameryka. Czerwony łajdak – Brubaker się pogubił? [recenzja]

Ed Brubaker zaczął bardzo zgrabnie odświeżać postać Kapitana Ameryki w swojej opowieści. „Zimowy żołnierz” jest historią świetną – osobiście moją ulubioną o Steve’e Rogersie, która nie tylko solidnie odkurza trochę zestarzały – wizerunek nieskazitelnego amerykańskiego patrioty, ale też przywraca do życia – bo można tak to ująć – jego nieodzownego kompana z lat II wojny, Bucky’ego. O tym, że nie jest to już ten sam Bucky, to już wiemy z pierwszego tomu. Brubaker zgrabnie wprowadza jego wątek wychodząc od wręcz legendarnej postaci zamachowca, przed którym w strachu żyją elity zachodniego świata. Uczynienie dawnego wiernego kompana Kapitana Ameryki jego kluczowym w całej historii antagonistą jest sprawnym zabiegiem marketingowym i sprawia, że opowieść Brubakera czyta się jednym tchem.

Jednak w tomie drugim, „Czerwonym łajdaku” scenarzysta ewidentnie się pogubił. Nie do końca miał chyba koncept na oś fabularną drugiego tomu, a i sama historia poszukiwań Buckiego przez dawnego przyjaciela wypada mocno chaotycznie. Owszem, mamy tu wiele nowych wątków, mamy samego Red Sculla, uwięzionego w ciele generała Łukina, mamy zaskakujący powrót córki pierwotnego wroga Kapitana, o co wystarał się z kolei Crossbone. Mamy gości z Wysp Brytyjskich, którzy dodatkowo mieszają w naszej fabule…

Jednak nie do końca to wszystko składne. Niby jakoś spina się w całość, ale sprawia wrażenie… niepotrzebnego. Zbędnego. Dołożonego trochę na silę, byle rozwinąć opowieść w dłuższą formę. Co – niestety – nie wychodzi opowieści na dobre, bowiem czujemy w trakcie lektury przesyt z jednej strony i poczucie zagubienia z drugiej. Nawet Zeszyt specjalny, dołożony do tego tomu i opowiadający historię z czasów wojennych – sam w sobie przyjemny – nie ratuje całości. Scenariusz „Czerwonego łajdaka” można by odchudzić, przynajmniej o połowę, kluczowe wątki dorzucić do pierwszej części – „Zimowego żołnierza” i wyszłaby mocna, dynamiczna historia.

W obecnym kształcie „Czerwony łajdak jest bardzo wartką, ale jednak nieco przesadzoną historią, którą, owszem, czyta się szybko, ale równie szybko zapomina. Szkoda, bo wiadomo po dotychczasowych dokonaniach Brubakera, że stać go na więcej. Tutaj w serii miał znakomity pomysł, ale już nie do końca znalazł sposób, by rozwinąć go do w coś większego.

Jak rzadko – jako fan scenariuszy tego pana – uznaję, że jednak całość lektury ratują rysownicy. I to zarówno Mike Perkins i Steve Epting w głównej historii, jak i Javier Pulido i Marcos Martin w Zeszycie specjalnym radzą sobie dobrze. Ci pierwsi stawiają na mroczną, realistyczną, szczegółową kreskę, a drudzy odnoszą się z wyczuciem do pierwszych historii o Kapitanie Ameryce i rysują mocno w stylu retro.

Reasumując, smutnym jest to, że tak znakomicie zapoczątkowana historia rozwija się w tak niedookreślony sposób. Zmarginalizowano w tym tomie postać Bucky’ego, próbując na pierwszy plan wypchnąć Red Sculla, jednak czyniąc to bez solidnego konceptu fabularnego, JAK to zrobić.

Z całym moim sentymentem i do scenarzysty i do samych postaci Kapitana Ameryki oraz jego wiernego druha, po znakomitym tomie pierwszym, „Czerwonego łajdaka oceniam bardzo średnio.

Ale graficznie warto. No i historyjka z Zeszytu specjalnego przyjemna, więc o przynajmniej punkt podnosi ocenę końcową.

Kapitan Ameryka. Czerwony Łajdak. Scenariusz: Ed Brubaker. Rysunki: Mike Perkins i inni. Egmont 2019.

Ocena: 6/10

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Mercy, tom 1: Dama, mróz i diabeł – Wild Weird West [recenzja]

“Mercy” to nowy tytuł sprawdzonej już w ofercie Non Stop Comics autorki. Czy komiks Mirki …

Leave a Reply