Gorący temat

Kroniki ze Stambułu – komiksiarz kontra Historia [recenzja]

Komiksowe autobiografie komiksowych twórców to już całkiem pokaźny zestaw opowieści, w których bardzo często historia autora osadzona jest na tle istotnych wydarzeń historycznych. Nie inaczej jest w pierwszym tomie “Kronik ze Stambułu” Ersina Karabuluta.

Jakoś tak się składa, że te najciekawsze autobiografie twórców komiksowych rozgrywają się w krajach, w których panują rządy autorytarne lub są ogarnięte historyczną zawieruchą. Najważniejsze przykłady to oczywiście “Persepolis” Marjane Satrapi i “Arab przyszłości”, Riada Sattoufa, koncentrujące  się na życiu w krajach Bliskiego Wschodu, choć opowiadają także o perypetiach twórców w Europie. Do tej komiksowej pary można śmiało dodać “Kroniki ze Stambułu”, w których Ersin Karabuluta opowiada nam o swoim dzieciństwie i pierwszych zawodowych latach na tle zagmatwanej historii Turcji w scenerii Stambułu, w którym trzeba mieć oczy z tyłu głowy i uważać na to co się mówi. I co istotne w tym przypadku – uważać również na to, co się rysuje.

Dla wszystkich wymienionych wyżej tytułów niezwykle istotna jest percepcja dziecka w zestawieniu z dziejącą się wokół niego Historią. Na to jeszcze nakłada się stosunek rodziców zarówno do dziecka, jak i do tejże Historii i mamy przebogaty materiał na komiksową autobiografię, co chyba najdobitniej pokazał Sattouf w “Arabie przyszłości”. Karabulut nie jest jednak tak drobiazgowy i po dziecięcych i młodzieńczych latach można powiedzieć, że jedynie się prześlizguje. Co wcale nie znaczy, że jego obserwacje są mniej dokładne, czy mniej dogłębne. O nie, znajdziemy tu ten sam, świetny zmysł obserwacyjny, który potrafi wydobyć historyczno-ideologiczną esencję z tego, co właśnie dzieje się wokół młodego bohatera. Ot weźmy choćby, proste, genialne porównanie na jednym z kadrów, wąsów prawicowych i lewicowych – dzięki takiej wiedzy od razu wiadomo z kim ma się do czynienia i jakie środki zaradcze przedsięwziąć, czy po prostu jak się zachować, kiedy z jednej i drugiej strony jesteś atakowany skrajną ideologią płynącą z ust wąsatych panów o smutnych i groźnych obliczach. 

Co zatem robić, kiedy Historia nieustannie wtrąca się w życie zwykłych ludzi? Dla nas, polskich czytelników, wycinek historii Turcji pokazany w komiksie Karabuluta jest z pewnością niezmiernie fascynujący, bo jednak nie za wiele wiemy o współczesności tego kraju, poza tym, że rządzi w nim aktualnie silną ręką Recep Erdogan, ale to co dla nas fascynujące, dla bohatera komiksu jest dogłębnie stresogenne – na ulicy, w szkole, w domu. Jak można sobie  z tym radzić, jakich mechanizmów obronnych użyć? Znajdując własną pasję, którą staje się rysowanie komiksów, a także uwielbienie dla  różnych, dobrze nam znanych postaci komiksowych, które w bardzo pomysłowy sposób stają się również bohaterami opowieści Karabuluta. I choć rodzice pragną, by został inżynierem i kierują jego edukację na takie własne tory, życie chłopaka toczy się własnym torem i koniec końców Ersin zostaje autorem komiksów publikowanych w tureckiej prasie. Komiksów satyrycznych, które z czasem staną się nie w smak władzy. Czyjej? Oczywiście władzy Erdogana.

W tej opowieści Karabulut nie oszczędza również sam siebie. Czuć, że ma sentyment do swoich dziecięcych lat i jako zahukany malec niewątpliwie budzi sympatię czytelnika. Jednak kiedy czytamy już o młodym dorosłym, który w Turcji staje się rozpoznawalnym autorem, twórca bez żadnych ogródek pokazuje własne wady z tego okresu (do których doszła również próżność) i ich wpływ na interakcje z kolegami z pracy i z kobietami. Fakt, że zarówno te dziecięce i młodzieńcze wspomnienia zawsze pokazuje w satyrycznym świetle daje poczucie narracyjnej równowagi między oboma okresami. I właśnie użycie satyry, postrzeganie rzeczywistości przez jej pryzmat to najważniejszy zabieg artystyczny “Kronik ze Stambułu” – wyolbrzymianie pewnych zjawisk, pokazywanie historycznych wydarzeń w krzywym zwierciadle przynosi znacznie dosadniejszy efekt, niż gdyby były opisywane w beznamiętnych historycznych podręcznikach. 

Dzięki temu komiksy Karabuluta, Satrapi, Sattoufa są niby rewers historii podawanej jako suche fakty, bardziej zwracając uwagę na przeżycia ludzi w danych czasach. To niezwykle intymna forma opowiadania o Historii przez pryzmat własnych, małych przeżyć, pokazanych w indywidualnym, autorskim stylu. Rysunkowo ktoś już zauważył, że styl Karabuluta przypomina ten Tomka Leśniaka z “Jeża Jerzego”. I co ciekawe, “Jeż Jerzy” to w jakiś sposób również dokument lat, w których się ukazywał, choć bez tego rodzaju ambicji i bardziej skoncentrowany na grze samą popkulturą. Szkoda, że nie powstał u nas jeszcze komiks, który by właśnie w taki sposób opowiadał o współczesnej historii naszego kraju, z bliskiej perspektywy komiksowego twórcy – bo przecież dobrze wiemy, że jest o czym opowiadać. A na razie muszą nam wystarczyć świetne komiksy zagranicznych autorów, takie jak “Kroniki ze Stambułu” Ersina Karabuluta.

Kroniki ze Stambułu, tom 1

Nasza ocena:

Scenariusz i rysynki: Ersin Karabulut. Tłumaczenie: Ada Wapniarska. Timof Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

8 miliardów dżinów – z wielką mocą równa się (zbyt) wielka odpowiedzialność [recenzja przedpremierowa]

Każdy miłośnik komiksowego medium wie, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. Ale co …

Leave a Reply