Gorący temat

Legion samobójców: The Suicide Squad – do niektórych rzek wchodzi się dwa razy [recenzja]

Nie trzeba być wielce zaangażowanym w filmową wojenkę pomiędzy Marvelem a DC by wiedzieć, że to drugi z komiksowych gigantów miał w ostatnich latach zdecydowanie większy problem ze znalezieniem formuły, która gwarantowałaby sukces kolejnych ekranizacji. Tym razem wiele wskazuje na to, że w końcu się udało.

Wyjaśnijmy sobie jednak pewną rzecz na starcie – to nie tak, że kolejne przenoszone na ekran opowieści ze stajni Detective Comics były z gruntu złe. Zarówno „Shazama!”, pierwszą część „Wonder Woman” czy nawet „Człowieka ze stali” dało się oglądać bez zgrzytania zębami, zupełnie niezobowiązująco spędzając czas. Jak się jednak miało okazać problem DC nie tkwił jednak w jakości pojedynczych filmów, a umiejętności spięcia ich w spójne, gwarantujące stały poziom rozrywki uniwersum. Tam więc gdzie Marvel zbudował imperium, jego rywal wciąż próbował szukać własnej ścieżki. Dopiero w ostatnich miesiącach coś jednak najwyraźniej drgnęło – najpierw celujące marketingowo zagranie z wersją reżyserską „Ligi Sprawiedliwości”, teraz próba pokonania przeciwnika… jego własną bronią.

A tą jest nie kto inny, jak zaangażowany wcześniej w pracę na rzecz konkurencji James Gunn. Reżyser i scenarzysta obu odsłon „Strażników Galaktyki” postanowił zmierzyć się z jednym z największych dotychczasowych niewypałów DC, a zatem omawianym tutaj „Legionem Samobójców”. Jako że próba naprawy tego co wyjątkowo niekonsekwentny pierwowzór była skazana na porażkę, nową odsłonę potraktował nie tyle jako sequel, a w zasadzie całkowity restart. I to cholera, restart niezwykle udany.

„Legion samobójców: The Suicide Squad”, w oryginale został wymownie nazwany po prostu „The Suicide Squad”, co jednoznacznie ma sugerować, że to ta odsłona jest tą właściwą. Założenia co do fabuły ma jednak niezwykle podobne. Ot, mamy bowiem grupkę straceńców, którzy w zamian za nie do końca dobrowolne podjęcie się karkołomnego zadania mogą uzyskać skrócenie wyroków. Tym razem trzeba wyeliminować siejących chaos w południowoamerykańskim  Corto Maltese watażków, mających ewidentnie poglądy sprzeczne z interesami Stanów Zjednoczonych. Ci stanowią zagrożenie poważniejsze niż mogłoby się wydawać, są bowiem w posiadaniu tajemniczej technologii, mogącej wpłynąć na układ sił na świecie.

Tyle w mocno telegraficznym skrócie – dość powiedzieć jednak, że obok zapowiadającego sporą dawkę adrenaliny głównego wątku, scenariusz nie pomija też mniejszych, poświęconych przede wszystkim pojedynczym bohaterom. To strzał w dziesiątkę: ekspozycja postaci płynnie przeplata się z sekwencjami akcji, a że mamy do czynienia ze zbiorem charakterów zaiste wyjątkowym, nie ma mowy o jakimkolwiek przynudzaniu. Ale udane występy takich niekoniecznie do tej pory znanych oryginałów jak Polka-Dot Man, King Shark, Ratcatcher czy Peacemaker (w tej roli zaskakująco świetny John Cena) to tylko część atrakcji – całość „Legion Samobójców” podlewa bowiem radośnie krwawym, campowym sosem, mnóstwem dobrze wycelowanej ironii i momentów w których pozorna powaga w jednej chwili zastąpiona zostaje tonami groteski i absurdu.

Słowem – w nowym „Legionie Samobójców” jest w zasadzie wszystko, co pozwalałoby określić film mianem „niegrzecznego”. Przynajmniej jak na główny nurt – nie da się ukryć bowiem, że to wciąż kino jak najbardziej mainstreamowe, biorące na cel masowego odbiorcę – ale potrafiące nieco przesunąć granicę jego tolerancji. Wreszcie też udaje się w to wszystko dobrze wpasować przebojową, neurotyczną i jak zwykle siejącą całkowity chaos Harley Quinn – fani interpretacji tej postaci w wykonaniu Margot Robbie mogą odetchnąć głęboko z ulgą, bo choć bynajmniej nie można powiedzieć, by ich ulubienica grała pierwszoplanowe skrzypce, jest po prostu integralną częścią całości, zamiast jedynie chodzącą reklamą filmu.

Dodając do tego realizację godną letniego blockbustera, dobra rozrywka przy filmie Jamesa Gunna jest zatem bardziej niż gwarantowana. Nowy „Legion samobójców” to kino świadome tego czym chce być i potrafiące w bezpretensjonalny sposób tego widzowi dostarczyć. To dokładnie tyle, ile moglibyśmy od niego wymagać.

Foto © Warner Bros Polska

Legion samobójców: The Suicide Squad

Nasza ocena: - 80%

80%

Reżyseria: James Gunn. Obsada: Margot Robbie, Idris Elba, Joel Kinnaman i inni.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Old – jak w ciągu 108 minut poczuć się o dwie dekady starszym? [recenzja]

M. Night Shyamalan to taki reżyser którego karierę od jakiegoś czasu przyrównać można do sinusoidy …

Leave a Reply