poniedziałek , 26 Październik 2020

Mayans M.C. sezon 2 – motocyklowa telenowela [recenzja]

Spinoff “Synów Anarchii” jest serialem, który ogląda się… długo. Dlaczego? Raz, ponieważ obecnie jest dużo istotniejszych seriali i można pozwolić sobie na dłuższe przerwy między odcinkami, dwa, ponieważ “Mayans M.C.” przy całej dla tego show sympatii, nie wciągają tak,  jak niegdyś potrafiła historia Jaxa Tellera.

Twórca “Synów Anarchii”, Kurt Sutter już podczas emisji oryginalnego show zapowiadał spin-offy, ale raczej dotyczące przeszłości rodziców Jaxa. Dlatego pojawienie się w 2018 roku serialu “Mayans M.C.” było dla fanów oryginalnej serii sporym zaskoczeniem, bo skupiało się na drugorzędnym, choć często obecnym w pierwotnej fabule klubie. Aby widzowie nie znaleźli się na całkiem nowym terenie Sutter wymyślił głównego protagonistę, który w ogólnym zarysie wygląda na lustrzane odbicie Jaxa. Co prawda bez rodzinnych problemów o takiej skali, ale za to owładniętego obsesją odnalezienia zabójcy swojej matki. Ezekiel Reyes, w skrócie EZ – po długiej odsiadce wychodzi z więzienia i jedyną droga, którą dla siebie widzi jest wstąpienie do klubu Mayans, do którego należy już jego starszy brat. Zaczyna więc karierę jako świeżak (prospect), a w tym samym czasie sytuacja klubu mocno się komplikuje.

Ten główny wątek był tak naprawdę jednym z wielu, w dużym stopniu przypominającym te z “Synów Anarchii” jak związki klubu z kartelem narkotykowym lub ustawiczne problemy ze stróżami prawa, na których czele w nowym serialu stanął pamiętny, ekscentryczny przeciwnik Synów Anarchii, Lincoln Potter. Nowością zaś jest szerszy kontekst kulturowy, który wyrwał fabułę z zamkniętego kręgu opowieści dziejącej się niejako na uboczu realnego świata i rządzącej się własnymi,  najczęściej krwawymi prawami. Do serialu wprowadzono grupę Los Olvidados, rodzaj rewolucyjnej organizacji z charyzmatyczną przywódczynią, która za cel postawiła sobie walkę z kartelami za pomocą ich ofiar. Pierwszy sezon zakończył się bardzo ciekawie – na niespodziewanym sojuszu Adelity z przywódcą kartelu Miguelem Galindo. Mieliśmy też cliffhanger, dzięki któremu okazało się, że za zabójstwem matki EZ stoi jeden z synów Anarchii – Happy.

Drugi sezon w dużym stopniu opiera się na dalszym śledztwie skłóconych pod koniec sezonu braci Reyes, dociekających kto stał za zabójstwem ich matki, ponieważ Happy był tylko wykonawcą zlecenia. Rozwijany jest też wątek Emily, żony Galindo i zarazem dawnej dziewczyny Ezekiela, która próbuje zarządzać legalną stroną kartelowego imperium męża. Społeczno-kulturowy wątek Los Olvidados niestety schodzi na drugi plan, a szkoda, bo przecież to on głównie odróżniał “Mayans M.C.” od “Synów Anarchii”. Poprzez traktowanie tego wątku po macoszemu, serial w drugim sezonie staje się zbyt podobny do pierwowzoru, skupiając się przede wszystkim na rodzinnych tajemnicach familii Reyesów i Galindo, które znajdą mroczne i emocjonalne rozwiązanie w finałowym i  zarazem najlepszym odcinku sezonu, poziomem realizacji i intensywności wreszcie zbliżającym się do pierwowzoru.

Drugi sezon niestety mocniej obnaża podstawową wadę serialu, a mianowicie brak charyzmatycznych postaci, szczególnie w szeregach Majów, z których najbardziej wyróżnia się wybuchowy i posługujący się charakterystycznym akcentem Coco i aż szkoda, że nie można tej postaci poświęcić więcej czasu ekranowego. A pozostali, razem z nie dorastającym do pięt Jaxowi Ezekielem? Cóż, wystarczy powiedzieć, że kiedy tylko na ekranie pojawił się Chibs, niezwykły Irlandczyk z Synów, cała ekipa Majów staje się dla niego tylko tłem. Tak naprawdę najlepiej dają sobie radę starsi aktorzy z ekranowej ekipy. Ada Maris, czyli Dita, matka Miguela Galindo tak drażniąca swą postawą w pierwszym sezonie, w drugim bardzo zyskuje na wyrazistości. Aktorzy znani z pierwowzoru, czyli Ray McKinnon w roli Pottera i Emilio Rivera w roli Marcusa kradną każdą scenę z ich udziałem. A Edwardowi Jamesowi Olmosowi wystarczy, że przejdzie do drzwi swojego sklepu i odwróci plakietkę z open na close by z miejsca przykuwa naszą uwagę. A jednak, mimo wad, mimo nieskrywanej telenowelowej formuły, którą w “Synach Anarchii” przełamywało połączenie jej z klasycznymi inspiracjami wziętymi prosto z “Hamleta” i greckich tragedii, dalej będę oglądał “Mayans M.C” i w zasadzie trudno mi wytłumaczyć, dlaczego.

Koncept Suttera, którego notabene wyrzucono z serialu ma w sobie coś unikalnego, zapraszającego nas do fascynującego świata, w którym nie ma miejsca dla miękkich bohaterów. A nawet jeśli ci twardzi mają w rzeczywistości dobre serce, to reguły ich świata są bezlitosne, a kierowanie się dobrym sercem rozumie się tu przykładowo jak akt krwawego wyeliminowania bandy handlarzy ludźmi. I dlatego oglądamy ten serial z pewnym uczuciem zazdrości, bezpieczni w swoich domach, ale skrycie pragnący choć raz móc zachować się jak prawdziwy Maj lub Syn Anarchii. 

Foto © Fox 21 FX Productions SutterInk

Mayans M.C.

Nasza ocena: - 65%

65%

Twórca: Kurt Sutter. Występują: JD Pardo, Clayton Cardenas, Sarah Bolger i inni. FX 2019.

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Nawiedzony dwór w Bly – uwierz w ducha [recenzja]

Dwa lata temu Netflix pozytywnie zaskoczył fanów serialową adaptacją „Nawiedzonego domu na wzgórzu” Shirley Jackson. …

Leave a Reply